Zaczyna się prawie zawsze tak samo. Odpalam którąś z aplikacji fejsowych i zostaję wylogowany. Wtedy już wiem, że prawdopodobnie dostałem jakiegoś bana lub ostrzeżenie. Komunikat każe zalogować się do wersji desktopowej, a tam dostaję stosowne powiadomienie. Nie to że miałem jakoś bardzo dużo banów – zaliczyłem przez dekadę fejsowego życia dosłownie kilka – czasem była to niemożność pisania czegokolwiek, czasem wyglądało to nieco inaczej. Tym razem jednak sytuacja okazała się naprawdę gruba.

Jest piątek, 12 maja, dwa dni przed moimi urodzinami. Dostaję wspomniany komunikat, loguję się do wersji desktopowej. A tam… komunikat o tym, że moje konto zostało zablokowane, ponieważ nie jestem prawdziwą osobą, tylko fejkiem.

Tak, właśnie to.

Nie mam pojęcia do tej pory o co tak naprawdę poszło. Dwa dni wcześniej poprosiłem na swoim prywatnym profilu o zblokowanie jednego gościa, który używał mojego zdjęcia jako profilowego i miał wpisane moje imię i nazwisko. To już nie pierwszy raz, pisałem ostatnio o pewnej osobie, która się pode mnie podszywa. Nie mam pojęcia, czy gość rzeczywiście nazywa się Michał Górecki (i użył mojego zdjęcia dla jaj), czy Facebook nie ogarnął, które konto ma skasować, fakt faktem, że moje konto po prostu przestało istnieć. Wysłałem od razu skan dowodu osobistego (o co zostałem poproszony) i… cisza.

Godzina, dwie, trzy, pięć. Nic. Sobota. Nic. Sobota południe. Nic.

Niedziela. Nic. Trochę śmiesznie – zawsze chciałem zablokować Facebooka w urodziny lub chociaż ukryć datę urodzenia i zobaczyć kto będzie pamiętał. Fejs postanowił zrobić to sam, i to w czterdziestkę! (Tak, tak, sam w to nie wierzę, ale w niedzielę skończyłem 40 lat).

Ale nie o problemach pierwszego świata w stylu “nikt nie wrzucił mi życzeń na walla” chciałem pisać. Dopiero dziś, po interwencji znajomych z biura Facebooka udało mi się odzyskać konto.

Facebook już dawno nie jest zabawką. To tu rozkręciłem mój biznes (Koszulkowo), to właśnie tu większość czytelników dowiaduje się o moich notkach na blogu. To tu wydawane są często grube pieniądze na reklamę. Nie mając fejsa przez kilka dni zorientowałem się jak dużo zależy od jednej platformy. Z większością znajomych komunikuję się przez Messengera. Mam sporo aplikacji (np Spotify) do których loguję się Facebook Connectem. To wszystko przestaje działać! Żebym nawet nie mógł posłuchać sobie muzyki…

A najgorsze jest to, że całość jest tak kompletnie nieobliczalna i nieprzewidywalna. Nie wiadomo do końca jak działają te mechanizmy, ile zgłoszeń potrzeba, kto zgłasza. Nie wiadomo praktycznie nic. Support niby istnieje, ale nie daje żadnej gwarancji. Trochę to przerażające. Poznikały eventy które założyłem, poznikały fanpage, których byłem jedynym adminem. Strasznie dużo od Facebooka dziś zależy, a jako monopolista jest on zupełnie nieobliczalny.

Wiecie, bo to jednak jest niesamowite – mam konto 10 lat, multum zdjęć, postów, fanpage, blogi, historia wykupowanych reklam, tysiące znajomych, tysiące followersów. I nagle przez kilka zgłoszeń, albo inny błąd przestaję istnieć. Często trudno jest zablokować różne strony, czy profile, tymczasem PSTRYK i znikam.

Trochę mnie to przeraża. Ale prawdę mówiąc nie do końca jest co z tym zrobić.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: