O Westworld było głośno zaraz po premierze. Choć trzeba przyznać, że dziś show kradną głównie seriale Netflixa, to HBO raz na jakiś czas wypuszcza coś dużego – trudno przecież pobić choćby Grę o Tron. Na Westworld ostrzyliśmy z Mary zęby dobre cztery tygodnie, w końcu udało się znaleźć nieco więcej czasu. I dobrze, bo to jeden z tych seriali w których czekasz na kolejny odcinek i nie możesz się go doczekać – dobrze więc mieć możliwość obejrzenia całości prawie na raz.

(No dobra, poranne wstawanie mówi co innego :D )

Westworld ma w sobie tyle elementów, które lubię, że musiałby być rzeczywiście koncertowo spieprzony, by mi się nie podobać. Ja często wybaczam drobne niedociągnięcia, jeśli pomysł i fabuła są genialne. Nie trawię tylko dwóch rzeczy – zbyt dużych dziur logicznych oraz kiepskich zakończeń. A te zakończenia są ostatnio plagą seriali :( Tutaj prawdę mówiąc nie jest tak źle. Ale po kolei. Jakie to składniki tworzą ten wspaniały koktail?

Dziki Zachód

Albo się go lubi, albo nie. Ja wielbię od zawsze i choć moja fascynacja tym uniwersum przechodziła różne fazy (od fascynacji kowbojami przez dość silne uwielbienie indianizmu) to trzyma się dość dobrze. Ciężko dziś zrobić dobry western – to dość specyficzny świat, ze swoimi dość prostymi podziałami na dobrych i złych, i trzeba do niego podchodzić z pewnym dystansem. Przynajmniej w XXI wieku. Mamy wszystko co potrzebne – mamy saloon, mamy główną ulicę w miasteczku, mamy prerię, kaniony, piękne widoki i wszystko, wszystko inne. I dopieszczenie oraz nawet lekka sztuczność tego świata nie dziwi bo to…

Świat wirtualny

Moi czytelnicy wiedzą, że to moja kolejna fascynacja. Wirtualne światy to coś, co kręci mnie od dzieciństwa, uwielbiam filmy oparte na tym motywie. Co prawda mało co jest w stanie dorównać eXistenZ, ale Westworld jest rzeczywiście świetny pod tym kątem. Tym bardziej, że opiera się także na motywie gry (nie wszystkie wirtualne rzeczywistości to gry, a nie wszystkie gry to wirtualne rzeczywistości, choćby Gra z Michaelem Douglasem). Tu też nie zawsze wiadomo kto jest graczem, a kto nie. Bo część osób to…

Blade Runner!

No właśnie. Część występujących osób to roboty! Specjalnie zaprojektowane roboty odgrywające w świecie gry swoje role. I zupełnie jak w Blade Runnerze nie do końca wiemy kto jest człowiekiem, bo to komplikuje się przez kolejne odcinki.

Aktorzy!

Tak, dwóch aktorów kradnie ten show. To Anthony Hopkins, który jest w sumie trochę Anthony Hopkinsem, czyli Hannibalem. Nasiąkł tą rolę i trudno ją z niego wymazać… bo po co? On naprawdę jest przerażający nawet gdy szepcze coś komuś na ucho. Oprócz tego oczywiście gra świetnie.

Ale jeszcze Ed Harris! Aktor nad którym wiele razy się zastanawiałem, to aktor, który właściwie nie miał jeszcze roli życia. Bo gra głównie role drugoplanowe. I ta rola w sumie też jest drugoplanowa, choć szczerze mówiąc jest genialna. Jego rysy twarzy jakby dojrzewały do niej całe życie – głebokie bruzdy wyglądające jak z kamienia idealnie budują jego postać.

Twister

I to kocham bardzo. Twister. Niespodziewany zwrot akcji pod koniec. Połączony z jeszcze jednym motywem, o którym nie powiem, bo to bezspoilerowa część wpisu :)

Nie będę dokładnie opisywał tego co dzieje się w serialu, aczkolwiek jest tam, oprócz samej akcji, sporo zachętdo rozmyślania nad tym czym jest zło i agresja, z jakich pobudek jesteśmy jacy jesteśmy. Jak już mówiłem – polecam bardzo, chyba, że ktoś ma awersję do amerykańskiego południowego zachodu. Całość psują nieco dziury logiczne, ale nie są one zbyt duże – o nich w ukrytej części wpisu. Pamiętaj, że w komantarzach też mogą być spoilery! :)

(KLIKNIJ) UWAGA SPOILERY!

Postanowiłem ukrywać spoilerowe części wpisów o serialach właśnie w taki sposób, powiedzcie czy to działa i czy ma sens. Mam nadzieję, że nie wysypuje się na żadnej przeglądarce :)

Dziury logiczne

Otóż jest w serialu nieco logicznych dziur i choć nie są one olbrzymie, mimo wszystko dość mocno dawały mi się we znaki.

Śpiąca ochrona

Po pierwsze mam wrażenie, że ochroniarze mogliby brać udział w konkursie na najgorszych ochroniarzy wszechświata. Mówię o tych monitorujących świat. Jest przyszłość, wszystko jest dopracowane w takich detalach, na ten świat wydano chyba miliardy (o tym zaraz), a ochrona nic nie kontroluje. Nie widzi, nie patrzy. Dzieje się ileś spraw na które trzeba zareagować.

I nie chodzi tylko o sam Westworld. Przecież na górze dzieją się dantejskie sceny, a wszystko jest za szklanymi szybami. I nikt nic nie widzi. Nie ma kamer, nie ma nikogo kto zwraca na to uwagę. Leje się nawet krew i nic. Nie kupuję tego do końca.

Technologia i nooby

Technologia jest dość zaawansowana – w końcu pozwala na stworzenie humanoidalnych androidów. Mimo to obsługa całości jest na tyle prosta, że noob zajmujący się czymś zupełnie innym, jest w stanie posługiwać się tabletem i wykonywać najbardziej skomplikowane operacje, zmiany psychologiczne i tym podobne. Nie kupuję tego. Tym bardziej, że nie jest to w odpowiedni sposób pozabezpieczane. Taki system nie ma zbytnio racji bytu :)

Kasa misiu, kasa!

I wreszcie kasa. To wszystko musiałoby być tak drogie, że zastanawiam się kogo byłoby stać na takie cuda. Androidy są rozrywane, atakowane, dekapitowane – naprawa tego też musi kosztować majątek. Ale kto wie, może w przyszłości ekonomia wygląda zupełnie inaczej? 

Tak czy inaczej zakończenie jest nawet nawet (choć bez przesady), a całość oglądało się świetnie. Prawda? Czy mam tu jakieś osoby, którym się nie podobało?

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: