Wybaczcie mi ten tytuł, ale nie mogłem się powstrzymać – nawiązuję oczywiście do tych bzdurnych reklam pojawiających się we wszystkich krańcach internetu. Dziś ludzie klikają w zdjęcia gościa z podłączonymi do głowy elektrodami, kiedyś wierzyli w różne systemy uczące podczas snu. Jedno jest pewne – chcielibyśmy nauczyć się języka tak szybko i bezboleśnie jak to tylko możliwe.

Portugalski jest siódmym językiem, którego się uczę. Licząc też to, że w dzieciństwie uczyłem się polskiego :) A nauka każdego z nich przebiegała zupełnie inaczej.

Pierwszy był angielski. Gdy chodziłem do szkoły, nie było jeszcze obowiązkowego angielskiego, więc rodzice zapisali mnie do osiedlowego klubu. Uczyłem się tak rok, już w wieku 6 lat, a później kontynuowaliśmy z siostrą naukę na prywatnych lekcjach. Te trwały aż do liceum, gdzie wskoczyłem już w normalny tryb nauki, który zakończył się zdobyciem CAE. Nauka angielskiego jest o tyle prosta, że jest on wszędzie i w sumie trudno go w erze internetu przegapić. Wtedy nie było jeszcze internetu w formie jaką znamy dziś, ale można było uczyć się z filmów i Cartoon Network. Uczyłem się dość tradycyjnie – podręczniki, kasety, trochę piosenek, na końcu konwersacje.

Rosyjskiego uczyłem się z musu i zbyt wiele mi jego w głowie nie zostało. Najpierw w podstawówce, później na studiach. Nie czułem specjalnie więzi z tym językiem, nie miałem więc zbyt dużej motywacji. A ona jest bardzo ważna.

Na niemiecki posłali mnie rodzice jeszcze w podstawówce, wychodząc ze słusznego założenia, że jeden język to mało. To też były lekcje indywidualne, one jednak są bardzo dobre, bo nauczyciel dopasowuje poziom do ucznia. Choć oczywiście drogie. Uczyliśmy się standardowo, „po niemiecku”: odmiana, powtarzanie form i tak dalej. Do dziś obudzony w środku nocy deklinuję: DER DES DEM DEN. Tu po raz pierwszy zaobserwowałem na sobie jak dużo daje motywacja. Nauka niemieckiego szła tak sobie, aż do czasu wyjazdu do Niemiec w liceum. Wtedy w jeden tydzień z niemieckimi rówieśnikami, nauczyłem się więcej niż przez dwa lata w Polsce. Po prostu musiałem się dogadać!

Czwarty był hiszpański. W liceum musiałem wybrać język, którego będę się uczył intensywnie, 6 godzin tygodniowo. Wahałem się między włoskim a hiszpańskim, wygrał ten drugi. Brzmienie włoskiego uwielbiam, ale nie przydaje się on nigdzie poza Włochami, a i tam w każdym regionie jest inny. Hiszpański to prawie połowa świata, nie licząc Chin ;) Tu miałem świetnego nauczyciela – śp Janusza Wojcieszaka i dość małą grupę – 4 do 6 osób. Nie bez znaczenia była też właśnie ta liczba godzin. Dwie w poniedziałek, środę i piątek. Całość zaskutkowała pisemną maturą z hiszpańskiego.

Francuskiego nauczyłem się niejako z musu – po przeprowadzce do Genewy, któreś z nas musiało się go nauczyć. Narody frankofońskie nie uznają innych języków i dogadanie się (nawet w takim mieście jak Genewa) po angielsku to nie lada wyczyn. Całe szczęście korpo Marysi sponsorowało naukę w Berlitzu – uczyłem się codziennie przez prawie rok, półtorej godziny rano i półtorej wieczorem. To był naprawdę intensywny kurs, tym bardziej, że byłem niejako zanurzony w języku – po kilku tygodniach zacząłem go po prostu używać w codziennych sytuacjach. Ważne było też to, że nie pracowałem wtedy, było to moje jedyne zajęcie (nie licząc zajmowania się domem i korzystania z życia), mogłem poświęcić się temu w całości. Byłem też wtedy po 30-tce, człowiek gdy jest dojrzalszy, jakoś inaczej podchodzi do pewnych spraw. Wiedziałem, że chcę się uczyć, że to nie jest żaden przymus, żadne pracowanie na ocenę. To dla mnie i tylko dla mnie!

Prawdę mówiąc od tego czasu minęło już kilka ładnych lat, a mnie brakowało nauki języków. W końcu uczyłem się ich przez większość życia. Czasem pogadam z kimś po francusku, gdy jest okazja (choć musiałbym się jeszcze dużo nauczyć do swobodnej komunikacji), podczas regularnych wyjazdów na Kanary przydawała mi się znajomość hiszpańskiego. Co dalej? Myślałem o włoskim, którego nauczyłbym się chociaż dla brzmienia. Ale rzeczywistość sprawiła, że planujemy wyjazd do Brazylii w grudniu tego roku. Postanowiłem więc nauczyć się go tyle ile mogę.

Ale jak?

Wyciągnąłem wnioski z poprzednich języków. Co jest ważne?

  1. Motywacja. Tu ją mam na 100%, lubię porozumiewać się w lokalnym języku. Chciałbym nauczyć się też kolejnego.
  2. Intensywność. Nie mam raczej czasu na normalny kurs, zacząłem więc szukać opcji internetowych.
  3. Osłuchanie się. To bardzo ważne, w ten sposób łapię sporo zasad, nawet ich nie znając. Tak jak w polskim – nie znam tych bardziej skomplikowanych zasad, ale ogarniam jak powinno się mówić. Dodatkowo gdy już nauczę się podstaw, będę ćwiczył z kumplem, Brazylijczykiem.
  4. Znajomość podobnych języków. Z francuskim szło mi dość łatwo, bo znałem hiszpański, angielski, czy niemiecki. Najwięcej podobieństw ma oczywiście z francuskim, ale im więcej znasz języków, tym łatwiej ogarniać różne zasady gramatyki, one często się powtarzają. Z portugalskim jest o tyle łatwiej, że jest dość podobny do hiszpańskiego.

Duolingo

Dość szybko natrafiłem na apkę Duolingo (tu wersja na Andka) i… zakochałem się w niej. Jest darmowa i działa w modelu freemium, jak spora część gier na komórki. W grze masz serduszka, które zużywasz, na odnowienie każdego musisz czekać 5 godzin. Możesz oczywiście zapłacić, by odnowić życia, ale moim zdaniem nie opłaca się to. Nie chcę uczyć się zbyt dużo na raz.

Korzystanie z apki jest o tyle fajne, że możesz robić to zamiast grania, czy wchodzenia na fejsa – we wszystkich sytuacjach, w których się to robi ;) Ma to dodatkowe plusy – zamiast wszczynać flejm na fejsie, uczę się języka. Wspaniałe!

Całość materiału podzielona jest na różne etapy – tematycznie oraz pod względem poziomu trudności. Aby przejść przez dany etap, trzeba zaliczyć komplet ekranów. Każdy błąd powoduje utratę życia.

Jest kilka podstawowych typów ekranów. Są one losowane, a ich treść jest bardzo sprytnie dobierana. Wyrazy z którymi miałeś trudność, pojawiają się w innych działach, tak byś sobie je przypomniał.

 

Po tygodniu intensywnego używania apki umiem podobno portugalski w 4% :) Zobaczymy, co będzie dalej. To w ogóle ciekawa sprawa, bo ten tryb nauki nie ma klasycznego wkuwania odmian, przypadków i reguł. Nie sądzę, by zupełnie dało się od tego uciec, ale na pewno nauczę się sporo. Jak na darmową apkę jest naprawdę świetnie – jestem zachwycony.

Polecam apkę. I polecam naukę języków. Im wcześniej tym lepiej :)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: