Nie wiem dlaczego, ale  pokochałem tę piosenkę od razu. Gdy usłyszałem ją po raz pierwszy była w sumie świeżynką, a wydawało mi się, że znam ją od zawsze. Co ciekawe wtedy – w 2003 roku – jej słowa specjalnie mnie nie dotyczyły. Ale o tym… o tym za chwilę :)

To kawałek, który nierozerwalnie kojarzy mi się z końcem lata. Trudno, żeby było inaczej, już pierwsze wersy mówią wyraźnie o co chodzi. O koniec lata. I choć wrzesień jest bardzo ciepły, to dni lata są już policzone. Tylko czy to piosenka o lecie i jesieni? Hmmm.

Wykonanie The Ataris (nazwy zbytnio nie uwielbiam, biorąc pod uwagę, że miałem Commodore :D) jest coverem, ale coverem, który lubię i który jest moim zdaniem lepszy od oryginału. A oto i ono:

Dla mnie to brzmienie to typowy amerykański punk-rock, czy tam jak niektórzy mówią punk-pop. Nieco mocniejsza gitara – na tyle mocna, żeby rodzice powiedzieli “ścisz to trochę”, ale na tyle słaba, żeby metalowcy się z ciebie śmieli. Czyli w sam raz :)

Jednak, żeby dowiedzieć się o co w niej chodzi, musimy cofnąć się do oryginalnego wykonania. To Don Henley – w sumie dość mało znany szerszej publiczności, większość kojarzyć może raczej The Eagles w którym to grał (oni oczywiście też się tu pojawią). I o ile trochę zadziorna wersja The Ataris kojarzy mi się mocno z latami 90, o tyle oryginał to takie typowe 80’s, w wersji bezkiczowej :)

No dobra, to o czym jest ta piosenka? O końcu lata? O jesieni?

Yup, o jesieni.

Jesieni życia.

Nobody on the road,
Nobody on the beach.
I feel it in the air,
The summer’s out of reach.

Tak, tak, to piosenka o starzeniu się! Chociaż kurcze słowo “starzenie” kojarzy nam się źle. Tu nie chodzi o starość i siwą głowę. Tu chodzi o to, że w pewnym momencie zastanawiasz się, czy to już jesień. Może i wczesna, ale zawsze. To już nie jest lato, beztroskie bieganie po plaży i wszystko to co najlepsze. Nie ma prostszej metafory, ale mało jest tematów, o których tak bardzo myślimy. Zbliżając się do 30, a na pewno do 40. Jak jest później – tego jeszcze nie wiem.

But I can see you,
Your brown skin shining in the sun.
You got your hair combed back
And your sunglasses on, baby.

I never will forget those nights.
I wonder if it was a dream.
Remember how you made me crazy,
Remember how I made you scream.

Pamiętasz ją? Na pewno ją pamiętasz. Miłość z liceum. Teraz jest oczywiście wyidealizowana do granic możliwości, ale zawsze zostanie gdzieś tam w środku, niezrealizowana, z małym “what if”. I nie, nie chodzi przecież o to, że ją nadal kochasz. To było tak dawno, że to uczucie zostało gdzieś tam zarchiwizowane. To nie jesteś ty, to jakaś bardzo poprzednia wersja ciebie. Nawet gdy jesteś teraz tak szczęśliwy jak ja. Ten wyidealizowany obraz przeszłości, ta beztroska. To nicniemuszenie. I właśnie ta druga osoba często jest symbolem tamtych lat.

Chyba, że wziąłeś z nią ślub :) Choć pamiętaj!

A little voice inside my head said:
“Don’t look back, you can never look back.”

Ale odejdźmy od związków i ex, bo trafią tu nasze żony i mężowie, i zrobi się niebezpiecznie.

Zaraz wcześniej słyszymy:

Out on the road today I saw a Dead Head
Sticker on a Cadillac.

Naklejka z trupią czachą – symbolem rebelii i buntu, naklejona na zderzak Cadillaca. Bunt i cadillac – to zupełnie nie pasowało.

(Swoją drogą w wersji The Ataris to Black Flag sticker – to zespół punkowy z lat 80, chłopaki dostosowali symbol buntu do dekady w której zagrali tę piosenkę).

I chyba tyle. Zawsze pod koniec lata wrzucałem na Facebooka obie wersje, choć w sumie jest jeszcze jedna, którą nazwałem wersją kolejnego pokolenia. I choć w elektronice ostatnio mocniej gustuję, to… Tu chyba wybieram wersję Ataris :) A Ty?

A ty którą wersję wybierasz? :)

 

 

 

 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: