Zanim zacznę cokolwiek pisać o operacji, którą przeszedłem w lutym, ustalmy punkt wyjścia. Zabezpieczam się, bo zaraz ktoś kto na imprezie, czy w innym miejscu będzie spał koło mnie powie „Ej Górecki, pierdolisz smutki, przecież ty nadal chrapiesz!” No więc ustalmy to jasno – tak, trochę pochrapuję. Ale porównywanie tego do sytuacji, która miała miejsce przed lutym tego roku do stanu dzisiejszego to jak porównywanie przyjacielskiego kuksańca do strzału w tył głowy z miniguna.

Ja nie chrapałem. Ja udawałem prosiaka. Warchlaka. Dzika. Niedźwiedzia. Byłem w stanie obudzić osoby śpiąca piętro niżej. Za zamkniętymi drzwiami. Byłem w stanie nie dać zasnąć osobom śpiącym ze mną w jednym domku – o 3 nad ranem zrezygnowane poszły spać do samochodu. Mary spała codziennie z korkami do uszu. Było źle, było bardzo źle.

I nie chodzi tylko o innych. Ja sam cierpiałem straszliwie. Budziłem się czasem własnym chrapaniem, ale jeszcze częściej po prostu budziłem się bardziej zmęczony niż zasypiałem. Gdy dodam do tego moje problemy z zatokami (których również się pozbyłem, pisałem o tym w poprzedniej notce), to powstaje obraz gościa ciągle niewyspanego, ziewającego, zmęczonego, z worami pod oczami. Tragedia.

Próbowałem brać różnego rodzaju środki, ale to nic nie dawało. Zacząłem dowiadywać się o możliwości operacji. A to niestety nie wyglądało już tak kolorowo. Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że chrapanie spowodowane jest zbytnią wiotkością podniebienia miękkiego. Gdy wsadzisz palec do ust i przesuniesz go dostatecznie głęboko po podniebieniu, to poczujesz gdzie zaczyna się miękkie. I właśnie ta część oraz ten mały języczek wibrują powodują chrapanie. Trzeba więc to podniebienie usztywnić.

I teraz przechodzimy to sedna, które jest niestety nieco drastyczne, jak Gra o Tron.

Podniebienie możemy usztywnić na dwa sposoby. Po pierwsze umieszczając specjalne implanty. ale to drogie i skomplikowane. Możemy też usztywnić je powodując, by znalazły się na nim blizny. A jak tworzy się blizny? Robiąc rany.

Ugh.

Tak.

Ale nie, sama operacja nie boli. Wykonywana jest w znieczuleniu ogólnym, więc naprawdę nic nie czujemy. Problem polega na tym, że przez następne dwa tygodnie wszystko się goi. I to jest ta słaba część całego przedsięwzięcia.

Podniebienie krótko mówiąc ulega poparzeniu. Bardziej prymitywna metoda to wbicie w nie dwóch prętów i puszczenie prądu, który wywołuje poparzenia, ta bardziej cywilizowana to fale radiowe i lasery. Przycina się wszystkie „fafle” i generalnie robi tam niezły rozgardiasz. A potem wychodzisz ze szpitala, wracasz do domu i cierpisz.

Trudno mi to do czegoś porównać, nie miałem w życiu wielu bolesnych zabiegów. Ale tak, jak powiedział mi mój lekarz (który sam miał ten zabieg):
– To nie boli panie Michale. To napierdala.

I tak trochę jest. Można to podobno porównać do bólu po jakimś hardkorowym wycięciu migdałków, choć obszar rażenia jest o wiele większy. Może jak poparzenie gorącą herbatą, ale ileś razy mocniejsze? W każdym razie przez pierwszy tydzień nie możesz jeść praktycznie nic oprócz jogurtów o temperaturze pokojowej. Za zimne bolą, o gorącym nawet nie myśl. Pijesz wodę, zajadasz jogurty i cierpisz jak młody Werter.

Z nudów płuczesz gardło specjalnym roztworem odkażającym, można też psiknąć sobie lekiem z lidokainą, co powoduje, że przez pierwsze pięć sekund masz ochotę wyrwać umywalkę ze ściany, ale już po chwili podniebienie jet znieczulone na pół godziny do godziny. No tak, to nie były zbyt przyjemne dwa tygodnie :)

Ale dodam, że dzięki tejże jogurtowej diecie schudłem 4 kg. Niestety jak to przy takich anorektycznych dietach bywa, jojo szybko o sobie dało znać i wróciłem do starego stanu z nawiązką podczas najbliższej majówki :)

Czy warto?

Tak. Zdecydowanie. Nie miałbym najmniejszych wątpliwości, czy wykonać tę operację ponownie. Warto przemęczyć się te dwa tygodnie by finalnie móc się wyspać. Naprawdę dzięki temu (a także operacji zatok) jestem w stanie obudzić się o 5.30 i choć raczej nigdy nie będzie to moim ulubionym sportem, nie być totalnym zombie i jako tako funkcjonować.

Jedyne przeciwskazanie to fakt, że ciachnięto mi prawie cały języczek, dzięki czemu nie jestem w stanie poprawnie wymawiać francuskiego RRRR. Trudno. Przeboleję :)

To naprawdę nowa jakość życia. Zarówno ten zabieg jak i równocześnie wykonane czyszczenie zatok spowodowały, że jestem wyspany, że czuję zapachy i smaki, a moja wydolność fizyczna znacznie się poprawiła. Tak, to była dobra decyzja :)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: