Tears in Heaven to chyba jedna z najpiękniejszych i najbardziej charakterystycznych ballad w historii świata. Trudno jej nie znać, trudno nie kojarzyć od początku, od pierwszych chwytów i szarpnięć strun. I w przeciwieństwie do większości opisywanych w GooSongBooku piosenek, ta ma dość znaną historię.

Pamiętam, że już w latach 90, kiedy piosenka była dość świeża, a ja byłem nastolatkiem, historia jej powstania zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Czteroletni synek Claptona, Connor, wypadł z okna hotelowego apartamentu na 53 piętrze i zginął. Śmierć dziecka to chyba jedno z najbardziej tragicznych, jeśli nie najtragiczniejsze wydarzenie, które może spotkać człowieka. Trudno mi porównywać na skali tragedii śmierć różnych osób, ale jak to padało nie raz w filmach – “parents shouldn’t burry their children”.

Z piosenki bije smutek, widać to też zawsze podczas wykonywania jej przez Erica. Connor miałby dziś 28 lat…

Would you know my name
If I saw you in heaven?
Would it be the same
If I saw you in heaven?

Nie chcę wchodzić na tym blogu w tematy wiary, ale wiara w to, że istnieje życie po śmierci, zawsze pomaga w poradzeniu sobie ze stratą najbliższej osoby – ja też nie raz zastanawiałem się jak wygląda Niebo, jak wyglądają osoby, które tam spotkam. I to właśnie słyszymy w tej piosence.

Sama tragedia była zupełnie przypadkowa i trudno winić kogokolwiek za to, że się wydarzyła. Connor był z mamą w hoteu w Nowym Jorku, podczas gdy Eric mieszkał w innym hotelu. Nie byli po ślubie, Clapton był wtedy mężem Patti Boyd. Mężczyzna sprzątający otworzył na chwilę okno, by wywietrzyć apartament. Wtedy Connor przebiegł koło niego i po prostu wypadł przez okno. Co ciekawe, przepisy w Nowym Jorku nakazywały posiadanie krat w tego typu budynkach, jednak mieszkania własnościowe były wyłączone spod tego nakazu.

Clapton przez 9 miesięcy nie tworzył zupełnie muzyki przeżywając śmierć synka, a gdy do niej wrócił, jego muzyka stała się wyraźnie bardziej miękka i melancholijna. “Tears in Heaven” został stworzony teoretycznie do filmu “Rush” w którym para policjantów przenika do świata handlarzy narkotykami i sama daje się wciągnąć w nałóg – to własnie sceny z tego filmu widzimy w klipie. Jednak piosenka niezaprzeczalnie opowiada właśnie o śmierci Connora.

Teraz, kiedy sam jestem tatą trójki, cała historia mrozi mi krew w żyłach jeszcze bardziej. To dla mnie po prostu niewyobrażalne, tak samo jak niewyobrażalne jest wyobrażenie sobie tego, co czuje Filip Chajzer po tym jak jego synek zginął – też tragicznie.

Piosenka, jak większość, które tu opisuję, wspięła się na same szczyty list przebojów. A tu wspaniała, emocjonalna wersja śpiewana przez Kelly Osbourne, Stevena Tylera, Eltona Johna, Ozzy’ego i wiele innych osób. Wspaniała.

Nie wiem, nie potrafię chyba nic więcej napisać na ten temat. Śmierć jest tak prozaiczna i tak wiele zostało na jej temat napisane, ale nadal nie potrafimy sobie z nią poradzić. Więc chyba na tym zakończę.

Do następnego czwartku!

 

 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: