Dziś 7 września. I nowa konferencja Apple. Jestem jej bardzo ciekaw, tym bardziej, że jak część z Was wie, ostatni miesiąc – jak co roku – spędziłem na Androidzie. Tym razem były to trzy telefony: Samsung Galaxy S7, Moto X Force oraz Sony Xperia X. Co roku coraz bardziej przekonuję się do tego systemu, mam też wrażenie, że Apple mocno przysnęło ze swoimi innowacjami od czasu śmierci Jobsa, a design też nieco im się wymyka – Apple Watch może jest praktyczny, ale wygląda moim zdaniem słabo na tle zegarków Moto czy Huawei, a powerbank, który pokazało w zeszłym roku Apple jest tak szpetny, że szkoda mi na niego słów.

Android za to rozwija się naprawdę szybko i nadgania w miejscach w których powinien. Bo te dwa systemy oczywiście różnią się od siebie w kluczowych kwestiach, to znaczy już na poziomie wizji. Android zawsze pozwalał na więcej, przez wymagał więcej uwagi użytkownika, nie był też tek gładki i user friendly jak iOS. Za to Apple stawiało zawsze na prostotę, która niestety czasem zamienia się w ubogość funkcji.

Założenia wstępne

Moje pierwsze testowanie Androida kilka lat temu było niestety zaburzone przez ważny czynnik, który trzeba brać pod uwagę – czynnik przyzwyczajenia. Nie ma co oceniać nowego systemu przez pryzmat przyzwyczajeń do starego. Czym innym jest intuicyjnośc obsługi, czy afordancja (kocham to słowo)…

Afordancje (ang. affordances) – sposobności oddziaływania na obiekty środowiska, związane z ich charakterystykami oraz zdolnościami percepcyjnymi, doświadczeniem i ogólnymi umiejętnościami działania danej jednostki.

… a czym innym przyzwyczajenie do pewnych elementów iOS. Podobny problem miałaby przecież osoba przesiadająca się w drugą stronę. Tym razem więc starałem się nie oceniać systemu w ten sposób.

Ogólne wrażenie

Już rok temu pisałem o tym, że Android nie powinien mieć żadnych kompleksów jeśli chodzi o ogólne wrażenie. To już nie jest kanciasty system, który co chwilę każe grzebać w systemie – zarówno nakładki jak i goły system są miłe dla oka, gładkie i przyjemne. Nie mam potrzeby rootowania systemu, czy nawet obdzierania go do gołego androida, choć jeśli ktoś chce może to oczywiście zrobić.

Natomiast pierwsza sprawa, która nieco przytłacza to ilość powiadomień. Jest ich sporo i choć całość można odpowiednio skonfigurować, to początek pracy z systemem przypomina nieco rozpoczęcie lekcji z hałaśliwą klasą. Iphone wydaje się nieco cichszy pod tym względem. Tu wszystko wibruje, piszczy przy dowolnym wydarzeniu, system pyta o różne rzeczy i tak dalej. Gdybym miał dać taki telefon mojej mamie, która nie jest specjalistką od konfiguracji, to pewnie byłoby trudniej. Oczywiście notyfikacje można ujarzmić, a nawet pokochać, o czym za chwilę.

System wymaga też nieco grzebania, przynajmniej po imporcie danych. Mam swoją kopię danych na koncie Google i po zalogowaniu się wszystko elegancko ściąga się i instaluje. Są nawet dane aplikacji i muszę powiedzieć jasno – jest to lepsze od tego co serwuje nam Apple. Backup i przywracanie danych w iOS przyprawia o zawroty głowy i łysienie wiele osób, robienie tego z iTunes to porażka (Rany, jak ja nienawidze iTunes) i często miewałem różnego rodzaju problemy z odzyskiwaniem aplikacji. Raz nawet je straciłem. Przy odzyskiwaniu z iCloud też miałem problemy, nie wszystkie apki się zassały, trwa to czasem godzinami, a także często, nie wiem dlaczego, kompletnie rozsypuje mi wszystkie foldery i układa po swojemu, czyli losowo. W Androidzie to dosłownie kilka minut i wszystko jest na swoim miejscu, potem oczywiście jeszcze dossanie wszystkich aplikacji. Fajna jest funkcja zasysania systemu z innego telefonu z Androidem przez stuknięcie ich plecami, Samsung dodaje nawet specjalną przejściówkę, która pozwala wpiąć się do iPhone i zaimportować z niego wszystkie dane. Tak więc nie ma tu wstydu.

Różnorodność sprzętu

To jest zarówno siła jak i słabość Andka. Słabość, bo system jest różnie stabilny na różnych telefonach, a aplikacje słabsze – ale o tym napiszę w części o aplikacjach. Każdy telefon ma oczywiście swoje wady i zalety i to raczej dobra rzecz – w końcu każdy ma inne preferencje. Jedni wolą fizyczny przycik home (np ja), inni nie. Dla jednych ważna jest wodoodpornośc i odporność na upadki, dla innych wygląd zewnętrzny. I tak dalej. I to nie jest oczywiście tak, że iPhone ma to wszystko. Część rzeczy ma, części nie ma, ale my nie mamy wyboru.

Stabilność i czas reakcji

Ze stabilnością bywa różnie i choć za chwilę usłyszę “dziwne, u mnie działa” to muszę jasno powiedzieć – iPhone jest według mnie ciągle bardziej stabilny. I to ma sens, to znaczy jest spowodowane właśnie tym, że system ten działa na dziesiątkach, a raczej setkach różnych sprzętów, podczas gdy iOS zaledwie na kilku. Tak, apki wysypywały mi się o wiele częściej. Na iOS zdarza mi się to dość rzadko, tu co kilka dni. Zależy to od telefonu – Samsung wieszał apki częściej, Moto o wiele mniej. Sony wysypał się i zresetował przy robieniu jednego z pierwszych zdjęć.

Mam też mimo wszystko wrażenie, że iPhone, nawet 6, reaguje minimalnie szybciej. Nie wiem czy to kwestia interfejsu, czy mikroopóźnień, ale wrażenie jest takie, że pracuję na nim szybciej. Ale to sa mikrony sekund i nie mam jak tego zmierzyć.

Powiadomienia!

No dobra, rzecz najważniejsza. Powiadomienia. Pisałem już o tym dwa lata temu, rok temu, napiszę i teraz. Kocham androidowe powiadomienia miłością bezgraniczną. Są boskie. Są przydatne. Te iPhonowe nawet stóp im myć nie mogą.

Po pierwsze ułożone są chronologicznie, po drugie są fajnie widoczne po włączeniu lub podniesieniu telefonu. Po trzecie są duże i aktywne. W zależności od apki mogę już z ich poziomu zastopować muzykę, czy włączyć następny kawałek. Ba, w Moto mogę zrobić to jeszcze z wcześniejszego poziomu, czyli z ekranu przed powiadomieniami.

Powiadomienia w iOS są po prostu do dupy. Mówię o tych zgrupowanych w wyciąganym z góry ekranie. Są wyświetlane według aplikacji i żeby dojść do kolejnych musze przejść np przez 10 nagłówków maili. Nigdy z nich nie korzystam, nie lubię ich.

Przycisk “wstecz”

W sumie chyba go lubię. To jedna z ważniejszych czynności – często wchodzimy gdzieś i wycofujemy się. Fajnie gdy jest do tego osobny przycisk, często z niego korzystam. Po powrocie na iOS zawsze mi go brakuje.

Aplikacje

I tu znajduje się jeden z większych problemów, jedna z większych barier przeszkadzających mi w przesiadce. Apki są po prostu gorsze. I znowu wiem, że większość posiadaczy Androida, w myśl starej zasady “to co jest moje jest najlepsze, bo to jest moje, bo ja to wybrałem, więc musi być najlepsze” będzie broniła apek i mówiła, że są one super (ale ostatnio słyszałem, że Polacy są świetnymi i kulturalnymi kierowcami, więc juz żadna opinia mnie nie zdziwi), ale moim zdaniem apki na Andka są ciągle apkami drugiego sortu. Pytałem o to nawet na fejsie i sprawa jest prosta – robienie apek jest po prostu trudniejsze, trzeba brać pod uwagę o wiele więcej urządzeń. Druga kwestia jest taka, że bycie developerem iOS to o wiele wyższy próg wejścia, opłaty devowskie sa wyższe. To trochę jak Windows vs OSX – na windę jest o wiele, wiele więcej apek, ale też więcej szitu. Na OSX szitu praktycznie nikt nie tworzy.

Żeby nie było – jest multum bardzo dobrych aplikcji. Natomiast często bywa tak, że mają one mniej funkcji. Apka Facebook Pages ma ciągle problemy z przełączaniem się pomiędzy fanpejdżami po kliknięciu powiadomienia systemowego. Nie da się z niej szerować niczego na prywatny profil. Tagowanie raz działa, raz nie działa. Instagram to porażka – nie wiem dlaczego przy dwóch kontach przełączenie się na kolejne powoduje odpięcie Facebook Connect i konieczność ponownego podpięcia go, a później wyboru na który fanpage chcemy szerować – inaczej pójdzie na profil prywatny. Słowem – po każdym przełączeniu się na profil Mikemary musiałem ustawić szerowanie na fanpage Mikemary, po każdym przełączeniu się na Michał Górecki musiałem konfigurować szerowanie na Michał Górecki. Dobrze, że to profile blogów, a nie oficjalne konto czegośtam. I tak, sprawdziłem, na iPhone to działa.

To nie jest tragedia jak w przypadku Windows Phone na który nie ma aplikacji (nie, aplikacje TELEFON i SMSY się nie liczą:P), lub pojawiają się po roku w wersji dla ubogich. Ale mimo wszystko te aplikacje w dużej mierze SĄ nieco gorsze, nie mam teraz pamięci, by wypisac wszystkie babole – uwierzcie mi.

Aplikacje systemowe

Natomiast sytuację ratują oczywiście aplikacje systemowe, a raczej możliwość ich wyboru. I to jest super. Począwszy od launchera, czyli apki obsługującej ekrany z aplikacjami i widgetami, przez telefon aż po smsy. To pomaga także przy zmianie telefonu na inny – wszędzie ustawiam Nova Launcher, Contacts+ i Messages+. Albo inne jeśli mam ochotę. w iOS jesteśmy skazani na ich systemowe, które sa dobre, pod pewnym kątem nawet bardzo dobre, ale jak zwykle minimalistyczne i przede wszystkim nie do zmiany.

Często od fanbojów Apple słyszę “bo to jest dobre, więc po co to zmieniać”. I ja nienawidzę tego podejścia. Gdybyśmy wszyscy je mieli, to pewnie jeździlibyśmy furmankami. Zresztą Apple sam się wycofał, choćby z utrzymywania stałej wielkości telefonu. To nie tak, ciągle trzeba kombinować i wymyślać coś nowego.

W przypadku OSX takim przykładem jest systemowa aplikacja do osbługi poczty – Apple Mail jest toporny i ubogi, słabo się wykorzystuje to do celów biznesowych. Ja korzystam z Airmaila, który posiada multum więcej funkcji. Dobrze mieć wybór, minimalistyczne podejście Apple nie każdemu i nie w każdym aspekcie przypadnie do gustu.

Widgety

O widgetach trudno nie wspomnieć – ja nie wiem dlaczego Apple ma taką alergię na nie, mnie się bardzo przydają. Od obecnego na głównym ekranie paska wyszukiwania Google poczynając. Cholernie się do niego przyzwyczaiłem – zamiast odpalać Chrome, Maps, czy cokolwiek innego po prostu wpisywałem tam wszystko i już.

Widget pogody pokazywał mi od razu pogodę, a Feedly nagłówek jakiejś notki do przeczytania. Widgetami Sonosa steruję dźwiękiem w domu bez odpalania aplikacji. I tak dalej. I znowu – nie trzeba z nich korzystać, ja korzystam bardzo często, mam taki wybór. Aplu, ogarnij się, wprowadź wreszcie super widgety, oczywiście lepsze od innych, nazwij sie REVOLUTIONARY, ale zrób to już do cholery.

Wyszukiwarka systemowa

Tutaj obecnie jestem w kropce. Do niedawna wyraźnie prowadziło Apple, które miało super szybką i wygodną wyszukiwarkę. Wpisywałem w nią wszystko – apki które odpalam (zamiast szukać ich po ekranach – tak samo odpalam apki na OSX), czy nazwiska osób do których chcę zadzwonić. Ale wraz z nowym systemem i nowym Spotlightem spierdolili sprawę na grubo. Wiem, że działa u większości, ale problem z nową wyszukiwarką dotyczy setek tysięcy osób, sa całę porady na forach jak ją naprawić, u mnie ciągle raz działa raz nie. To znaczy pomógł mi tylko reset systemu, zainstalowanie wszystkiego od nowa, bez importu z poprzednich plików backupu. Inaczej raz wyszukiwał, raz nie.

W Androidzie możemy korzystać z wyszukiwarki Google, pokazuje ona też zainstalowane aplikacje, czy nazwiska, ale działa wyraźnie wolniej. A tu licza się ułamki sekund, to jedna z najczęstszych rzeczy, które robię na telefonie. Wiem co prawda, że są do tego specjalne apki, ale nie miałem czasu ich testować.

Siri vs Google Now

Przyzwyczaiłem się bardzo do Siri, choć jest ciągle strasznie głupia jak na AI. Bardzo często gdy w ciągu dnia przypomni mi się cos, wciskam przycisk i mówię. “Remind me to pay the taxes at 5 pm”. I tak dalej. Nawet apki w ten sposób odpalam gdy jadę samochodem, a chcę np posłuchać muzyki. Siri natomiast jest mega, mega słaba w rozpoznawaniu głosu, przynajmniej w porównywnaniu do Google Now.

Uważam, że mam całkiem niezły akcent, ale ona zachowuje się jak rodowity Paryżanin, który nie zrozumie cię, gdy źle zaakcentujesz jakiś wyraz. Siri kompletnie nie analizuje zdania pod kątem poprawności, czy sensu, po prostu zachowuje się jakby była i głupia, i głucha.

Google Now natomiast pięknie to rozpoznaje, praktycznie nigdy nie robił pomyłek, w dodatku rozpoznaje tekst po polsku. Nie lubię używac go po polsku, bo albo wymuszasz mianownik, albo masz dziwne powiadomienia (“przypomnij mi o zapłaceniu podatków” stworzy reminder “zapłaceniu podatków”), ale trzeba przyznać że niezależnie od języka wszystko jest git. Choć nadal to nie jest Samantha, czy Jarvis – te systemy nie mogą prowadzić z tobą rozmowy, nie da się sensownie robić rezerwacji, czy nawet kazać zrobić coś w aplikacji, chyba że po godzinnej konfiguracji Google’a do czegoś takiego można dojść. Nadal nie wiem jak w szybki sposób odpalać asystenta na Androidzie (pewnie jest jakiś sposób) bez mówienia OK GOOGLE (nienawidze tego wymawiać, zawsze język mi się plącze).

Podsumowanie

Czekam. Bardzo czekam na dzisiejsza konferencję, którą zresztą będę oglądał w iSpot i relacjonował na żywo na moim Twitterze. Czekam aż Apple pokaże coś naprawde fajnego, nadgoni Andka w kluczowych kwestiach – może Ant+, może bateria, może super szybkie ładowanie, może odporna szybka, może wreszcie porządna wodoodporność (także w Apple Watch, to byłoby wysunięcie się na prowadzenie, chcę by mierzył moje pływanie!). Boję się natomiast, że pokaże jeden dziwny port, konieczność dokupywania przejściówek do słuchawek i milion bajerów z których niespecjalnie będę korzystał (jak na przykład live photos, które w rzeczywistości zamiast pokazywać “żywą atmosferę chwili w której zrobiono zdjęcie” nagrywa “ej, kurwa jeszcze raz”). Nawet masturbacji super obłym wyglądem i wykończeniem z kosmicznej stali, czy sam-nie-wiem-czego nie będzie, bo wygląd ma się nie zmienić. A nawet jeśli się zmieni, to najmniej mnie on obchodzi.

Po testach telefonów jestem bardzo mocno zajarany Moto, choć czekam na Moto Z. Wspaniała bateria, mega odporność i jeszcze wymienne mody to coś co może mnie przeciągnąć na drugą stronę mocy. Samsung nie nadaje się zupełnie dla mnie jako osoby, która sporo korzysta z telefonu (bateria pada baaaardzo szybko), Xperia niczym mnie nie zaskoczyła, jest fajna i poprawna, ale tyle. Bateria też w niej kończy się szybciej niż w poprzednich modelach, których używałem dwa lata temu.

Macbooka będe używał jeszcze długo, bo Windows moim zdaniem nadal jest o wiele bardziej kulawy (mam, korzystam, wiem), ale to przestaje być problemem, bo ta sławetna integracja telefonu z komputerem jest do obejścia w większości przypadków.

Oddaję niedługo Xperię, wracam do iPhone, a co dalej – to wszystko zależy od dzisiejszego wieczoru. Jedno jest pewne – mam już spakowane walizki i jestem gotowy na przesiadkę w każdej chwili.

 

 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: