Bronnie Ware, pielęgniarka pracująca w hospicjum postanowiła pytać osoby, którym zostało kilkanaście tygodni życia o to, czego w życiu żałują. O czym pamiętaliby, gdyby mieli możliwość przeżyć swoje życie jeszcze raz. Nie żałowali oni swojego stanu posiadania. Tego, że nie dorobili się, że mieli zbyt brzydkie samochody. Że nieodpowiednio planowali życie. Że nie stali się sławni. Mówili o czymś zupełnie innym. Ale pozwól, że o tym opowiem na końcu.

„…how fragile we are“

Marzena jest uśmiechnięta. Trochę nieobecna, częściej niż inni zamyślona. Ale pogodna. To dość zaskakujące, biorąc pod uwagę co jej się wydarzyło. To już kilka ładnych lat i dopiero zbiera się, dopiero próbuje wszystko do końca podopinać, uporządkować, pogodzić się. On już dojeżdżał do domu. Zadzwonił, że będzie za 2 godziny. Ale nie był. I nigdy już nie będzie, przynajmniej w tym świecie. Tir, wypadek, śmierć. Została sama z dzieciakami. Dlaczego więc się uśmiecha?

– Doceniłam kruchość tego co mam. To, że wszystko mogę stracić. W jednej chwili. To, że zbytnie martwienie się przyszłością i snucie zbyt misternych planów na nią może być kompletnie bez sensu. Jedna chwila i wszystko się zmienia. Jedna chwila i żałujesz tych wszystkich rzeczy, których nie udało się zrobić. I których zrobić nie będzie już szans. Dlatego cieszę się z tego co mam. Doceniam.

Nie spotkała mnie w życiu tragedia podobnych rozmiarów i mam nadzieję, że nigdy nie spotka. Ale nie jest mi ona potrzebna do tego, by uświadomić sobie jedną rzecz. Teraźniejszość to jedyny aspekt życia, na który mam realny wpływ. To tylko chwila, to tylko niemierzalny moment nie mający właściwie swojej długości na osi czasu. Jednak jedyny, który mogę w pełni kontrolować. Bardziej niż dwa pozostałe.

Nie chcę Cię urazić

Może rzeczywiście przeżywasz obecnie bardzo ciężkie chwile. Życie jest pełne niespodzianek, także tych smutnych. Ja być może jestem szczęściarzem, bo moje układa się dość bajecznie. Nie przymierałem nigdy głodem, nie spotkały mnie większe tragedie. Ale czysto statystycznie nie jesteś jednym z tych przypadków. Przeżywasz swoje życie być może ślepo zapatrzony w przyszłość, poświęcając swoje obecne życie na rzecz przyszłych luksusów. A może przeżywasz przeszłość myśląc, że to co najlepsze już było? Chcę cię przekonać, że to bez sensu.

Carpe Diem

Nie pamiętam kiedy dokładnie to było. Prawdopodobnie w jakieś wakacje. Dobiegały końca, ale jeszcze trwały. Pomyślałem wtedy: „Nie ma co narzekać. One jeszcze trwają. Tu i teraz. Za dwa tygodnie będę siedział w szkolnej ławce i marzył o tej chwili. Korzystaj. Chwytaj dzień“.

I tak się działo. Przez całe lata swojego życia nauczyłem się wyciskać maksymalnie teraźniejszość. Być świadomym tego, że to właśnie ten slajd teraźniejszości, ta krótka chwila, która dopiero co była przyszłością, a zaraz stanie się historią, jest tym na czym muszę się skupić. Że to z niej mogę czerpać największą satysfakcję. Że to na nią mam realny wpływ. Że to właśnie ona zapisuje się w księdze mojego życia i potem nigdy jej nie zmienię. O ile nie wsiądę kiedyś do wehikułu czasu, a na to specjalnie nie liczę :)

Przez lata stałem się mistrzem wysysania rzeczywistości. Gdzieś tam z tyłu głowy słyszałem zawsze Ryśka Riedla, który śpiewał, że w życiu liczą się tylko chwile. I Chylińską krzyczącą „Teraz, teraz, teraz!“. A gdy już nauczyłem się na niej skupiać zacząłem dostrzegać w niej wszystko to co mnie cieszy.

Nie zrzucajmy bycia szczęśliwym na czynniki zewnętrzne. Oczywiście wiele tych negatywnych może zruinować szczęście, bo jestem sobie w stanie wyobrazić mnóstwo sytuacji, w której bycie szczęśliwym jest prawie niemożliwe. Ale nie oszukujmy się, zazwyczaj ich nie ma. „Happiness is a choice“ jak to ładnie brzmi po angielsku. A my zamiast doceniać brak negatywów skupiamy się na pozytywach, których wiecznie pragniemy. Więcej. Więcej, jeszcze więcej!

Pamiętam też wizytę u dentysty. Siedziałem z bolącym zębem na fotelu i myślałem o tym jak piękne było życie, gdy nie bolał mnie ząb. Gdy nie miałem przed sobą perspektywy borowania. Dlaczego się nim nie cieszyłem? Pamiętam powracające do mnie choroby i za każdym razem tę samą myśl – jak bardzo chciałbym aby nic już mnie nie bolało. Pamiętam ileś innych wydarzeń którym towarzyszyła ta sama myśl „tak bardzo chciałbym, aby wszystko wróciło do normalności, byłbym szczęśliwy“. Ale potem normalność wracała, a ja jej nie doceniałem. Postanowiłem więc to zmienić.

Jeśli obserwujesz mnie w mediach społecznościowych, wiesz, że często ekscytuję się różnymi rzeczami. Rzeczami mogłoby się wydawać błahymi. Ale na tym polega jeden z sekretów mojego bycia szczęśliwym. Musiałem naczyć się zachwycać. Zupełnie jak dziecko – tracimy gdzieś tę umiejętność dorastając i musimy się uczyć jej od nowa. Doceniam to co mam. Cały czas. Cały pieprzony czas. I nie mów mi proszę, że masz za mało. A jeśli tak myślisz spójrz szerzej. Spójrz na świat. Zobacz jak dużo ludzi chciałoby mieć to co ty. Brzmię jak tani coach? Jak Paolo Coelho? Być może. Prawda jest taka, że tak wiele jest tylko kwestią punktu odniesienia.

Gdy byłem mały, lubiłem pewną zabawę pilotem od telewizora. Ustawiałem nasycenie kolorów na maksimum, po czym wciskałem przycisk resetowania. Obraz wydawał się bury i nijaki. Potem ustawiałem nasycenie na zero i po wpatrywaniu się w czerń i biel wciskałem reset ponownie, po to by zachwycać się pięknem barw. Pamiętam tę głupią zabawę do dziś. To wtedy, jako gnojek, nauczyłem się, że punkt odniesienia jest tak ważny.

Nie chcę być zbyt głodny i być niewolnikiem przyszłości

„Bądź głodny!“ grzmią coache wszelkiej maści. Ludzie sukcesu, których obserwujemy. Ci po drugiej stronie osi SUKCESU. Żyjemy ich szczęściem i marzeniami, że z nami będzie tak samo. Może. Że wygramy w lotto życia. “Bądź głodny! Chcij! Pracuj! Zapieprzaj do nocy, kiedyś ci się to odpłaci!” I kurcze… ja nigdy nie chciałem iść tą drogą. Ja chyba po prostu nie lubię być zbyt głodny. Bo będąc głodnym i skupiając się na tym co będzie, przegapiam to co jest tu i teraz. A to przecież też życie. To nie jest tak, że chcę spoczywać na laurach i nie mieć żadnych ambicji. Zadowolić się w 100% tym co mam. Ale myśląc tylko o tym co będzie, tracę to co jest tu i teraz. To oczywiście kwestia złotego środka.

A na każdym etapie życia jest coś pięknego. Pamiętam beztroskę dzieciństwa. Niewinność lat nastoletnich. Pamiętam moje „twenties“ gdy bezsensownie bałem się trzydziestki. Czterdziestki się już nie boję, bo wiem, że to bez sensu. Na każdym etapie życia jest tak wiele pięknych rzeczy i nie mów mi błagam Cię, że ich nie masz.

Słyszałeś to już? Na pewno. Szklanka jest do połowy pełna. Prozaiczne? Banalne? Będę powtarzał. Będę powtarzał do cholery aż mnie zrozumiesz. Szklanka jest w połowe pełna, rozumiesz? Jest w połowie pełna. Jest w połowie pełna. Rozumiesz? JEST W POŁOWIE PEŁNA. Nawet jak jest pełna w jednej czwartej to skup się na tym. Wyssij rzeczywistość. Dojrzyj plusy.

Bo to minie. To wszystko minie szybciej niż myślisz, nagle pojawią się pierwsze siwe włosy, dziewczyny do których się nie odezwałeś z nieśmiałości – wyjdą za mąż. Zespoły na których koncerty nie pojechałeś rozpadną się i już nigdy nie usłyszysz ich na żywo. Towarzystwo z którym nie wyszedłeś rozpadnie się. Dzieciaki dorosną i nagle uświadomisz sobie, że nie spędziłeś z nimi tyle czasu ile powinieneś. Bo pracowałeś do nocy. W imię mitycznego lepszego bytu. Już nigdy nie będą maluchami, którym możesz pokazać świat. Będą zbuntowanymi nastolatkami bez zasad, tylko dlatego, że w ramach skupiania się na przyszłości nie zauważyłeś dekady, która minęła. Ich problemów, ich potrzeb.

Na każdym, naprawdę na każdym etapie życia masz możliwość wykonania mnóstwa rzeczy, których po prostu nie robisz. W tych warunkach, przy kasie, którą posiadasz. I nie robisz tego. Z lenistwa. Przez odkładanie tego na później. Z miliona innych powodów.

Myślę o przyszłości. Czasem. Ale jest to coraz trudniejsze. Dziesięć lat temu nie miałem pojęcia, że będą istniały media społecznościowe, ani to, że będzie można w nich pracować. Ani tego, że można je porzucić i pracować w branży tekstylnej :) Nie chcę stać w miejscu, ale nie oddam tego co dzieje się tu i teraz w imię luksusów, które mają wydarzyć się za 10, czy 20 lat. Poświęcić swoich lat świetności po to tylko, by mieć być może niesamowitą przyszłość. A co, jeśli wybuchnie wojna, którą przewiduje tak wiele specjalistów? Nie wiem, nie chcę nawet o tym myśleć.

Nie chcę być niewolnikiem przeszłości

To trudniejsze. To tak cholernie trudne. Łapię się na gloryfikowaniu czasów nawet nie tak bardzo odległych. Upiększam je w myślach, filtruję i tęsknię za nimi. Czasem lubię się podręczyć, powspominać stare dzieje, rozdmuchać gdzieś tam w środku to uczucie jedno z drugim. Rozmarzyć się. To moje, to namacalne, to było, to prawda. Ale nie chcę robić tego zbyt mocno, zbyt często, zbyt namiętnie. Za wcześnie. Staram się nie porównywać, staram się nie budować oczekiwań na podstawie przeszłości. Być może to co najlepsze jest ciągle przede mną. Choć ciągle, ciągle sprawdzam, czy to właśnie nie teraz. Tu i teraz.

To czego w końcu żałowali?

Ach właśnie. Tak się rozpisałem, że zapomniałem o Bronnie i jej pytaniach. A raczej odpowiedziach. Czego żałowali ludzie?

Tego, że pracowali zbyt ciężko. Że żyli według tego, czego oczekiwali od nich inni. Że zaniedbywali bliskich i przyjaciół, nie utrzymywali z nimi relacji.

A przede wszystkim tego, że nie pozwolili sobie być szczęśliwszymi. Bo tak, to kwestia wyboru. Kwestia ustawienia sobie pewnych realistycznych oczekiwań, kwestia skupienia się na tym co jest tu i teraz, kwestia docenienia tego co się ma i umiejętność wysysania tej rzeczywistości. Rozwijaj się, rób karierę, nawet pracuj ciężko – jeśli daje ci to szczęście. Ta definicja jest cholernie trudna i dla każdego szczęście znaczy zupełnie co innego. Ale bądź pewien, bądź pewna, że to właśnie daje ci szczęście. A jeśli nie, to poszukaj go do cholery. Ono pewnie jest gdzieś tu, pod nogami.

I przestań mi wreszcie zazdrościć, że jestem tak często szczęśliwy. Tak, mam w życiu farta. Ale sam wyznaczyłem sobie skalę szczęście i codziennie uczę się je odnajdywać. Bo jak to napisał kiedyś mój dobry przyjaciel Soo:

Nie, to nie jest tak, że nie chce niczego w życiu osiągnąć. I, że Was do tego nie namawiam. Możecie osiągnąć dużo, bardzo dużo. Gońcie za marzeniami. Jeśli koniecznie chcecie zobaczyć Australię to dążcie do tego. Można dzisiaj naprawdę wiele, jeśli masz świadomość tego to już zrobiłeś bardzo ważny krok. Ale niech ta pogoń za marzeniami nie spowoduje, że teraźniejszość zblednie, bo przegra z tym wyimaginowanym światem który sobie w głowie stworzyłeś.

A o tym czy pieniądze dają mi szczęście, o zachwycaniu się rzeczami małymi napiszę kiedy indziej.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: