Sześć lat temu podjąłem decyzję o zakupie skutera. Mieliśmy jeden samochód, a jeździliśmy do pracy w dwóch zupełnie różnych kierunkach. Dodatkowo w samochodzie coraz więcej czasu spędzałem w korkach, a skuter wydawał się być idealnym rozwiązaniem tego problemu. Nie miałem kategorii A, więc zostawało tylko coś małego – wtedy do 50cm. Wybór padł na Vespę.

Jak jeździ się na skuterze po mieście? Idealnie. Serio. O praktycznych aspektach napisze w dalszej części tekstu, ale powiem już na starcie, że po prostu uwielbiam jeździć po mieście. Samochód i wypad do centrum to głównie konieczność, stres i wkurw na korki. Jazda skuterem jest tak fajna, że czasem w lecie, gdy jest za gorąco, wsiadam i jeżdżę bez celu odkrywając jakieś zapomniane fragmenty Warszawy. Nadal uważam, że to genialne rozwiązanie i gorąco namawiam Was na skuter!

O samej Vespie

Vespa jest trochę jak sprzęty Apple. Dla wielu kultowa, choć dla niektórych brzydka. Dość droga, ale raczej niezawodna. Muszę przyznać, że przez te 6 lat miałem tylko jedną drobniutką awarię, która w dodatku sama się naprawiła. Vespa to klasyczny włoski styl, i tak jak miłośnicy chopperów i cruiserów nie do końca muszą wielbić styl ścigaczy, tak samo nie wszystkim musi odpowiadać skuter na którym siedzi się – jak to mówią złośliwi – jak na kiblu. Ja nie mam z tym problemów.

Tak wygląda moja Vespa

Tak wygląda moja Vespa

Ale do rzeczy – jak jeździ mi się skuterem po Warszawie?

Skuter a samochód

Jak już mówiłem – przede wszystkim korki. Pracowałem na Bielanach, mieszkałem na Targówku. To tylko kilka kilometrów, jednak trasa rano przez most Grota jest dość zakorkowana, powrót był już totalnie masakryczny. Na skuterze da się dość sprawnie poruszać między samochodami, oczywiście jeśli odpowiednio stoją. I tak, wbrew opiniom co poniektórych, jest to legalne.

To bardzo dużo zmienia. Czasem wymijałem kilometry zakorkowanych tras w ten właśnie sposób. Nie liczy się wtedy prędkość pojazdu, tylko jego szerokość i waga, by łatwo lawirować między lusterkami. Co więcej, niektóre duże motocykle zostawały w tyle, bo po prostu się nie mieściły :)

Fun. Tak, daje mi to nadal mnóstwo funu. Ktoś powie, że nie jeździłęm super samochodem. Może. Może jeżdżenie Ferrari po Warszawie dawałoby mi go więcej, ale tak wyszło, że Ferrari nie mam :) Jeżdżenie normalnycm samochodem po mieście po prostu po 20 latach mnie już nieco nudzi i traktuję to jako transport z punktu A do B. Na Vespie nadal czuję niesamowitą radość z jazdy.

Spalanie. Oczywiście lepsze. Ok 3,5-4 litra na 100 km. Jest ekonomiczniej.

Warunki pogodowe. Tu oczywiście jest nieco gorzej. Na Vespie jeżdżę od końca marca do mniej więcej listopada. Wszystko zależy od warunków pogodowych, od temperatury i opadów. W deszcz jeździ się prawie zawsze źle :(

Mam co prawda wysoką szybę, którą zdejmuję w lato, mam termo-koc, który towarzyszy mi w chłodne miesiące. Choć w tym roku wystartowałem od razu bez niego.

Prędkość i przyspieszenie. Zablokowane skutery o pojemności 50 cm, miały blokadę która nie pozwalała jeździć szybciej niż 45 km/h. To rzeczywiście robiło ze skutera kosiarkę, ale praktycznie wszyscy te blokady zdejmowali. Po jej zdjęciu mój pojazd spokojnie rozpędza się do 70 km/h i to właściwie jest prędkość z którą chcę jechać bez specjalistycznego stroju. Zresztą nawet z nim jest niebezpiecznie gdy jedzie się wiele szybciej :( Przyspieszenia trochę mi brakuje, szczególnie na światłach, gdy chcę zająć odpowiedni pas. Zrezygnowałem ostatnio z zakupu Vespy 125 cm, postanowiłem po prostu stuningować moją 50 na 70 – to już dużo daje.

Samochód zazwyczaj będzie poruszał się szybciej i jeśli mamy długie puste drogi to pewnie jest lepszym środkiem lokomocji. Jednak w korkach nie ma szans.

Parkowanie. Tu bezapelacyjnie wygrywa skuter. Zaparkuję wszędzie, nawet na chodniku (jeśli zostawię odpowiednią szerokość pieszym). Często dlatego wybieram skuter gdy gdzieś jadę.

Pojemność. Na skuterze oczywiście nie przewiozę bagaży, psa, ani dzieci. Ale wygodnie wyskakuję z Mary na lunch, czy do kina.

Skuter a zbiorkom

Poruszam się ostatnio także zbiorkomem z dwóch powodów. Po pierwsze parkowanie w Warszawie robi się coraz trudniejsze, po drugie przerzucili nam metro na drugą stronę, więc czasem się kuszę. Dodatkowo w sezonie zimowym Vespa stoi w garażu.

Różnice są dwie i są dość oczywiste. Ja sam wybieram trasę, ja sam wybieram czas. Natomiast rzeczywiście w autobusie można spokojnie się wyczilować, można zająć się czymś innym i przede wszystkim można być pod wpływem %. Ale o autobusach napiszę więcej w notce o hulajnodze – często łączę te dwa środki lokomocji.

Skuter a rower

Najwięcej pytań i wątpliwości pojawia się tu. Czyli dlaczego nie rowerem? Owszem, jeżdżę rowerem, od zeszłego roku całkiem sporo. Kiedyś jeździłem nim do pracy. I oczywiście widze plusy dodatnie i plusy ujemne.

Szybkość. To podstawowa zaleta – mało który rower i mało które nogi potrafią jechać 70 km/h ;) Prawda jest taka, że nie zawsze mam czas pojechać gdzieś rowerem i tyle.

Wysiłek. Rower ma tę olbrzymią zaletę, że musimy się wysilać. Zaletę, bo dzięki temu możemy zrzucić parę kilo (kto nie chce) i być w lepszej kondycji, wadę – że się pocimy. A to naprawdę nie musi być wskazane w danej sytuacji. Ja wiem, że są ludzie, którzy twierdzą, że się nie pocą, ale uwierz mi – rowerzyści po trasie dzielą się na tych, którzy śmierdzą i tych, którzy nie czują, że śmierdzą. Spora część osób ma w pracy prysznic i wtedy jest to w porządku. Ale i tak czasem musisz pojechać na spotkanie, porządnie ubrany, w deszcz. Wtedy klops. A czasem… czasem po prostu ci się nie chce :) Rozwiązaniem może być tu rower elektryczny, którego jeszcze nie testowałem, ale który jest w sumie czymś pomiędzy.

Trasy. Rower jest bardziej uniwersalny – można nim przejechać przez trawnik, są puste (nie zawsze) ścieżki rowerowe, są legalne fragmenty chodników. Można jechać też ulicą.

Bezpieczeństwo

Wbrew powszechnie panującej opinii, nie spotkałem się na drogach z olbrzymią ilością tragicznego zachowania kierowców. Ale biorę pod uwagę to, że ja mam prawo jazdy 20 lat i naprawdę jeżdżę dość uważnie i z respektem. Tak samo jak nie “siłuję” się z TIR-em gdy jadę samochodem, tak samo na skuterze odpuszczam. Trzymam się prawej strony, czasem wjeżdżam na buspas. Tak, łamię prawo :P Powinno to być dozwolone, jak w wielu krajach.

Oczywiście w wypadku mam o wiele mniejsze szanse niż pasażer samochodu. Co zrobić.

Podsumowanie

Polecam skuter wszystkim, którzy chcą sprawnie poruszać się po mieście. To mój ulubiony środek transportu w ciepłe miesiące i moim zdaniem jest najlepszym kompromisem jeśli chodzi o cenę, prędkość, omijanie korków, czy parkowanie. Dodatkowo jazda po sześciu latach nadal mi się nie znudziła i daje multum radochy. Gdyby jeszcze nasz klimat przypominał bardziej ten kalifornijski… Ale nie ma co narzekać. W tym roku wiosna zaczęła się całkiem sensownie :)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: