Problemy z nosem i zatokami mam od kiedy właściwie pamiętam. Już w dzieciństwie zawsze słyszałem “wysmarkaj nos!”, a ja choć smarkałem i smarkałem, nadal czułem, że jest on zupełnie zatkany. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że to trochę bardziej skomplikowane niż wysmarkanie i że mam tak opuchniętą śluzówkę, że po prostu ledwo oddycham. Ciągłe przeziębienia, powracające anginy, antybiotyk prawie zawsze dwa razy do roku – obowiązkowo na wiosnę i jesienią. Inaczej po prostu nie mogłem poradzić sobie z chorobą. Lekarze nie potrafili mi pomóc – a byłem z rodzicami u naprawdę wielu laryngologów. Wszystko było zrzucane na moją niską odporność (może dlatego, że byłem wcześniakiem), ewentualnie lekko skrzywioną przegrodę. Tej jednak nikt nie chciał mi operować – mieliśmy rodzinną traumę po operacji przegrody u Taty w latach 80 – to taka rodzinna horror story. Czas płynął, a ja przechorowywałem kolejne epizody mojego życia. Teraz całe szczęście medycyna poszła nieco naprzód. Ale o tym za chwilę.

Przy ropnych zapaleniach dochodzi do tego paskudny zapach z ust. Wory pod oczami od niewyspania i ciągłe ziewanie. Męczenie się przy dowolnym sporcie. Wyganianie przez znajomych gdy śpimy razem – za głośno chrapałem.

Od dzieciństwa minęły już jakieś trzy dekady, a ja – choć lekarzem nie jestem – mam już sporą wiedzę na ten temat. Oczywiście wiedzę czysto empiryczną. Pomyślałem, że kompleksowo się z Wami nią podzielę. Siedzę właśnie w łóżku, po kolejnym zabiegu (o nich za chwilę), między jedną pigułką przeciwbólową, a drugą i dochodzę do wniosku, że w każdym wątku dyskusyjnym o nosie i zatokach (czy to w sieci, czy w realu) zaraz znajdują się osoby mające podobne problemy. Tak, problem jest bardzo powszechny.

Na start kilka założeń:

  1. Nie jestem lekarzem i nie chcę być “lekarzem z internetu”. To tylko wiedza empiryczna, którą składam do kupy, jeśli jesteś lekarzem i uważasz, że napisałem coś źle – popraw mnie.
  2. Każdy jest inny, to są moje przypadki, to, że pomogło coś mnie, nie oznacza, że pomoże Tobie. Ale być może warto spróbować.
  3. Będę pisał o nosie, podniebieniu i zatokach szczękowych, nie czołowych! Nie miałem nigdy problemu z zatokami czołowymi, migren itp. To trochę inna sprawa.
  4. Nie lubię się z tego tłumaczyć, ale wolę by sprawa była jasna – jedynym sponsorem tej notki jest moje długie i bolesne doświadczenie w walce z infekcjami. Choć pewnie jakąś firmę tu pochwalę, a inną zganię.

Obrzęk śluzówki

To o czym nie wiedziałem ja i moi rodzice, a także nie wie sporo osób dziś, to fakt, że zatkany nos nie oznacza tradycyjnie rozumianego “korka z glutów”, który należy po prostu wydmuchać, wypłukać, czy wyciągnąć. Owszem, może tak być i o płukaniu napiszę trochę, jednak bardzo często jest to po prostu obrzęk śluzówki w nosie. Oznacza to, że jest ona tak spuchnięta, że może nawet nie przepuszczać zupełnie powietrza. Wtedy dmuchanie nic nie pomaga, bo nawet powietrze nie ma jak przejść. Należy doprowadzić do obkurczenia śluzówki, a dopiero wtedy zastanowić się co zrobić z ewentualnie zalegającą wydzieliną. To trochę jakby zawalił się przed tobą tunel, a ty poganiałbyś kolejne samochody, żeby jechały szybciej.

Ale skąd ten obrzęk?

No właśnie – to jest często przedmiotem poszukiwań przez długie lata. Szczerze mówiąc w moim przypadku nadal nie jest to jasne. To trochę samozapętlenie – opuchnięta śluzówka powoduje, że masz częściej infekcje, więc puchnie ci bardziej, więc masz więcej infekcji, więc puchnie… i tak dalej. Ale dlaczego w ogóle puchnie?

U sporej części osób odpowiedzialne są za to alergie. Wiele moich znajomych mających problem z nosem i zatokami to właśnie alergicy. Tu sprawa jest stosunkowo prosta – leki antyhistaminowe i inne terapie odczulające. U mnie niestety nie jest to jasne – jestem po skórnych testach alergicznych, które zbyt wiele nie wykryły, a testy na alergie pokarmowe nadal są w powijakach i mało wykazują. Medycyna tradycyjna (od której wcale się nie odwracam, w przeciwieństwie do homeopatii) wskazuje wiele pokarmów, które mają na to wpływ, ale tak naprawdę to kwestia dość indywidualna. Tym bardziej, że jedna z teorii (coraz silniejsza) mówi o tym, że na obrzęk śluzówki w nosie i zatokach, może wpływać refluks pokarmowy. Czyli z jakiegoś powodu kwas żołądkowy podrażnia ci śluzówkę przełyku, a to bezpośrednio wpływa na śluzówkę w nosie i zatokach. Tak czy inaczej – nie przestawaj poszukiwać potencjalnego źródła. Oczywiście nie tylko w sieci, choć do różnych laryngologów. Różnych, bo niestety zazwyczaj jeden to za mało. Pewnie będę się tym podejściem chińskim i indyjskim jeszcze interesował. Ja mam do tego spory dystans zazwyczaj, ale nie skreślam tego. Po prostu odrzucam różne szamańskie naleciałości i chcę dojść do tego co działa :)

Idź do laryngologa!

No właśnie, napiszę to tu wyraźnie. Ja wiem, że można trafić na słabych lekarzy. Że czasem wydają sprzeczne opinie i zalecenia. Że jest mnóstwo konowałów. Ale serio, oni znają się zazwyczaj milion razy lepiej od nas. To naprawdę nie jest tak, że wystarczy poczytać w necie. Studia medyczne to dziesiątki czy setki opasłych tomów wiedzy i na serio jak patrzę na niektórych sieciowych specjalistów, którzy uważają, że wiedzą lepiej od lekarzy, to krew mnie zalewa.

Ok, idź do kilku. Porównaj ich opinie. Zainwestuj, kup sobie ubezpieczenie prywatne. Serio, ja to traktuję jak inwestycję – chore zatoki to niewyspanie się, więcej chorób, to po prostu wpływa źle na twoją efektywność w pracy.

A może przegroda?

Jedną z częstszych przyczyn stanów zapalnych i obrzękniętej śluzówki jest krzywa przegroda nosa. Po węższej stronie jest mało miejsca, śluzówka lekko obrzęknięta zapycha nos i całość znowu się zapętla. I rzeczywiście często operacja prostowania przegrody pomaga. Ale przestrzegam przed zbyt pochopnym kładzeniem się na stół. Niestety są lekarze którzy zawsze są kroić i dla których taka operacja jest zawsze jedynym wyjściem. Ja niemalże miałem ją robioną w tym roku, ale poszedłem do dwóch innych laryngologów i okazało się, że nie jest ona wcale konieczna, bo moje skrzywienie jest zbyt małe! Zawsze spróbuj się skonsultować u więcej niż jednego lekarza. Poszukuj takich, którzy są sprawdzeni przez znajomych. Ja mam wykupiony pakiet w Enelu i mam ich tam nieco do wyboru. Zresztą nie wiem co bym bez tych prywatnych pakietów robił, ale to inny temat. Tak więc przegroda tak, ale upewnij się, że to konieczne! Być może wystarczy korekcja tkanek miękkich.

Operacja przegrody nie jest już tak hardkorowa jak 30 lat temu gdzie przypominała średniowiecze, ale mimo wszystko to dość gruba sprawa. Skonsultuj się najpierw.

Ale zaraz, zaraz, co to są te zatoki w ogóle?

No właśnie, zacząłem pisać o nosie, bo on zawsze wydawał mi się tu najważniejszy, a zatoki grają tu bardzo ważną rolę. W dzieciństwie wiedziałem o nich głównie z “załóż czapkę, bo zatoki przeziębisz!”. Więc co to są te zatoki i do czego służą?

 

Nas interesuje ta o kolorze cyjan (dla facetów - ta taka prawie niebieska na dole)

Nas interesuje ta o kolorze niebieskim (cyjan właściwie :P) Rys. Wikipedia.

I tu jest problem. Bo tak naprawdę nie do końca wiadomo po co zatoki istnieją. Oprócz generowania problemów :) Fakt jest jednak taki, że chore obrzęknięte i zapełnione wydzieliną zatoki powodują częściową utratę węchu i smaku, wpływają na chrapanie (a więc powodują większe niewyspanie) i są siedliskiem w którym klują się różnego rodzaju bakterie. O płukaniu jeszcze powiem, niestety zatoki są tak skonstruowane, że dość trudne jest ich samodzielne płukanie, szczególnie gdy ujście zatok jest zbyt wąskie.

Uważaj na spraye do nosa!

Teraz będzie bardzo ważny fragment i nawet jeśli nie chcesz czytać całego tekstu, koniecznie zapoznaj się z tym co chcę tu napisać. Naprawdę cały czas natrafiam na osoby uzależnione od sprayów do nosa, a to prowadzi do bardzo nieprzyjemnych powikłań, których ja sam byłem ofiarą!

Spora część kropli czy sprayów do nosa zawiera xylometazolinę. Będzie to Xylogel, Otrivin, Sudafed XyloSpray, Nasorin i inne. To spraye dostępne bez recepty, dające natychmiastową ulgę i szybko obkurczające śluzówkę. Problem polega na tym, że ich efekt utrzymuje się tylko przez kilka godzin, a następnie wszystko wraca do stanu poprzedniego lub nawet do większej opuchlizny. Oczywiście na ulotce napisane jest, że należy stosować je tylko przez kilka dni, a następnie skonsultować się z lekarzem, ale mam wrażenie, że te ulotki czyta tyle osób, co umowę licencyjną przy instalacji aplikacji. Czyli nikt.

Ja stosowałem jeden z tych sprayów przez rok.

Totalnie zaorałem sobie śluzówkę, była sina, obrzęknięta i przerośnięta, jedyne co mogło mnie uratować to zabieg operacyjny. Nie róbcie tego! Taki spray cholernie uzależnia, bo jeśli możesz przespać kolejną noc z otwartymi ustami i zatkanym nosem, lub w sposób normalny, to mówisz sobie “jeszcze tylko jedna noc”. Serio, byłem narkomanem. Może nie uzależnionym biologicznie od tych preparatów, ale psychicznie. Czy warto ich używać? Tak, w dwóch przypadkach.

Po pierwsze gdy rzeczywiście potrzebujesz na szybko udrożnić nos i wiesz, że nie będziesz stosował tego chronicznie.

Po drugie jeśli robisz to przed płukaniem nosa (ale o tym za chwilę).

Jeszcze raz – nie używaj tego zbyt długo! To naprawdę może doprowadzić do przerostu śluzówki i konieczności operacji.

Laryngolog zapisze wam pewnie spraye innego rodzaju, tak zwane kortykosteroidy. To spraye, które można stosować długo, bez obawy uszkodzenia śluzówki. Niektóre dodatkowo zawierają składniki antyhistaminowe, czyli antyalergiczne. To na przykład Buderhin, Fanipos, czy dość popularny Nasonex (z dużą, niebieskozieloną przykrywką). To trochę słabe, że te mniej szkodliwe spraye są dostępne na recepte, a tamte bez, ale cóż…

Płucz nos i zatoki!

Napisałem już czego robić kategorycznie nie wolno, napiszę teraz o czymś co zmieniło moje życie i co ciągle wszystkim polecam. To nie jest nic nowego i aż dziw, że staje się popularne dopiero teraz. Płukanie zatok to stara jogińska metoda, choć obecnie można kupić gotowe zestawy, aby odbywało się to szybciej i prościej.

Słyszałem o czymś takim już w dzieciństwie i zawsze kojarzyło mi się to z zachłystnięciem się wodą na basenie. Nie, nienawidzę tego! Całe szczęście nie musisz czuć tego bólu. A to za prostą sprawą – zatoki płuczesz roztworem soli. A to w odpowiednich proporcach powoduje, że nie czujesz zupełnie nic! Serio, serio! Czujesz wypłukiwane gluty, ale nie ma ani bólu, ani nieprzyjemnego uczucia. Jest ULGA.

Nie będę opisywał jogińskiej metody Jala Neti (pogooglajcie), ja od 4 lat używam butelki Sinus Rinse i ich saszetek. Jest dość droga jak na kawałek plastikowej butelki z rurką i saszetki z solą (80 zł), jeśli chcesz zrób sobie roztwór samemu. Mnie się nie chce – jestem rano zaspany, wlewam wodę do buteleczki, wsypuję dokładnie jedną saszetkę, mieszam, płuczę. Ale jak chcesz, ważne tylko by trzymać się proporcji. Są też polskie odpowiedniki, ale nie są dużo tańsze, a woreczki bardzo ciężko się otwiera. Może to pierdoleta, ale rano każda sekunda ma znaczenie :)

Przy alergii i zapaleniach wirusowych będziesz mieć rzadki, wodnisty katar i napuchnięte śluzówki. Płukanie nie będzie aż tak skuteczne. Ale przy zapaleniu bakteryjnym i – excuse my french – gęstych, zielonożółtych glutach, płukanie nosa to jest najważniejsza rzecz, jaką możesz zrobić! Dlaczego ja wcześniej tego nie znałem?

I nie myl tego ze sprayem z wodą morską do nosa. On jest po to, by nawilżyć nos. Ta butla płucze ci nos i zatoki jak Herkules Stajnię Augiasza. Nie dziwne, że nie mogłem szybko wyleczyć infekcji bakteryjnych jeśli miałem tam ciągle gęste gluciory w których lęgły się bakterie!

Ja płuczę nos regularnie co kilka dni, a kiedy czuję że mam katar – codziennie. Ważne tylko, żeby nie naciskać zbyt mocno, wtedy możesz wlać sobie to od środka do ucha. Wszystko z wyczuciem. Aha, są butelki dla dzieci, nasza Lila, która ma po mnie regularne infekcje, ma swoją małą butelkę i co jakiś czas płuczemy jej nos. Nie wszystkie dzieci to lubią, u niej akurat nie było problemu. U malutkich dzieci wystarczy odsysanie glutów, są specjalne urządzenia. Ważne, żeby jak najmniej ich zalegało w nosie!

Spray plus płukanie

Przy hardkorowych sytuacjach polecam taką kolejność:

  1. Po jednym psiku sprayu z xylometazoliną, aby rozszerzyć nos i ujścia zatok (niekoniecznie)
  2. Po 5 minutach płukanie
  3. Po kolejnych 5-10 minutach aplikujesz spray właściwy przepisany przez lekarza.

Pamiętaj tylko – xylospraye tylko kilka dni, tak jak już pisałem!

Inne leki

Z telewizji i gazet atakują nas ciągle reklamy wspaniałych preparatów na zatoki. Nie wiem, może komuś pomagają, u mnie to była strata kasy głównie. Są to zazwyczaj leki z dodatkiem pseudoefedryny (która działa obkurczająco)  albo ziołowe (nie będę jednak podawał ich nazw, bo zaraz ktoś się przypieprzy, ale łatwo sprawdzicie ich skład). Ewentualnie antyhistaminowe, ale te działają tylko jeśli przyczyną jest alergia. Możecie spróbować, może u was coś pomoże, jednak to właśnie regularne płukanie i spray z kortykosteroidem stosowany regularnie (!) przynosił u mnie zawsze najlepsze efekty.

Rozrzedzanie śluzu i płyny

Gdy masz rzeczywiście gęstą wydzielinę, oprócz jej płukania warto ją rozrzedzić. Jest mnóstwo leków działających rozrzedzająco (np ACC, Pecto Drill, Flegamina), ale u mnie najlepiej sprawdza się… picie dużej ilości wody. Serio, ostatnio zauważyłem jak dobrze działa na moje drogi oddechowe wypicie dużej ilości wody przed wieczorem i przed snem. W ogóle powinno się pić jej dużo, ale podkreślam jak dobrze wpływa to też na zatoki. Częściej nos sam mi się odtykał i miałem lepsze efekty płukania.

Inhalacje i sauna

Inhalacjami męczono mnie od dziecka i w sumie nawet je lubiłem, ale nie miałem po nich mega poprawy. Lubię ten zapach, spędziłem ileś godzin nad miską z głową przykrytą ręcznikiem, ale prawdę mówiąc nigdy szału nie było. Za to gdy zbliża się choroba i czuję, że zatoki i nos zaczynają się zatykać, idę na saunę, najlepiej turecką (duża wilgotność). To zawsze dobrze robi drogom oddechowym :)

Zabiegi operacyjne

A jeśli żadne z tych metod nie pomagają – no cóż. Czasem warto zdecydować się na zabieg. To już nie są żarty, warto dobrze wybrać lekarza i miejsce w którym ma się go mieć, a także upewnić się – jak już pisałem – że zabieg jest konieczny. Ja miałem ich w życiu już trzy i choć każdy był nieco inny, to pomagał. O ostatnim dużo nie powiem, bo odbył się dopiero 3 dni temu, ale po poprzednich poprawa była znaczna. Opiszę też zabiegi które miałem, lub których finalnie nie miałem. Aha, nie zawsze da się na NFZ, ale warto próbować. Po coś te pieprzone składki płacimy. Ja tym razem musiałem za gotówę :/

1. Prostowanie krzywej przegrody

To chyba najpopularniejszy zabieg, każdy o nim słyszał. Jak pisałem – kiedyś wykonywało się go łamiąc młotkiem przegrodę, dziś te metody są z tego co wiem bardziej cywilizowane. Generalnie chodzi o to, by wyprostować przegrodę tak, aby kanały po obu jej stronach były równie drożne. Uwaga, zabieg nie jest konieczny, jeśli skrzywienie nie jest duże. Wtedy wystarczy skorygować śluzówkę z węższej strony, nie ruszając samej przegrody. U mnie tak właśnie zdecydowano.

2. Plastyka nosa i zatok

To zabieg, któremu byłem poddawany już niestety trzykrotnie. Z pierwszym razem usuwano mi tzw concha bullosa, czyli małżowinę puszkową. Taki tam anatomiczny przerost, który blokował drożność, w dodatku “podkarmiony” rocznym używaniem xylogelu :( Za drugim i trzecim razem po prostu poprawiano drożność zatok i poszerzano je u ujścia. Po to chociażby, aby wydzielina nie zalegała i łatwiej się je płukało. No niedoskonałe są te zatoki bardzo, niestety. Za drugim razem usuwano mi też polipy, czyli takie dziwolągi, które tworzą się na błonie śluzowej, także w nosie.

Niestety te zabiegi mają jedną podstawową wadę – ich efekt nie trwa wiecznie. Polipy czasem odrastają, małżowina znowu przerasta. Może to być po 10 latach, może być nawet po 5. Generalnie im mniej infekcji, tym większa szansa, że efekt długo się utrzyma. Ale czasem możesz nie mieć na to wpływu. Aha, operacje te wykonuje się endoskopowo, czyli przez otwory nosowe, nic się nie nacina w okolicy nosa :) Są one na tyle mało inwazyjne (laserowe), że wypuszczają cię ze szpitala nawet następnego dnia. Owszem, potem może być różnie, wyjmowanie opatrunku który tkwi gdzieś w środku głowy to nie jest najprzyjemniejsza rzecz pod słońcem, ale serio, warto.

Pamiętam moment, w którym wszystko mi się zagoiło, a ja wyszedłem na dwór. Poczułem zapachy, o których już dawno zapomniałem. Asfalt po deszczu. Nagrzana w słońcu kora. Zapach ziemi. I smaki – delikatne smaki, skala znowu poszerzyła mi się do takiej, jaką czułem w dzieciństwie. Coś niesamowitego.

3. Hydrodebrider

To jest zupełnie nowa rzecz i właśnie ją między innymi miałem robioną teraz. To taki mini Karcher połączony z odkurzaczem, który w narkozie wkłada się do zatok, on wypłukuje dokładnie wszystko i jednocześnie wysysa. Jeśli w zatokach są stare złogi wydzieliny to normalnie nie ma jak ich wypłukać niestety. Minusem tego zabiegu jest to, że jest on dość drogi, bo kosztuje 2-3 tys zł (sama jednorazowa końcówka do maszyny to 1000 zł), a NFZ jeszcze nie wie jak to się wymawia, więc nie ma co liczyć na refundację raczej.

4. Plastyka podniebienia

To jest zabieg na który zdecydowałem się tym razem przede wszystkim, hydrodebrider i plastykę drugiej zatoki dorzuciłem jakby “extra”, skoro i tak miałem już być znieczulany :) Zbyt sflaczałe podniebienie miękkie powoduje, że chrapiemy. Oczywiście to nie jedyny czynnik, infekcje, zatkany nos, czy nawet alkohol powodują, że chrapiemy bardziej (pewnie to zauważyliście), ale to właśnie korekcja podniebienia miękkiego daje najlepsze efekty.

Uwaga, teraz będzie hardkor. Niestety operacja ta jest trochę jakby wyjęta ze średniowiecza. Technika polepszyła się w ostatnich latach, ale mimo wszystko brzmi to masakrycznie. Otóż… Podniebienie usztywnia się przez utworzenie na nim blizn. A blizny – jak się pewnie domyślacie – przez utworzenie ran. Niestety właśnie tak. To podniebienie miękkie, nie to nad językiem, tylko to z tyłu, na którym znajduje się ten mały języczek – on swoją drogą też dostaje porządnego strzała.

Co prawda nie miałem tego robionego metodą “wbij dwa druty rozgrzane do 100 stopni”, a metodą koblacji (radiowo, niższa temperatura) to i tak polega to niestety na poranieniu podniebienia. Wszystko oczywiście pod narkozą i jest git gdy cię kroją, jest git gdy masz kroplówkę z ketonalem, ale goi się to dłużej, bo tydzień, albo i dwa. I przez ten czas to niestety boli jak cholera. Przede wszystkim przy przełykaniu śliny.

Ale cóż – są środki przeciwbólowe, poza tym warto moim zdaniem wytrzymać tydzień bólu, po to by wreszcie dobrze się wysypiać, mieć więcej energii, dotleniony mózg i nie odstraszać osób, które śpią blisko ciebie. Ja odstraszałem te, które śpią nawet piętro niżej… Ale o wyniku tego zabiegu będę mógł powiedzieć dopiero za jakiś czas.

Aha, jest jeszcze zabieg usuwania trzeciego migdałka, pewnie wam znany, ja go nie miałem przeprowadzanego, miała tylko moja córka. Tak, pomógł jej, choć niestety nadal jest podatna na infekcje. Mniej, ale jest. Zobaczymy, to może przejść z wiekiem.

Podsumowanie

Rozpisałem się dość długo, bo i temat ciągnie się za mną od jakichś 30 lat. Postarałem się być szczegółowy jak to możliwe. Nie zaniedbujcie tego, to cholernie ważna sprawa, postaram się to jeszcze raz streścić w punktach:

  1. Nie lecz się tylko w internecie (np tu), koniecznie zasięgaj opinii laryngologów, więcej niż jednego
  2. Postaraj się zdiagnozować przyczyny powracających infekcji i zatorów, czy to nie alergia
  3. Nie ufaj specjalnie w cudowne środki z reklam
  4. Nie uzależniaj się od kropli do nosa z xylometazoliną, czytaj ulotki!
  5. Płucz nos Sinus Rinse, lub inną metodą. Koniecznie!
  6. Pij dużo wody. Spróbuj inhalacji i sauny.
  7. Upewnij się u co najmniej 2 lekarzy, czy musisz mieć zabieg (i jaki), jeśli tak to zrób go. Mnie bardzo pomogły.

Powodzenia!

 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: