Internet zawrzał ostatnimi czasy za sprawą pewnego zdjęcia. To konferencja w Barcelonie – MWC 2016 i Mark Zuckerberg spacerujący z uśmieszkiem na ustach obok rzędów pełnych ludzi z okularami do rzeczywistości wirtualnej na twarzy. “To przerażające!” napisało w sieci wiele osób, a ja tradycyjnie się z nimi nie zgadzam. No może trochę.

Zdjęcie może wydawać się przerażające. To znaczy nie tyle przerażające (to mocne słowo), ale “creepy” – ono brzmi trochę lżej. Uśmiech Marka, który jak mniemam jest jego klasycznym, nerdowskim uśmieszkiem, może być odczytywany jak uśmiech laleczki Chuckie z horroru, osoby, która wkrótce zawładnie naszymi duszami, niczem władcy Matrixa!

Prrrr. Spokojnie. To już było. Jestem świadkiem takich alarmów co kilka lat. A ludzkość jest ich świadkiem od dawien dawna. Spokojnie, nie takie rzeczy przetrwaliśmy. A narzekanie, że teraz to dopiero będzie źle jest zazwyczaj oznaką starzenia się :)

Nasi rodzice narzekali na internet. Pewnie nadal narzekają. I owszem, zmienił on sporo, przyssaliśmy się do komórek, nie zauważamy czasem świata zewnętrznego, ale czy rzeczywiście jest tak, że kiedyś to wszyscy dziarsko ćwiczyli i biegali po świeżym powietrzu, a dzisiaj siedzą w domu? Gówno prawda. To właśnie ostatnie lata pokazują nagły zwrot w kierunku biegania, ćwiczeń i zdrowego stylu życia. Oczywiście będziemy idealizować swoje młode lata i mówić dużo słów kończących się na “-ło” (się biegało, sie ćwiczyło, się wychodziło na dwór, się jadło Vibovit), ale to naprawdę nic innego jak miłe wspomnienia. Owszem, owszem, fajne, owszem ja też często nie mogę się od nich powstrzymać i zupełnie szczerze uważam lata 90 za najlepszą dekadę pod słońcem, ale… zdaję sobie sprawę z tego, że ot tylko moje gadanie.

Nasi dziadkowie psioczyli na telewizory. Miały nas wykończyć, mieliśmy siedzieć nieruchomo przed nimi i nic nie robić. Miały nas zabić promienie X. Wcześniej wynalezienie druku miało spowodować totalny zanik pamięci. Owszem – druk tego nie spowodował, ale dostęp do internetu trochę tak. Nie pamiętamy już tak dużo, ale może wcale nie musimy? Może nasz mózg będzie funkcjonował inaczej i będzie szybciej wyszukiwał i przetrawiał informacje? Może tak ma być?

Miały nas zabić samochody i samoloty. Było już tyle strachów na lachy, że trudno byłoby je tu wszystkie wypisać. I wiecie co? Ludzkość przetrwała.

Czekam na wirtualną rzeczywistość od lat. Od czasu kiedy w latach 90, w przejściu pod ziemnym przy Domach Towarowych Centrum grałem w Duke Nukem 3D w hełmie wirtualnej rzeczywistości. Od kiedy oglądałem Star Trek i ich Holodeck. Od czasu wszelkich książek i filmów science fiction. Chciałbym – dla rozrywki – przeżywać różne chwile i wcielać się w różne postacie. A potem odkładałbym to na półkę i wracał do życia. Bo ja nadal wierzę, że ludzkość dobrze wie, gdzie jest świat rzeczywisty.

Nie przestaliśmy chodzić na piwo i widywac się z kumplami, choć od 10 lat psycho-loszki w kolorowych magazynach ostrzegają nas, że zły fejsbuk nas zabije i spali kontakty społeczne. Ja przez te 10 lat stałem się towarzyski jak nigdy – poznałem mnóstwo ludzi związanych z siecią, a imprezy na które z nimi chodzę nie mogłyby być bardziej realne.

A wirtualna rozrywka, którą sobie serwuję co jakiś czas? Szczerze mówiąc, gdybyśmy pokazali dzisiejsze gry na Playstation 4 podłączonej do rzutnika, albo to jak wyglądają dzisiejsze gry na porządnym PC z włączonymi shaderami, gdybyśmy pokazali to ludziom z lat 80, a nawet 90, to ludzie ci zsikaliby się z wrażenia. I pomyśleliby, że taka rozrywka, taka niemalże filmowa rozrywka musi oznaczać totalne oderwanie się od rzeczywistości.

Ale nie, to wtedy byłem bardziej no-lifem niż teraz. To wtedy zarywałem noce przy grach na Amigę, czy PC. Przy Cywilizacji, przy Black & White, przy Transport Tycoon, czy Monkey Island. A teraz nie mam na to aż tak dużo czasu, więc tego nie robię, choć technologia poszła tak bardzo naprzód.

A chciałbym , bardzo chciałbym pobyć Guybrushem Threepwoodem, który chodzi po Melee Island i widzi wszystko własnymi oczami, chciałbym wejść do willi Maniac Mansion i wejść własnonożnie po schodach. Tych schodach. Chciałbym na chwilę znaurzyć się w rzeczywistości starożytnego Rzymu, popływać na statku z piratami, pojeździć konno jako muszkieter, czy wreszcie polatać jak Superman.

Naprawdę każde pokolenie przeraża nieco technologia, ale jakoś zagłada nie następuje, więc choć nalezy do wszystkiego podchodzić jak zwykle rozważnie i z umiarem, to nie ma co siać paniki. Bo bez umiaru to zwykła wóda nas wykończy. Wiele osób wykańcza.

Głowa do góry!

Tie fighter nadlatuje! :)

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: