To już cztery tygodnie z Androidem na pokładzie. Wydaje się, że to nic, ale dla mnie to właściwie wieczność. Staram się naprawde podchodzić do sprawy pozytywnie i wyzbywać przyzwyczajeń iphonowych, ale nie do końca jest to możliwe, w końcu używałem go ładnych kilka lat. Czas na pierwsze przemyślenia.

Nie będą oczywiście obiektywne. Po pierwsze wszystko jest subiektywne, więc nie będę się silił na sztuczny obiektywizm – opowiem jak to wygląda z mojej strony. Po drugie to nie iPhone – za chwilę odezwą się głosy, ba one już się odzywają: „Sony bez sensu, zobacz HTC. HTC do dupy, zobacz Samsunga S4. S4 bez sensu obczaj Note! Note srote, tylko Nexus!“ I tak dalej. Ale to nie wszystko. KAżdy poleca innego launchera, albo innego Androida. Tak, to urok tego systemu, choć przypomina mi to nieco czasy, kiedy przekonywano mnie do linuxa. I każdy polecał co innego – Debiana, Red Hata, Mandrake… :) No dobra, ale do rzeczy. Najpierw trzy zastrzeżenia:

#1 Syndrom Wujka Zenka

Spotykam się z nim często, ale szczególnie często kiedy w ciągu tego miesiąca gadałem o iPhonie i Androidzie. To takie podejście wujka Zenka ze starym Wartburgiem. „U mnie też przecież działa! Jedzie do przodu, do tyłu, skręca, wszystko tak samo jak twój!”. Nieważne, że wszystko skrzypi, że plastki trzeszczą, że przyspieszenia nie ma, że kopci. Jakoś tam działa.

Nie, nie porównuję bynajmniej telefonów z andkiem do starego Wartburga. Chodzi mi o podejście. Nie ma JAKOŚ. Diabeł tkwi w szczegółach i o nich będę pisał. Zarówno iPhone jak i Xperia to top class telefony i naprawdę będzie chodziło o detale, a nie to że „jakoś się da”.

#2 Nie, nie zmienię telefonu

Piszę to za każdym razem, ale i tak znajdzie się ktoś kto mówi „kup lepiej S5”. Ok, dasz mi go? Jak tak to spoko. Jak nie, to przestań i użyj szarych komórek. Mam TAKI telefon i o TYM będę pisał.

#3 Czas to pieniądz

Może dl niektórych tańszy telefon w którym trzeba dużo grzebać to dobre rozwiązanie. Mój czas jest dla mnie cholernie cenny i czasem wolę za coś zapłacić niż go marnować. Wyrosłem nieco ze spędzania godzin nad konfiguracją i tuningiem, będę się do tego odnosił jeszcze w tekście. Taki lajf.

I jeszcze warto przejrzeć pierwszą notkę.

Wstęp

Moje przemyślenia w sumie nie zmieniły się – miesięczne testowanie Androida wzmocniło tylko we mnie myśl, którą miałem od samego początku. Myśl, że to dwa zupełnie inne podejścia i trudno oceniać które jest dobre. To kwestia potrzeb i przyzwyczajeń.

Otóż iPhone jest, jak już nie raz pisałem, jak większość dzisiejszych nowych samochodów. Wsiadasz i jedziesz. Każdy jego element jest dokładnie przetestowany, tak aby był wygodny i intuicyjny. Ale nie otworzysz w nim maski, nie zrobisz nic z silnikiem. Nie dostaniesz się do systemu. Upgrade GPS kosztuje majątek, a sam samochód jest dość drogi. To taki nowy Citroen, Audi, czy cokolwiek innego – poniżej 150 tysi nie masz o czym marzyć.

Android natomiast to taki samochód z silnikiem Wankla. ma duże możliwości, ale niewłaściwie obsługiwany może być łatwo zalany. Albo jeszcze inaczej – na Androidzie czuję się jakbym wsiadł do kokpitu samolotu. Milion przełączników i wskaźników. Na początku trochę za dużo. W dodatku każdy komponent może być wymieniony na inny. Wyobraź sobie, że w samochodzie masz do wyboru 50 różnych gałek skrzyni biegów, 20 desek rozdzielczych, 15 rodzajów foteli, 7 kierownic i tak dalej. To z jednej strony świetne, z drugiej nie wiem czy miałbym czas, by to wszystko wybierać i jeszcze dopasowywać do siebie. Spora część z nas chce po prostu zapłacić i nie wybierać. Mieć to już wybrane i przetestowane. Bo nie ma czasu, bo po prostu chce w tym czasie porobić co innego. Bo stać ją na to. Taki lajf.

Dla mnie skupienie się na tym, że to są różne podejścia i zrozumienie tego jest kluczowe. Natomiast najtrudniejszym elementem posiadania Androida okazało się bycie w jednej grupie z ludźmi którzy często hejtują Apple dlatego bo ich na niego nie stać (sorry za bycie brutalnym), albo uważają wszystkich posiadaczy jabłuszek za wyznawców. Grow up.

Ok, ale skupię się na detalach i przejdę po kolei – najpierw przez rzeczy które mnie w tym telefonie (Przypominam Sony Xperia Z1 Compact) zawiodły, a które mnie pozytywnie zaskoczyły. I nie sugerujcie mi zmiany telefonu, chyba że ktoś chce mi oddać swój :P

Wrażenie ogólne i pierwsze kroki

Nie jestem zwykłym luserem, znam się dość dobrze na technologii, gadżety nie są mi obce. Mimo wszystko zajęło mi trochę czasu zanim ogarnąłem Androida. O wiele więcej niż gdy te 4 lata temu przesiadałem się na iPhone. iOS mimo swoich niedoskonałości i swego zamknięcia JEST o wiele bardziej intuicyjny i przejrzysty. Tak jak pisałem – w Androidzie ustawić mogę sobie wszystko, sęk w tym, że nie każdy ma na to czas i umiejętności. Nie dałbym tego telefonu Mamie ani Tacie, bo po prostu wiele spraw by nie ogarnęli. Z iPhonem nie mają raczej problemów.

Ja wiem, że to w dużej mierze kwestia nakładki producenta. Ale z nią też było słabo. Musicie zrozumieć, że ludzie w pewnym momencie swojego życia nie mają czasu na pucowanie systemu. Kurde, ja przez 3 miesiące nie mogłem się zebrać do poukładania apek w foldery, a miałbym tutaj wybierać apkę do każdej rzeczy? Kiedy? To nie tylko instalacja apki. To poczytanie o nich, spytanie znajomych, przetestowanie ich i tak dalej. Serio, kupa czasu.

Nie udało mi się dojść do porozumienia z podstawowymi funkcjami telefonu:

  • Powiadomienia o SMSach przychodzą w tle, nie wyświetlają się na ekranie, są zgrupowane gdzieś pośród milionów powiadomień,
  • Nie ma łatwego dostępu jednym ruchem do ulubionych połączeń
  • Synchronizacja książki telefonicznej zakończyła się masakrą (o tym więcej)

I kilka innych spraw. Tak, wiem, „there’s an app for that.” Prawdopodobnie. Ale o tym już pisałem. Ok, czas na konkrety.

Aparat – spory minus

Jedną z rzeczy którą uwielbiam w iPhone jest aparat. Korzystam z niego czesto, bardzo często, kilkanaście, czy kilkadziesiąt razy dziennie. Otwiera się go szybko, jest całkiem dobry (choć wymięka przy Lumii) i ma pod ręką podstawowe funkcje. Xperia ma nawet dedykowany przycisk aparatu, ale samo robienie zdjęć to udręka. A nowy iPhone 6 z tego co wiem, ma naprawde wypasiony aparat – hardwarowo i softwarowo.

Gdybym był złośliwy (a przecież nie jestem :D) to powiedziałbym że to właśnie taki symbol Androida. Mam zainstalowane milion dziwnych apek wokółaparatowych, mogę wygenerować dinozaury AR biegające po moim pokoju widziane przez ekran telefonu, a nie mam możliwości ustawienia ekspozycji we wskazanym miejscu*, ani zrobienia prostego HDR czyli rozszerzenia zakresu tonalnego. Co to takiego? Jedna z podstawowych cech aparatu. Nie, nie megapiksele które przy tak małych matrycach są czynnikiem totalnie drugorzędnym. I uwaga, przetestowałem to też na S4, więc to chyba nie jest kwestia hardware tylko software. Sam już nie wiem. Pokrótce wyjaśnię o co chodzi.

Gdy robisz zdjęcia na którym jest duży kontrast (jasne niebo, albo słońce w tle + część zacienionych obszarów) to zazwyczaj telefon ma za małą rozpiętość tonalną, aby wszystko wyszło dobrze. Taki syndrom za krótkiem kołdry – albo starczy do przykrycia stóp, albo szyi. Albo niebo jest ładne i niebieskie, a ciemne obszary niedoświetlone, albo niebo przepalone na biało a ciemne obszary ładnie widoczne. Więcej o tym napisałem kiedyś tu. I teraz iOS pozwala nam kliknąć w miejscu które ma być dla nas ważne na zdjęciu. Dzięki temu postać na tle nieba może być ładnie widoczna nawet bez doświetlenia flashem, albo widoczny tylko jej kontur. Co więcej, kolejne wersje iPhonów robią coraz elpsze (pseudo) HDR-y, to znaczy robią szybko dwa zdjęcia i je sklejają, aby i to i to było widoczne.

A Android po prostu to uśrednia. Mega, mega rozczarowanie. Chyba, że oczywiście gdzieś to się ustawia, a ja do tego nie doszedłem.

(* Okazało się, że to jednak kwestia telefonu – Xperia tego nie ma, S4 tego nie ma, ale HTC który wziąłem na chwilę do ręki – ma. Dziwne to trochę, ale skoro topowe modele tego nie mają, to jednak nie za dobrze…)

Aparat iphonowy to jedna z jego największych zalet – możliwość kręcenia w coraz lepszych nastawach fps (w szóstce nawet 240!), czy właśnie podstawowe i przydatne rzeczy pod jednym przesunięciem palca – panorama, kwadratowe zdjęcie, HDR, itp.

Tutaj samo włączenie aparatu (mimo dedykowanego przycisku) zajmuje dużo dużo więcej. Serio, sekundy są czesto ważne.

Android – odblokowanie, przycisk aparatu i zrobienie zdjęcia – 7 sekund
iPhone, włączenie, swipe, zdjęcie – 3 sekundy.

Kontakty i dzwonienie – duży minus

Dzwonienie i wybieranie kontaktów to kolejna czynność którą wykonujemy często, o ile nie najczęściej. I tu znowu srogo się zawiodłem. W rzeczywistości Macbook / iPhone / iPad, wszystkie kontakty mam pod ręką. Automatycznie aktualizują się i zaciągają dodatkowe dane ze wskazanych źródeł – choćby Facebooka. Tutaj nastąpiła jakaś masakra.

Po pierwsze software Sony wbrew temu co twierdzi, wcale nie zuploadował moich kontaktów z Macbooka na telefon, chociaż przez kilka ekranów je merge’ował i robił z nimi cuda wianki. Próbuję je wyszukać na telefonie, ale ten ich nie widzi. Widzi za to tysiące kontaktów Google, których wcale nie potrzebuję. W magiczny sposób Google chce łączyć moje kontakty z Gmaila, z Google +, rany to mi zupełnie niepotrzebne!

Ale to nie koniec. Te kontakty gdzieś są zapisane. Otóż gdy dodaję osobę, którą miałem w kontaktach, telefon przypomina sobie że jednak ją mam i przełącza się na edytowanie jej karty. Nie mam pojęcia o co chodzi, tak jakbym miał kilka książek adresowych, z czego niektóre są ukryte. Znowu – pewnie jest to do ogarnięcia, ale ja nie do końca mam na to czas :( Zobaczcie:

Chcę zadzwonić do mojej siostry – Marty Pożarskiej. Telefon do niej miałem na iPhone i na kompie. Oprogramowanie Sony przeniosło je niby do Google Contacts, czyli mój telefon powinien mieć ten kontakt. Próbuje najpierw po nazwisku:

Wybieranie po nazwisku

Wybieranie po nazwisku

Niestety – nic. Ok, wpiszę więc numer z pamięci.

Wpisanie numeru ręcznie

Wpisanie numeru ręcznie

Telefon nadal nic nie wyświetla. Dziwne. Ok, spróbuję więc dodać ten rekord do książki.

Wpisuję numer do książki adresowej

Wpisuję numer do książki adresowej

Wpisałem numer, telefon nadal nie reaguje.

Wpisuję imię i nazwisko

Wpisuję imię i nazwisko

O, proszę! Teraz nagle obudził się, że kojarzy taką osobę. I to z dwóch źródeł. Mogę dopiero podlinkować ten konkretny kontakt. Okazuje się nawet, że już znał telefon do tej osoby!

I znowu, może to znowu nie jest bug tylko ficzer. Dla mnie ważne jest jedno – chciałem przerzucić kontakty do telefonu, a on tego nie zrobił. Zassał jakieś dziwne kontakty z gmaila których w telefonie nie potrzebuję, a moich z telefonami – nie. MOŻE jest to gdzieś pogrzebane w ustawieniach. Albo trzeba to zrobić na Google z poziomu WWW. Albo jest apka do tego. Albo….

NIE.

Boli mnie też trochę ekran wybierania ulubionych numerów. Do tego systemowego trzeba dostawać się dość długo (słuchawka, potem gwiazdka na górze), natomiast ten „sonowy“ ma mały upierdliwy minus – ma opóźnienie ok półsekundowe. Odpalam go przesunięciem palca i już gdy chcę nacisnąć dany kontakt, one tasują się – dopiero po jego odpaleniu przypomina sobie które numery naprawdę były ostatnio wybierane. Powoduje to, że wiele razy kliknąłem niewłaściwą osobę. Oczywiście pojawiają się też zdjęcia tych osób, ale tam znowu jest burdel. Sam android nie potrafi jakoś ściągnąć ich w dobrej jakości – są zdjęcia z fejsa, ale jest na nich mega pikseloza. Oferuje to software xperii (Facebook for Xperia will download Facebook pictures in great quality), ale… robi to nei do końca. Jedne ściąga, inne nie. Znowu – pewnie gdybym pogrzebał w sieci albo poeksperymentował z tym to do czegoś bym doszedł, ale czas, czas, czas.

Jakość połączeń – zdecydowany plus

Ok, czas na krótki, ale zdecydowany plus. Jakość dźwięku, a przede wszystkim jego głośność jest niesamowita w porównaniu z iPhone. Nie ma co się rozpisywać, ale to bardzo pozytywne zaskoczenie. Jest po prostu głośno. iPhone jest strasznie cichy i zawsze mnie to denerwowało.

Bateria – plus

Pamiętam gdy po półrocznym użytkowaniu dumbphone i Ipada mini przesiadłem się na iPhone, to chciałem go oddać do serwisu. Bateria padała ok 12-13. Ja po prostu jestem heavy userem. Mophie pomógł, ale po jakimś czasie zaczął się zużywać i dotrzymanie do wieczora, nawet z Mophie, było bardzo trudne. Tutaj też nie zawsze udaje mi się wytrzymać do wieczora, szczególnie gdy dużo bawię się telefonem, ale jest o niebo lepiej, właściwie tak jak na iPhone z dodatkowym, największym Mophie. Dodatkowo wiele opcji dotyczących baterii pozwala znacznie ją zaoszczędzić – choćby dedykowany tryb który w trakcie wyłączonego ekranu wyłącza wszelki transfer danych w tle. Fajna opcja, która dodatkowo jest dobra do odcięcia od głupich powiadomień. Zazwyczaj dotrzymuję do wieczora, chociaż mniej korzystam z telefonu pewnie.

Wykonanie i wodoodporność – minus

Iphone rozpieszcza wykonaniem – sorry. Można śmiać się jak kolejny gość z Cupertino opowiada w białym pokoju o tym jak dokładnie jest dopasowany i przycięty – ja tam nigdy się tym nie jarałem. Ale to nie jest bajka. Oni rzeczywiście sprawdzają każdy pieprzony detal tego telefonu (albo sprawdzali, nowy wystający aparat iPhone 6 to trochę kiła).

I teraz o ile stare iPhone’y, a szczególnie nowe, mogę podłączyć do prądu zaspany, w środku nocy, po ciemku, o tyle tutaj po kilku próbach wetknięcia kabla USB po prostu poddaję się i muszę zapalić światło. Tak samo zawiodłem się na tym, że nie działąją inne kable mikro USB które mam w domu – WTF? Muszę używać tylko tego który jest dostarczony z telefonem. A miał być przez to lepszy od iPhone, który ma dedykowany. Kabelek. I co? :) Brakuje mi też bardzo przełącznika trybu cichego. Przyzwyczaiłem się do tego – to bardzo wygodny i potrzebny ficzer. W kinie, gdziekolwiek. Pach, szybko, bez włączania ekranu. No i ekran. Po czterech tygodniach jest bardziej porysowany niż iPhone po roku :( Mnóstwo małych rys – nie wiem, pewnie był kilka razy w kieszeni z kluczami albo monetami. Mega słaba odporność :(

Xperia jest wodoodporna, co na początku mnie ucieszyło, fajna sprawa. Ale to ma chyba więcej minusów niż plusów.

Wodoodporność to dla mnie taki zbędny bajer. Albo trzeciorzędny. Ok, przyda się, gdy telefon mi wpadnie do wody. Na razie nie wpadł. Natomiast używanie go pod prysznicem mija się z celem – krople wody na ekranie skutecznie uniemożliwiają korzystanie z tegoż. Możnaby ewentualnie oglądać Youtube, dopóki jakaś większa kropla go nie wyłączy. Kompletnie zbędne dla mnie. Natomiast skutkuje to tym, że wszystko poukrywane jest pod klapkami.

Aplikacje – ok

Nie ma już tak wielkiego problemu z aplikacjami jak na początku, takiego jaki ma obecnie Lumia (albo nie ma aplikacji albo są mocno okrojone). Zdecydowana większość jest i działa spoko.

SwiftKey i podobne – nie wiem czym się jaracie

Na koniec słynne Swype / SwiftKey. Kurde, serio, w ogóle. Kompletnie nie.

Piszę na iPhone szybko, bardzo szybko. Nauczyłem się przez te kilka lat i idzie mi to nieźle. Owszem, mega wnerwia mnie brak kontroli nad słownikiem i niektóre poprawki są idiotyczne. Ale uczy się, jakoś tam się uczy.

Swiftkey na początku mnie jarał, ale… Kurcze przy tej ilości błędów które robi, to i tak mnie spowalnia. Nie piszę tylko słownikową polszczyzną, używam iluś nazw własnych itp – w ok 20% przypadków, czasem 10%, on po prostu zgaduje zły wyraz. Co skutkuje tym, że po prostu musze go poprawiać. I tracę czas który zyskałem, a nawet więcej. Suma summarum piszę wolniej. Po prostu. Przy dobrze wyrobionym kciuku, zwykła klawiatura + lekkie poprawianie jest idealne i nie muszę mieć żadnych wymysłów.

Co więcej, korekta SwiftKey jesy toporna. Otóż iPhone nie poprawia wszystkiego. Nie poprawia mnie gdy cofnę się, gdy pisze dany wyraz po raz drugi. SwiftKey uparcie jak osioł będzie zamieniał wyraz, aż ręcznie kliknę, że nie o to chodzi. Przy szybkim pisaniu to mega denerwuje. Co więcej iPhone odpuszcza zawyczaj poprawianie wyrazów pisanych wielką literą, lub wielkimi literami. SwiftKey z uporem maniaka poprawia nawet hashtagi! jeśli nie zna danego hashtagu to będzie poprawiał – a nie zna ich przecież. Tak więc choć zna wyraz „biurko”, nie zaakceptuje #biurko i poprawi np na „# biurko” albo jakiś inny hashtag. Bez sensu totalnie.

Dyktowanie po polsku – bardzo fajne, ale…

Tak, to mega plus. Bardzo fajnie rozpoznaje głos rzeczywiście i można w ten sposób pisac (mówić) dłuższe teksty. Niestety jednak – znowu jest ileś błędów, powiedzmy 10% gdy mówi się nawet dość wyraźnie, co powoduje, że trzeba się cofać i poprawiać tekst. Nie korzystam z tego więc aż tak często jakbym chciał. No i brakuje mi pełnego sterowania głosowego a’la Siri. Google Now jakoś nie chce mi tak działać. Czesto gdy jechałem samochodem i nie mogłem nic pisać, mówiłem do iPhone „Launch Soundhoud” żeby zobaczyć co to za piosenka leci w radiu lub „Add cars design to tshirts” co dodawało mi „cars design” do mojej listy to-do „tshirts”. Albo „call my wife”. Siri jest nadal dość tępa i głupia jak na 2014, ale nie musiałem specjalnie jej włączać ani konfigurować. Po prostu była.

Jeszcze garść plusów…

  • Co jeszcze w nim lubię? Podoba mi się przycisk wstecz, przyzwyczaiłem się do niego.
  • Uwielbiam możliwość ustawienia dowolnej aplikacji po kliknięciu linka – np linki z Facebooka zawsze wyświetlają się w Chrome, gdzie mam zapisane ciastka – nie musze logować się do disqusa, czy klikać ok na kretyńskich ostrzeżeniach o ciastkach na pół ekranu.
  • Widgety są fajne, ale dupy mi nie urywają, myślałem że bardziej mi się przydadzą.
  • Zapisywanie plików na karcie oczywiście jest fajne i daje dużo możliwości, choć jeszcze specjalnie nie miałem okazji z tego skorzystać.

…i garść minusów

  • Możecie twierdzić, że jestem wyznawcą, ale na serio nie pamiętam ekranów błędu na iPhone, zwisów i innych takich. Niestety tu trochę tego się pojawia. Na początku nie działało mi ściąganie apek z Google Play, trzeba było kliknąć dwa razy. I inne takie. Znowu – tu wszystko jest w wersji beta mam wrażenie.
  • Foldery są niby fajne, ale znowu – to trochę jak z tym kokpitem samolotu. Chciałem wrzucić na dropboxa kilka screenshotów z telefonu na potrzeby tej notki. Wybrałem opcję „upload pictures” w Dropboxie, ale screenshotów nie było widać. Przełączyłem się więc na widok folderów. I co zobaczyłem? Pictures, DCIM/Camera, DCIM/100Andro, Downloads, Screenshots, Image i jeszcze kilka podkatalogów. Ok, screenshoty są w miarę logiczne, ale zdjęcia są porozpieprzane po różnych folderach – każda apka zapisuje to inaczej. Słabo.
  • Logowanie do Gmaila też mnie rozwaliło – chciałem jedynie zalogowac się z poziomu przeglądarki to jednego nieużywanego już kompa. A telefon rzekł wtedy HURRA NOWE KONTO GOOGLE! Po czym zaczął synchronizować z nim właściwie wszystko. Prrrrr szalony! Ja chciałem tylko sprawdzić pocztę, a on nagle zaczał mi napierdzielać pełną synchronizację :(

Wnioski

Kurcze, mam problem, bo w sumie jest dokładnie tak jak myślałem. Czyli:

  • Apple ma o wiele mniej możliwości, ale jest dopracowany w detalach i prostszy
  • Android jest tańszy, ma wiele możliwości, jednak dużo rzeczy jest poukrywane, albo trzeba doinstalować apki
  • Wypominanie czegokolwiek Androidowi jest nieskuteczne bo zawsze odpowiedź brzmi „testujesz zły telefon” lub „masz złą wersję systemu” lub też „zainstaluj innego launchera” itp.

Używanie tego telefonu nie powoduje u mnie wkurwu z żadnego powodu, nie chcę nim rzucać o ścianę, wiele rzeczy mnie cieszy, jednak nadal pozostaję przy swoim zdaniu. Zobaczymy, może do czasu kiedy będę mógł na spokojnie kupić iPhone 6, przekona mnie on do siebie, na razie chyba jeszcze tego nie zrobił. Jeśli tak, pewnie nabędę wypasione HTC lub S5.

I nie, nie obchodzą mnie tylko specyfikacje. Jaranie się specyfikacjami przeszło mi w liceum. A potem okazało się, że to wcale nie procesor jest najważniejszy, bo jest jeszcze ram, albo szybki twardy dysk. A właściwie to nie tylko to. To trochę jak z rzeczonym aparatem – jaranie się megapikselami jest od czapy, ważniejsza jest rozpiętość tonalna i pomiar ekspozycji, a także sensor i obiektyw. I software.

I samiutki koniec – większość osób hejtujących iPhone, nigdy go nie miała. Więc to trochę bezsensowne. Owszem, znam osoby które miały oba telefony i wybrały Androida – szanuję ich wybór, rozmawiam z nimi o tym, to jest rzeczowa rozmowa. Dlatego też to głównie TAKIE komentarze biorę pod uwagę. Reszta jest biciem piany.

Hough.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: