Home   /   Świat  /   Ja też zapomniałem o dziecku
Ja też zapomniałem o dziecku
Czas czytania: 4 minut (y)

Jest wiele rzeczy które mogę zarzucić internautom. A raczej mogę zarzucić nam-internautom, bo przecież jestem jednym z nich. A raczej ludziom, bo przecież – jak już kiedyś pisałem – dzisiaj prawie każdy człowiek nie będący starcem ani niemowlakiem i żyjący powyżej minimum socjalnego, korzysta z internetu. Jedną z tych rzeczy jest pochopność ocen.

To dość delikatne sformułowanie. Kiedy przegląda się sieć, można odnieść wrażenie, że pomimo całego postępu cywilizacyjnego który dokonał się w ostatnich stuleciach, nadal jesteśmy jak wyszydzany w „Żywocie Briana” kamienujący tłum, czy tępy lud żądający utopienia czarownicy w „Świętym Gralu”. Dajemy się ponieść emocjom i mając jedynie skrawki informacji wydajemy emocjonalne wyroki, prześcigając się w komentarzach pełnych bluzgów i pomyjów. Przecież my już WIEMY jak było naprawdę! Swoją drogą to niesamowite – po co nam sędziowie? Można by zatrudnić kilku takich osób i w ciągu jednego dnia przeprowadzić 100 rozpraw.

Kilka dni temu wydarzył się straszny wypadek. Ojciec zostawił w samochodzie dziecko. Dziecko uwięzione w upale, w samochodzie i w foteliku, umarło. Dziecko nie zostało pozostawione naumyślnie, jak czynią to niektórzy właściciele psów, czy nawet rodzice. Ojciec dziecka po prostu nie odwiózł go do przedszkola, po czym zostawił na służbowym parkingu.

Internet zawrzał. „Jak można? JA bym tak NIGDY nie zrobił! PATOLOGIA!”. Posypały się wyroki na ojca, oczywiście wydane przez sąd e-instancji. Ludzie zaczęli bluzgać, burzyć się i wyzywać ojca. Tymczasem…

Ja nawet nie chcę sobie wyobrażać jaka to musi być tragedia dla rodziców. Szczególnie dla tego ojca. Każda strata dziecka musi być niesamowitym bólem towarzyszącym do końca życia, zawsze targa mną kiedy słyszę w filmie tekst „parents shouldn’t burry their children”. Tak, to prawda. A w tym wypadku dodatkowo ojciec do końca życia będzie żył z myślą o tym, że – choć nieumyślnie – zabił swoje dziecko. O ile nie targnie się na swoje życie. O zwariowaniu nie piszę, bo jest już podobno w szpitalu psychiatrycznym.

Nieumyślnie. Słowo klucz. A więc najpierw – o internauto – ogarnij, że zrobił to nieumyślnie. Więc nie stawiaj go w szeregu z ludźmi, którzy idą na 2 godziny na zakupy i zostawiają psa w samochodzie z zamkniętymi szybami. Albo – o zgrozo – dziecko. Tak, im należy się najwyższe potępienie. To po prostu bezmyślność i narażanie życia.

Tu stało się co innego. I ja przeraziłem się bardzo, bo potrafię sobie to wyobrazić.

Większość krewkich komentatorów pewnie nawet nie ma dzieci, więc nie jest sobie w stanie tego wyobrazić. Myśli, że z dzieckiem jest jak na filmie – siedzi sobie z tyłu, gaworzy wesoło z rodzicem, ewentualnie ryczy. Ale to może wyglądać zupełnie inaczej.

Jesteśmy przemęczeni. Zapieprzamy w te i we wte, mamy za dużo na głowach i często jesteśmy myślami gdzie indziej. Poranne rytuały to nie jest wesołe popijanie soku pomarańczowego i chrupanie cornflakesów, jak na amerykańskich filmach, tylko młyn i nierzadko kłótnie. Wsiadamy do samochodu, pakujemy dzieciaki i odstawiamy poranne rytuały. Nie używamy wtedy świadomego myślenia, działamy na pamięć, zajmują się wtedy tym te części mózgu które działają jak autopilot. To jak z wyjazdem z garażu – za pierwszym razem było to mega przeżycie, teraz robimy to na pamięć myśląc jednocześnie o milionie rzeczy.

Ja odwożę codzienne rano dzieci do przedszkoli. Mam przećwiczoną trasę, kolejność, wszystko. Wiem kiedy zmienią się światła, pewnie nawet stawiam kroki w tej samej kolejności. Czasem jednak zdarzy nam się wstać za późno, lub poranne procesy się wydłużają i wszystko burzy się – muszę odwieźć Franka w pierwszej kolejności, inaczej spóźni się na śniadanie, które ma do określonej godziny. A potem zamiast jechać – jak codziennie – do domu, muszę pojechać do żłobka Lili, by ją zawieźć.

I tak, zdarzyło mi się, że po prostu o tym zapomniałem. Siedziała z tyłu, cichutko, w foteliku umieszczonym tyłem. Ja mocno się zamyśliłem, pojechałem na pamięć i skręciłem do domu, zamiast pojechać dalej. Po prostu. Ocknąłem się po chwili i skręciłem w odpowiednią ulicę, ale sam fakt, że po prostu zapomniałem o tym, że z tyłu siedzi dziecko po prostu nastąpił. I tak, wiem z rozmów z innymi rodzicami, że JEST to możliwe.

Jestem człowiekiem roztrzepanym. Tak już po prostu jest. Kilka razy zdarzyło mi się zostawić przywiązanego pod sklepem psa, bo po prostu podczas wizyty w sklepie moje myśli zaprzątnęło coś ważnego  – wróciłem się po niego po 100 metrach napotykając jego karcący wzrok, ale tak, zdarza się to, niestety. Taki mamy natłok codziennych spraw.

Tak więc przestań się mądrzyć, przestań wydawać pochopne osądy, na serio nikt ich nie potrzebuje. Pokazujesz swoją małostkowość, miałkość swojego mózgu i brak wyobraźni. To musi być straszna tragedia dla rodziny – tragedia z której pewnie nigdy się nie podniosą. Tragedia która została spowodowana przez wypadek, przez tragiczny wypadek. Nie bądź głupią babą/chłopem z XV wiecznej wsi, rzucającą kamieniem w czarownicę. I w jakichkolwiek przypadkach nie wydawaj ocen zbyt szybko. Zanim poznasz wszystkie szczegóły. Internet może będzie lepszym miejscem.



Cześć :) Spodobało się? Zostaw lajka (powyżej). Chcesz zostać na dłużej? Polub strony (poniżej)

Tags

Podobne
  • Agnieszka Kaluga

    Tak właśnie, Michał.

  • W tej sytuacji to dramat całej rodziny. Nie wyobrażam sobie nawet jak się teraz czuje ojciec dziecka. Zwykła empatia podpowiada, że nie należy kopać leżącego.

  • Jakub Pasek

    No! Kolejny z mózgiem w głowie a nie z „internetową” kupą! Dobrze, że jest nas więcej…

  • Podpisuję się pod wszystkim co napisałeś!

  • To prawda. I mi zdarzyło się przeoczyć coś w związku z coporanną rutyną. Mam dwójkę dzieci i co rano odwożę je do szkoły i przedszkola. Wiem, że też mogłem być tym ojcem. Trzeba uważać. Bardzo szkoda tego człowieka i bardzo szkoda jego córki.

  • Zgadzam się i oczywiście wiem, że on nie zrobił tego specjalnie.
    Mimo wszystko nie dziwię się tym, którzy go cisnęli w internecie. O „roztrzepaniu” łatwo się mówi w przypadku zgubionej kartki papieru, długopisu, telefonu czy roweru. Ale nie dziecka.

    • Paulina Pięta – paPRyczka

      Dokładnie, ja się zgadzam z Łukaszem. To jest człowiek, najważniejszy dla nas na świecie. Nie można zapominać o nim. Jeżeli zdarza się coś takiego, to znak, że jednak należy zwolnić. Przewartościować swoje życie. Ja też jestem roztrzepana, często coś wylewam, jak nie zapiszę, to zapominam, ale jeśli chodzi o dziecko, to nie ma przeproś – jest dla mnie priorytetem. Wolę spóźnić się do pracy, albo nie pojechać na zakupy, ale sama na tyle zadbać o siebie, żebym kontaktowała co się dzieje z dzieckiem. Nie osądzam tego Pana, bo rzeczywiście pewnie nie pozbiera się długo. Ale fakt jest jeden – jeśli praca, zainteresowania czy cokolwiek pochłania Cię tak, że traci na tym Twoje dziecko, to zmień to!

  • Fedajkin

    Szacun Goo! Dobrze napisane, ale te pseudo e-sądy i tak nie „zrozumiom” (niestety)…

  • Nie ująłbym tego lepiej…

  • wygrałeś lizaka, siema

  • W dzieciństwie byłam świadkiem tego jak znajomi rodziców wychodzili z samochodu do knajpki(to było w górach, szliśmy na obiad po nartach) i dziecko zostało w samochodzie, bo zasnelo i nie wyszło, a w tłumie ludzi nikt tego nie zauważył. Na szczęście po chwili wszyscy się zorientowali.

    • Anna Kasprzyk

      Ale to nie jest sytuacja, kiedy człowiek wychodził sobie do knajpki.

  • No dobrze, ale cały dzień – osiem godzin jeśli nie więcej – nie przypomniał sobie? Nie pomyślał ani na moment co robi jego córka w przedszkolu? Nie błysnęło mu w skojarzeniach: kawa-dom-żona-oqźwa dziecko? Licz mnie przeraził, ale w tej całej sytuacji coś jest dla mnie strasznie nie tak.

    • Anna Kasprzyk

      No nie przypomniał sobie. Na prawdę nigdy nie zdarzyło Ci się miec takiego zapieprzonego dnia, że myliły Ci się dni, wydarzenia, okoliczności? Naprawdę nie?

      • Oczywiście, że zdarzyło! Ale zapomniałam w tamtym wypadku o kosmetyczce, urzędzie, spotkaniu z koleżanką, ale nie kuźwa o dziecku.

        • Anna Kasprzyk

          że zacytuje z posta: „Nieumyślnie. Słowo klucz.” Wiesz, po prostu uważam, ze zbyt łatwo ludziom w necie przychodzi oceniać. Ten odpowiedzialny a ten nie.

          • Miaucoon

            Usprawiedliwianie też zbyt łatwo przychodzi. Ten medal ma dwie strony.

          • Jesteś takim samym internetowym „ludziem”, bo właśnie oceniasz mnie. Ja poddałam w wątpliwość i pytam – jak można nie myśleć cały boży dzień o dziecku? Właśnie jestem w ciąży, odbieram to bardzo personalnie, bądź dla mnie uprzejma proszę, bo nie podoba mi się Twój napastliwy ton.

          • Anna Kasprzyk

            Kotku:) Nie było w nim nic napastliwego:) Przeczytaj jeszcze raz ze zrozumieniem:) Miłego dnia. Baj baj! Wypisuję się z tego dziwnego komentowania, bo ludzie czytają coś czego nie napisałam, albo zupełnie mnie nie rozumieją.

          • Anno, to Ty jesteś odpowiedzialna za to, jak jesteś rozumiana. Ciśnienie na odległość szybciej skacze. Trzymaj się.

          • Jana

            Mam troje dzieci. Jak myślę o jednym, to o pozostałej dwójce już nie, bo się nie da. No kurczę, można nie myśleć cały boży dzień o dziecku. Ba, mało tego, czasem nawet myślę o mężu. O pracy też mi się zdarza. I kilku innych rzeczach.
            I żeby było jasne: ja faceta nie usprawiedliwiam – tak samo jak nikogo innego, kto przez nieuwagę i brak pomyślunku spowodował śmierć dziecka. Ale tak radykalny jak co poniektórzy (także w tej dyskusji), może być tylko ktoś, kto nie ma dzieci lub są one bardzo małe. Bo nie ma na świecie rodzica, którego dziecko nie było w niebezpiecznej sytuacji (takiej, która przy bardziej nieszczęśliwym zbiegu okoliczności skończyłaby się śmiercią). Komu dziecko się nigdy nie przewróciło, nie spadło, nie ściągnęło czegoś ze stołu itd. niech pierwszy rzuca kamień.

          • No pewnie, że wszyscy jesteśmy ludźmi i na pewno nasi rodzice też mieli sytuacje, w których było hardkorowo. Albo i nie mieli, bo niby dlaczego ma to być reguła? Są ludzie uważni i nieuważni, wyspani i niewyspani, bywa różnie. Mimo wszystko zauważ, że obie piszemy właśnie komentarze, czyli nasi rodzice jednak o nas całkiem sprawnie pamiętali i przed najgorszym uchowali.

          • Jana

            Przeważnie o tym, czy coś się skończy tragicznie, czy nie, nie decyduje uwaga i wyspanie, ale splot okoliczności: oczko wodne i głośno pracująca kosiarka (dziecko utopiło się tuż obok ojca), nóż w zasięgu ręki (dziecko go chwyciło i zaczęło z nim uciekać, bo nie wolno mu było noża brać do ręki), kąpiel w rzece i porwanie przez nurt, wyrwanie matce ręki i wbiegnięcie pod samochód. To są wypadki z moich okolic. Winni rodzice, owszem, ale naprawdę niewiele trzeba, aby była tragedia i niewiele trzeba, aby jej nie było. Setki dzieci codziennie wyrywają się matce i nic się nie dzieje, a tu masz – temu się udało i akurat jechał samochód…
            I nie, moi rodzice mnie nie uchowali – w obecności 7 dorosłych osób ściągnęłam na siebie garnek z wrzątkiem. 20 lat wcześniej nie byłoby dla mnie ratunku. Owszem, żyję, ale ze świadomością, że o wypadek bardzo łatwo i choćbyś pękła z chęci ochronienia dziecka, to możesz nie dać rady. Bo życie jest kruche, nieprzewidywalne i pełne niespodzianek. Dlatego więcej pokory, a mniej oceniania.

          • Widzę, że bardzo łatwo jest przejść z linczu do linczu. Temat i osoba jest nieważna, ważne że w imię „wyższej”, rzecz jasna własnej racji, można komuś dopieprzyć, a nie znam gatunku bardziej zaciekłego niż matka polka. Więcej szacunku do ludzi w internecie, Jana. Starałam się Ciebie nie obrazić, Ty na mnie naskoczyłaś. Po co? Bo mam odmienne zdanie? Niczym się nie różnisz od tych, którzy linczują. Też bardzo łatwo podpaliłaś swoje widły na ogra w wiosce.

          • Jana

            Ciężko z Tobą dyskutować, bo jak tylko ktoś ma odmienne zdanie od Ciebie, to zarzucasz mu, że Cię ocenia, ma napastliwy ton czy Ci dopieprza. Kobieto, w którym miejscu na Ciebie naskoczyłam? Czytam to, co napisałam, jeszcze raz i nie widzę tam ani jednego zdania ad personam. Może poza ostatnim zdaniem, które też jest takim ogólnym apelem, a nie podpalaniem wideł i obrazą. Rozumiem, że przeraża Cię myśl, że nie zawsze jesteś w stanie obronić dziecko przed różnymi krzywdami, bólem czy nawet śmiercią, bo z tym naprawdę trudno się pogodzić, ale nie wyżywaj się na mnie.

        • Basia

          A może wszystko jeszcze przed Tobą. Ten nieszczęsny ojciec zapewne też zapominał tylko o drobiazgach „ale nie kuźwa o dziecku.” aż do tego feralnego dnia. Pomyśl o tym…

      • Rafal Pruszyn-ski

        Typowy rodzic 21 wieku. Dziecko to dla Ciebie kosmetyczka.

        • Anna Kasprzyk

          Eh, no widzisz człowieku, taka to jest właśnie dyskusja w internautów. Nic o mnie nie wiesz. Nic nie wiesz o mojej rodzinie i dzieciach a mimo to z taką łatwością piszesz o mnie komentarz „Typowy rodzic 21 wieku. Dziecko to dla Ciebie kosmetyczka.”

          To ja dziękuję za taką dyskusję.

          • Rafal Pruszyn-ski

            Prodze bardzo. Potwierdzasz co o tobie napisalem.

          • Ala

            żenujący jest poziom Twoich komentarzy

  • Manikos

    True true

  • Dziwię się temu ile razy sam już zmieniałem zdanie odkąd o tym usłyszałem, bo przeważnie trzymam się swoich opinii, ale nie mogę przestać myśleć o tej tragedii. Mając córeczkę w tym wieku, po prostu dzwoni mi to z tyłu głowy od dwóch dni bez przerwy. Moja pierwsza reakcja to było tak jak u Montiego – „spalić go żywcem, ugotować mu mózg bo bezmyślny kretyn zamordował dziecko”. potem pomyślałem, że to przecież możliwe, jestem w stanie sobie wyobrazić, że dziecko zasypia, a ja skręcam nie tam gdzie trzeba, tak jak Michał. Przecież ten ojciec i tak skoczy z okna jeśli ma minimum sumienia, po co go karać. Jednak wczoraj przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Kara jest konieczna, bo jeśli jej nie będzie, to kiedyś jakaś „mama Madzi” pomyśli, że rozwiąże swój „problem” w ten sposób i też nikt jej nie będzie chciał karać.

    • Kara jest konieczna. W końcu było to nieumyślne spowodowanie śmierci. Nie ma jednak potrzeby dodatkowo atakować go inwektywami. Te należą się tym, którzy świadomie zostawiają dzieci w autach, na czas zakupów na przykład.

      • Miaucoon

        Jak dla mnie to bardziej szkodliwe jest takie „to może zdarzyć się każdemu” to takie usprawiedliwienie, zmniejszające poczucie winy, również piszących to. Otóż nie, to nie może zdarzyć się każdemu, jeśli ktokolwiek dopuszcza do siebie taką myśl, to już w tym samym dniu powinien poważnie przemeblować swoje życie i zacząć nad sobą pracować, wyrabiać w sobie nawyki które nie pozwolą na to, aby się to zdarzyło.

        • Amen.

        • DawidJedruszczak

          Dopuszczając do siebie myśl o prawdopodobieństwie zaistnienia niebezpieczeństwa jesteś w stanie się na nie przygotować. Zareagować. Mając to w głowie, może w analogicznej sytuacji ktoś będzie wolał wrócić z pracy na parking, żeby sprawdzić, że dziecka nie ma w aucie, niż stwierdzić: „niemożliwe, NIGDY bym o dziecku nie zapomniał!”

          W/g mnie nie chodzi o usprawiedliwienie, tylko o zdanie sobie sprawy z niebezpieczeństwa.

          • Miaucoon

            Jakoś nie widzę w tym tekście konkluzji w tym kierunku. Autor daje nim dwa przekazy, potępia hejterów i z tym nie dyskutuje, choć zarzucanie im braku pełnego poglądu na sprawę jest chybione, bo on robi dokładnie to samo, tylko po drugiej stronie barykady. Drugi przekaz to własnie usprawiedliwianie ojca. W czytelniku pozostaje świadomość, no owszem stała się tragedia, ale on przecież tylko zapomniał, każdemu może się zdarzyć.
            Otóż nie tylko zapomniał, on ugotował swoje dziecko i naprawdę nie ma większego znaczenia, z jakiego powodu to zrobił. To nie jest tylko zapomnienie, to jest śmierć dziecka i to straszna śmierć.

  • Każdy, kto już jakiś czas rodzicem jest wie, że to mogło się zdarzyć.

    Ja jednak po wczorajszym poście w podobnej tematyce dowiedziałem się m. in. że każdy próbujący go zrozumieć (nie broniąc go) jest takim samym mordercą i powinno mu się zabrać dzieci, bo stanowi dla nich zagrożenie. Ludzie w swojej nienawiści (nawet nie wiem czym powodowanej) są bardzo zaślepieni. Im więcej takich postów, tym większa szansa, że chociaż część przejrzy na oczy.

    • Tomek Banasik

      Jestem rodzicem od 6 lat i nie: nie wiem, że to mogło się zdarzyć. Autentycznie: nie wyobrażam sobie tego, że można zapomnieć o własnym dziecku, którym właśnie się opiekujesz.

      • Jest różnica między kimś kto zapomina o dziecku – w sensie, że w ogóle je ma, a kimś kto zapomniał, że nie zawiózł dziecka do przedszkola. Ten ojciec, o ile wiemy, cały dzień mógł myśleć jedynie o tym, jak mocno ją przytuli, gdy tylko wróci do domu.

        • bejz kik

          nie, nie mogl. mial wazniejsze rzeczy na glowie, niestety. to bardzo proste. gdyby nie mial, pomyslalby o dziecku i zreflektowal sie w sytuacji

  • Katarzyna Monkiewicz

    Ja też jestem zdania, że każdemu może się ro przytrafić. Najgłośniej krzyczały Matki Polki na wiecznym wychowawczym, które nie mają innych zmartwień niż dziecko i o niczym innym nie myślą, tylko o dziecku i całe ich egzystowanie kończy się na dziecku…
    Niestety ludzie zapracowani mogą zapomnieć o całym świecie…

    • Miaucoon

      To może jednak zluzować z tą pracą, aby nie obudzić się jak on z ręką w nocniku i tej ciężko zapracowanej kasy nie wydawać na pogrzeb i paczki do więzienia.

      • Katarzyna Monkiewicz

        Mam nadzieję, że to natchnie właśnie pracusiów do refleksji o tym co w życiu jest najważniejsze.

        • Kali

          Najważniejsze jest po pierwsze to, aby być samowystarczalnym. Posiadanie własnych zarobków jest gwarancją na niezależność finansową.

      • Pola B-a

        Weź zluzuj z pracą jak sam utrzymujesz rodzinę i nie masz perspektyw na lepszy zarobek.

        • Miaucoon

          Jak sam utrzymujesz, to nie odwozisz samochodem dzieci do żłobka.

    • Rafal Pruszyn-ski

      Masz dzieci? Rodzic nie ma prawa zapomniec o dzieciaku wiec nawet nie probuj usprawiedliwiac tego ojca. Ani siebie. O szmince mozna, o dziecku nie, kolezanko feministko.

      • Katarzyna Monkiewicz

        mam dziecko, jestem pracującą mamą. Nigdy feministką nie byłam.

  • Anna Kasprzyk

    ! Właśnie o tym rozmawiamy w kuchni z mężem
    łapiąc łyk kawy. Nie odpowiadam na głupawe komentarze w stylu „ile
    jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby rodzice nauczyli się
    odpowiedzialności”. Michał, dziękuję za ten tekst. Bardzo, bardzo
    dziękuję:)

  • Miaucoon

    Pozwolę się nie zgodzić co do konkluzji. Różne rzeczy mi się zdarza, zdarzyło mi się nie zamknąć drzwi odprowadzając małego do przedszkola i to nawet nie na klucz, ale na klamkę, zostawiłem tylko przymknięte, na szczęście mamy małą klatkę i psa. Zdarza mi się jechać na pamięć i pojechać nie tam gdzie trzeba, ale są pewne granice roztrzepania, ich przekroczenie jak widać prowadzi do nieszczęścia.
    On to dziecko wsadził do samochodu, on potem z tego samochodu zapewne wyjmował teczkę, plecak, czy inną torbę z którą do roboty przyjechał, czy choćby marynarkę jeśli to jakiś korpoludek. Nie jestem w stanie tego pojąć jak można być tak, nawet trudno to nazwać, aby mając po drodze tyle możliwości przypomnienia sobie o dziecku, tego nie zrobić.

    Nie zamierzam go oskarżać, bo to nie ma sensu, ja na jego miejscu pewnie bym już dyndał gdzieś pod sufitem, ale nie pojmuję jak można doprowadzić do takiej tragedii, jak trzeba zapieprzać za tą kasą, aby coś takiego wykonać. Jest oczywiście jeszcze druga możliwość, gość po prostu taki jest, ale wtedy lepiej dla wszystkich, aby się już nie rozmnażał.

    • JJ

      O Tobie jest ten artykuł. Wydajesz wyrok – zapieprzał za kasą.
      A może był chory? Może drugie dziecko było chore i nie spał 2 dni? Może miał szefa psychopatę i bardzo się stresował?
      Korpoludek – tak, na pewno w elektrowni w Rybniku. I oczywiście wiesz, że wyjmował torbę. Ba, zapewne jeszcze popatrzył na córkę i na pewno udawał, że jej nie widzi.
      Polecam książkę Siła nawyku.

      • Miaucoon

        A może zrobił to specjalnie, oczywiście skoro tak wszystko rozkminiasz bierzesz i taką możliwość pod uwagę? W końcu „mama Madzi” przetarła już szlaki. Nie miał prawa tego zrobić i nie można tego usprawiedliwiać, bo to nikomu nie ma prawa się zdarzyć.

  • Dariusz Kieda

    Przychylam się do opinii tego allegrowicza. Mną wstrząsnęło naprawdę, gdy zrozumiałem, że mnie to też mogło się zdarzyć, po prostu – mogłoby

  • Nic dodać, nic ująć… pierwsza moja myśl po pierwszych informacjach w mediach „Jak można?”, po chwili zastanowienia … „można”.

  • Rafal Pruszyn-ski

    Dzieko to nie pies. Nigdy mi sie nie zdarzylo zapomniec w samochodzie dzieci.

    • Pola B-a

      Jak popełni samobójstwo będziesz ustatysfakcjonowany? Boże, chroń mnie przed takimi ludźmi.

      • Rafal Pruszyn-ski

        Bede.

        • justa

          dobre dobre ; ) godne pożałowania. Kup sobie jeszcze szampana i triumfalnie wystrzel korek, mam nadzieje, że trafi Cię w głowę i wybije z głowy, to co napisałeś. To naprawdę bardzo smutne.

          • Rafal Pruszyn-ski

            Dobry pomysl nawet

    • Anatomia

      To psa można zostawić w aucie? Ciekawe podejście.

    • Kali

      Pies to taka sama żywa i czująca istota jak dziecko, hipokryto.

  • Dobrze, że jest tak głośno o całej sprawie – jestem przekonana, że wielu rodziców dotąd nie było świadomych, jak szybko mogą zajść zmiany w mózgu dziecka pozostawionego w upale w samochodzie, niekoniecznie na cały dzień, a np. tylko na czas zakupów w supermarkecie.

  • Tomek Banasik

    „Ojciec dziecka po prostu nie odwiózł go do przedszkola” – sorry, ale to jest bezczelne relatywizowanie winy. W ten sam sposób możnaby napisać usprawiedliwienie na wszystko, np. „On po prostu zapomniał, że nie wsiada się za kółko po alkoholu”, albo „On po prostu w ataku furii zatłukł żonę na śmierć”. Nie ma „po prostu”. Facet z nieprawdopodobnej głupoty zabił własne dziecko, to jest fakt, nic tego nie tłumaczy. I piszę to jako ojciec dwójki dzieci.

  • Czekałam, aż o tym napiszesz 🙂 I byłam pewna, że jeśli to zrobisz, to będzie to rozsądne i bez paranoi, jaka zapanowała w sieci.

  • Projekt Londyn

    Trochę pokory wobec życia wystarczy, prawda?

  • Agnieszka

    A mnie dziwi coś zupełnie innego. Ojciec zagoniony zostawił dziecko w samochodzie. OK, jak już tu wspomniano wiele razy, jakimś cudem, ale mogło się wydarzyć. Moje pytanie jest inne. Skoro ten samochód stał w słońcu, to raczej gdzieś na parkingu. Czy nikt nie przechodził obok przez te wszystkie godziny? Czy nikt nie widział, nie słyszał dziecka? Czy to dziecko się nie przemieszczało? W końcu to kilkulatek, a nie niemowlak który leży, zaśnie i się nie porusza. Mam dwójkę dzieci i żadno z nich nie usiedzi spokojnie, również w samochodzie, a odpięcie się nie stanowi problemu dla żadnego z nich. Na ojcu dziecka wiesza się wszystkie psy, ale czy naprawdę nikt nie widział tego dziecka przez tyle godzin? Nikogo nie zaniepokoił fakt, że jest samo w samochodzie- nawet jeśli wyglądało jakby spało? Rybnik w końcu nie jest maleńką wioską? Może należałoby obudzić znieczulice ludzką, a nie osądzać ojca?

    • Jana

      Parking pod elektrownią czy innym miejscem pracy – nie, nikt nie przechodził. Rano pracownicy wysiedli z aut, poszli do pracy. Wyszli jak się praca skończyła, wszyscy równo po 8 godzinach. To raz, a dwa – jak idziesz po parkingu to zaglądasz do każdego auta? Sprawdzasz, co na tylnym siedzeniu?

    • DawidJedruszczak

      Ruch na przyzakładowych parkingach jest tylko w porze wejścia / zejścia zmiany. 6:00, 14:00, 22:00

  • Kużdo

    Jakimś cudem zdołałem dotrwać do 8 akapitu (8-go już nie czytałem). Będąc rodzicem, automatycznie stajemy się odpowiedzialni za niepełnoletnie dziecko. Jeżeli doszło do takiego tragicznego wypadku, to wiadomo, że ojciec będzie cierpiał do końca życia, ale to nie umniejsza jego winy. Zrobił to nieumyślnie – ok, mogło się zdarzyć, ale nadal to jest jego wina i nadal trzeba być idiotą by ZAPOMNIEĆ O WŁASNYM DZIECKU. To nie jest zabawka, przedmiot, telefon, którego można zapomnieć, tylko żywa istota. Dla mnie tłumaczenia, że zapomniał się i zrobił to nieumyślnie nie mają znaczenia – nadal jest winny, choć wiadomo, że w mniejszym stopniu niż Ci, którzy zostawiają dzieci świadomie.

    • @Kużdo, ale artykuł nie jest o tym czy ojciec jest idiotą czy nie, bo zapomniał o dziecku – tylko o reakcji internautów

      • Kużdo

        Reakcja internautów jest jak najbardziej prawidłowa. To jest chora sytuacja by zapomnieć o swoim dziecku. Koniec kropka. Tu nie ma gadania, że umyślnie lub nie. Albo jest się odpowiedzialnym, albo się nie jest. I reakcja internetu jest jak najbardziej zdrowa. Po drugie, w poście (to nie jest artykuł, artykuł możesz znaleźć w gazecie lub na stronie jakiejś redakcji) jest tyle nawiązań do tego, że ludzie są roztrzepani, zabiegani, etc. że z całego postu zrobił się temat i o internautach i o rodzicach, więc mój post jest jak najbardziej na miejscu. Poza tym, kto tu zawinił? Internauci, przez co trzeba na nich narzekać, że narzekają na rodziców? No chyba nie. Ojciec jest sam sobie winny. Najeżdżanie na internautów, że mają zdrowe podejście do życia jest zarówno śmieszne, jak i żałosne.

        • nigdzie nie napisałem, że to jest „zdrowa” sytuacja, bo czywiście, że nie jest… jednak, póki co trzeba czekać co ustali prokuratura, wiadomo dwie rzeczy: nie żyje dziecko, ojciec zapomniał – ale dlaczego? to chciałbym wiedzieć, nie obchodzi mnie czy jest idiotą czy nie… bo nie mi to oceniać.
          Gdzie jest granica pomiędzy byciem odpowiedzialnym lub nieodpowiedzialnym? Pamiętam jedną sytuację, gdy mój mały uczył się chodzić… stałem nad nim, można powiedzieć trzymałem go, ułamek sekundy i młody łeży… oko zakrwawione… nie zdążyłem go złapać… nocny rajd po szpitalach (temat rzeka)… szczęśliwie nic się nie stało – tylko porządne otarcie skóry… no nie zdążyłem go złapać, czy jestem nieodpowiedzialny?
          Dzięki za poprawienie artykułu na post 🙂
          Pod rozwagę: „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”…

          • Kużdo

            To są dwie różne sytuacje. I na pewno pozostawienie dziecka w upale, które sami czujemy w aucie nie jest odpowiedzialną rzeczą. A to, że dziecko upadło? Zdarza się, ale Ty miałeś na to tylko i wyłącznie pośredni wpływ. W przypadku pozostawienia dziecka w aucie, to tylko i wyłącznie Twoja wina, ono tam nie zostało z własnej woli. Przy upadku, dziecko chciało uczyć się chodzić, więc jest to normalne. Nieodpowiedzialny byłbyś, gdybyś nie zareagował na ten upadek.

            PS. Nie oceniam tutaj Twojej sytuacji czy coś, tylko odnoszę się do przykładów – żeby nie było 😉

        • justa

          Ciężko się dyskutuje z osobą, która nie chce dyskutować.

          • Kużdo

            Jakoś kolega Kyrios nie miał problemu z rozmową. Żeby rozmawiać, trzeba mieć argumenty, a jak nie ma się argumentów, to się pisze takie bezsensowne komentarze jak ten Twój.

  • Marcin Perfuński

    Już to pisałem dzisiaj na Fejsie, ale zostawię też u Ciebie. 🙂
    Mam czwórkę dzieci. Dwójkę codziennie odwożę do przedszkola, towarzyszy nam trzecie dwuletnie (bo lubi odprowadzać starsze), zaś czwarte (noworodek) zostaje w domu z mamą. Scenka z dzisiaj – odwożę wspomnianą dwójkę, a potem w głowie myśl: podjadę zatankować, potem Decathlon, może jeszcze Auchan, przecież jadę sam…
    WTEM!
    Z tylnego siedzenia głos: „Taaatooo. Ja do mamy!”. Damn, przecież mam trzecie dziecko w aucie!
    #truestory

    • Kużdo

      Szczerze, to trzeba być kretynem (sorry, ale taka prawda), by zapomnieć o własnych dzieciach. Posiadasz takie coś jak lusterko wsteczne? Pewnie jest Ci obce, skoro nie zauważasz w nim swoich dzieci. Tłumaczenia, że się zapomniało/myślało się o czymś innym były dobre w szkole. Jesteś ojcem – ciąży na Tobie odpowiedzialność – taka sama jak ta, by nie zrobić krzywdy innym uczestnikom ruchu drogowego. Zapomniało Ci się kiedyś zatrzymać na czerwonym, albo „nie zauważyć” przed sobą auta? Przypuszczam, że nie (choć mogę się mylić), więc tym bardziej nie rozumiem, jak można zapomnieć o WŁASNYCH dzieciach – największym skarbie własnego życia.

      • Marcin Perfuński

        Mój drogi, nigdzie nie napisałem, że „zapomniałem”. Tym samym wszystkie Twoje rozważania od pierwszego zdania poczynając trafiają pod zły adres. 🙂
        PS: Da się toczyć dyskusję bez epitetów. Naprawdę!

        • Kużdo

          „a potem w głowie myśl: podjadę zatankować, potem Decathlon, może jeszcze Auchan, przecież jadę sam…” – niee, wcale nie zapomniałeś „mój drogi kolego”. Po prostu dziecko jest nie ważne, skoro „jedziesz sam”, tak jakby go nie było. Wiesz, że to jest idiotyczne tłumaczenie swoich błędów?
          PS. Dyskusję toczę bez epitetów, ale nazywam rzeczy po imieniu. Dla mnie nie ma innego odpowiedniego określenia, na takie przypadki.

          • Marcin Perfuński

            Powyższe myśli o tym, co jeszcze zrobię, trwały 3 sekundy.
            Dyskusja na ten temat już dobrych kilka minut. Zbyt długo. 🙂
            Nie usprawiedliwiam sprawcy czynu, od którego zaczęła się cała ta socialmediowa wymiana myśli. Po prostu zgadzam się z Michałem, że pojawiają się czasami takie dziury w głowie jakby dziecka z tyłu auta nie było. Ale to są sekundy, nigdy minuty, a przenigdy takie sytuacje, żeby dziecko zostało w aucie samo.
            Chyba nie to nazywasz błędem?

          • Kużdo

            Jak najbardziej. Nie wyobrażam sobie zapomnieć o własnym dziecku – gdziekolwiek, kiedykolwiek. Gdyby nie dało o sobie znać, to raczej ta chwila trwałaby już dłużej, prawda? Dla mnie to jest błąd – nie tak poważny jak ten wypadek, ale nadal jest to błąd. Mówisz o sekundach zapomnienia się, a zdajesz sobie sprawę co sekundy zapomnienia się przed kierownicą potrafią wyczynić? Jeżeli ktoś jest zdrowy, normalny, etc. i nie zdarza mu się zapomnieć prowadząc auto, to jak może zapomnieć o dziecku? Tym bardziej prowadząc auto… Jak dla mnie to możemy skończyć temat, bo będziemy schodzić do coraz to mniejszych problemów, ale to niczego nie zmieni. Każdy z nas będzie miał swoje zdanie. Według mnie dziecko powinno być dla każdego najważniejszą rzeczą na świecie i prędzej ludzie powinni zapominać o innych rzeczach, niż o dzieciach.

          • Marcin Perfuński

            Masz rację, zakończmy dyskusję. Daj znać jak gdzieś, kiedyś, w najmniej spodziewanych okolicznościach, na pół sekundy lub dłużej zapomnisz o dziecku: w aucie, na podwórku, w przedszkolu, szkole – anywhere. Taka sytuacja naprawdę może się zdarzyć.

            Pozdrawiam. 🙂

          • Kużdo

            Taka sytuacja nie może się zdarzyć. Nigdy.

            Jeżeli z góry zakładasz, że taka sytuacja może się zdarzyć, to załóż od razu, że może się zdarzyć taka sytuacja, w której Twoje dziecko zostanie porwane przez pedofila i wywiezione za granicę – „bo może się zdarzyć”.
            Ja wychodzę z założenia, że nie mogę dopuścić do tego, by wydarzyło się coś złego. Nie mogę i kropka. A jeżeli zakładam, że mogę popełnić błąd, tak jak Ty to zakładasz, bo Twoje zdanie to nic innego jak przyznanie się do możliwości popełnienia błędu, to nie biorę odpowiedzialności na siebie za czyjeś życie. EOT.

            Pozdrawiam.

          • Marcin Perfuński

            Ech…
            EOT

          • Rafał Kujawiak

            Żebyś się nie zdziwił, życie pisze różne scenariusze. Nie myli się tylko ten co nic nie robi.

          • justa

            Kolego z góry, Ty tak serio? Jesteś wobec siebie bardzo surowy, to będzie dla Ciebie ogromny szok, jeżeli kiedykolwiek odwrócisz wzrok na sekundę i dziecko przewróci się, potknie na krawężniku i zwichnie kostkę, bo Ty akurat zapatrzyłeś się na coś innego. Mam tylko nadzieje, że WYBACZYSZ SOBIE TEN NIEWYBACZALNY I NIEWYSTĘPOWALNY GRZECH! Nie wydaje mi się, że powinieneś oceniać kto nadaje się do bycia rodzicem, a kto nie. Możesz się kiedyś bardzo zdziwić.

          • Kużdo

            Przeczytaj proszę moją wypowiedź niżej: http://michal-gorecki.pl/2014/06/ja-tez-zapomnialem-o-dziecku/#comment-1431946198

            Nie chodzi mi w tym wszystkim o jakieś potknięcie, czy przewrócenie się dziecka, bo na to masz tylko pośredni wpływ. Chodzi mi tylko i wyłącznie o przypadki, gdy wina leży ewidentnie po Twojej stronie, tj. zapomniałeś o dziecku w aucie, w windzie, w sklepie czy gdziekolwiek indziej. To, że dziecko się przewróci i zedrze sobie kolano czy zwichnie kostkę – zdarza się, nie możesz mieć wpływu na wszystko, bo to dziecko szło i się potknęło… Ale masz wpływ na to jak TY się zachowujesz i tylko i wyłącznie o to się rozchodzi. TY nie masz prawa zapomnieć o dziecku, ale dziecko ma prawo się wywrócić. Zrozumcie to ludzie w końcu…

          • Olof

            „Ja wychodzę z założenia, że nie mogę dopuścić do tego, by wydarzyło się coś złego. Nie mogę i kropka.”

            A kiedy się coś stanie… to świat się zapada? Współczuję chłopie życia z taka filozofią.

          • Kużdo

            Jeżeli dla Ciebie śmierć dziecka jest niczym strasznym, to gratuluje podejścia do życia.

          • Kali

            Życie dziecka, to życie drugiej jednostki, a nie własne.

          • Laura

            dziura w głowie? ugotowanie dziecka!!! dziwne to i niewyobrażalne

          • Kali

            A np. ugotowanie zwierzaka, to już ma być ok ??

      • Lukasz

        Lusterko wsteczne służy to patrzenia przez tylną szybę, a nie na kanapę, „kierowco”!

        • Kużdo

          Wow, dzięki za uświadomienie mnie, bo całe życie żyłem w błędzie…

      • Sylwia

        Sory ale chyba nie masz własnych dzieci i auta skoro twierdzisz że w wstecznym lusterku widać dziecko otóż się grubo mylisz mam córeczkę jeżdżę z nią dzień w dzień i uwierz mi nie widać jej w wstecznym

        lusterku. wsteczne lusterko ma się skierowane na tylną szybę a nie na fotelik dziecięcy… trochę wyrozumiałości ten człowiek cierpi…

        • Kużdo

          Niech cierpi, bo to tylko i wyłącznie jego własna wina, nikt inny tutaj nie zawinił. Ja nigdzie nie napisałem, że lusterko ma być skierowane na dziecko, stwierdziłem tylko, że można w nim znaleźć swoje dziecko. Poza tym, skoro jest się taką kaleką i łamagą, że nie zauważa się dziecka z tyłu auta, to trzeba sobie zostawiać swoją teczkę z tyłu auta i po kłopocie, bo zawsze się je zauważy. Co nie zmienia faktu, że nie powinno się mieć praw do dzieci, skoro się o nich zapomina.

        • Miaucoon

          Jak masz g…niane lusterko to i nie widzisz, ja w swoim widzę i to co powinienem i syna na tylnej kanapie i to co po prawej stronie auta w martwej strefie.

      • Taida

        Lusterko wsteczne jest od kontrolowania tego, co się dzieje na drodze, jeśli widzisz w nim fotele pasażerów z tyłu to masz je nieprawidłowo ustawione.

        • Miaucoon

          Bzdura.

        • Kużdo

          Oddaj prawo jazdy najbliższej placówce Policji, bo jest Ci zbędne. Widzę, że obrońcy ojca mają problemy z logicznym myśleniem. Lusterko wsteczne wskazuje mi to co jest za autem, ale również kto siedzi na tylnych siedzeniach. Przy odpowiednim ułożeniu głowy, widziałbym też co leży na tych tylnych siedzeniach. Zacznijcie logicznie myśleć, a nie udzielacie bzdurnych odpowiedzi szukając tylko luki w moich wypowiedziach.

  • Maciej Szlachta

    Nie wierzę w to co czytam :). Chyba sobie żartujesz drogi autorze? I niepotrzebnie mieszasz dwie sprawy – to że jest to tragedia dla ojca i całej rodziny nie ulega najmniejszej wątpliwości. A to, że zostawił dziecko w samochodzie to druga rzecz i jak najbardziej zasługująca na potępienie. Czy zrobił to umyślnie czy też nie. Logiczny wniosek jest taki, że człowiek tego pokroju nie powinien mieć dziecka. Analogicznie, jeżeli nie potrafię się skupić na jeździe i nieumyślnie zabiję pieszego, to raczej też nie powinienem mieć prawa jazdy ;). Życie niestety nie polega na tym, żeby rozgrzeszać wszystkie czyny.

    • Ala

      nie polega też na tym, aby każdego skazywać i z góry potępiać, piszesz tak jakby wszystko dla Ciebie było czarne albo białe, są też szarości pomiędzy
      oceniasz bardzo brutalnie

  • Wiktoria Szczepańska

    Zgadzam się, że można zapomnieć… wyjść z domu, zamknąć drzwi i na schodach przypomnieć sobie: „Jesou młoda!”. Zgadzam się, ze można nie skręcić pod przedszkole i pojechać dalej, bo myślami było się już w pracy; można też wysiąść pod sklepem z auta i w połowie drogi złapać się na myśli: czegoś zapomniałam… Ale to chwile zapomnienia, a nie kilkugodzinna amnezja. Nie ma usprawiedliwienia. Po prostu zwyczajnie nie ma. I nie można tego porównywać z roztrzepaniem. Bo gdyby ten pan z roztrzepania nie założył do pracy spodni, to zorientowałby się pewnie szybciej niż te 8 h. Jestem mamą. Moja córka ma 3 lata, pracuje, jestem zabiegana i nie ogarniam tego umysłem.

  • Jana

    Zapomniałam odebrać dziecko ze szkoły. Pracowałam w tym samym budynku. Raz młodego odbierałam ja, raz moja mama, to się zmieniało w zależności od sytuacji. Pewnego dnia wróciłam do domu i odkryłam, że dziecko miałam odebrać ja. Przez całą drogę (pieszo 20 minut) nie błysnęła mi nawet myśl. I nie, nie jestem roztrzepana ani nieodpowiedzialna. A jednak… Sytuacja zabawna i niegroźna, ale fakt jest faktem – zapomniałam.
    Do wszystkich zarzekających się, że ach, och, oni nigdy, przenigdy, dziecko najważniejsze – zarzekajcie się… do pierwszego razu. Może nie nastąpi on nigdy, a może będzie sytuacja, że raz dziecko wiezie partner/ka, raz Wy, dziecko zaśnie i zapomnicie, że ono jest w aucie. Obyście sobie zawsze przypomnieli w momencie zamykania drzwi. Oby.

    • Olof

      Na pamięć to polecam liczyć sobie rzeczy do zrobienia i zapamietac ta liczbe. Pozniej kiedy sie juz bedzie te rzeczy robic to jesli sie nie doliczy do zapamietanej liczby, to sie wie, że napewno się czegos zapomnialo. Mimo wszystko czasami mozna zapomniec o czym sie zapomnialo ale to sie rzadko zdarza.

      A co do sytuacji tego faceta… Stało się i tyle! Patrzeć i nie oceniać – bardzo wartosciowa dewiza. Tylko dziecka szkoda…

  • Adrian

    przestań publikować takie idiotyczne artykuły, jeśli jesteś roztrzepany to znaczy, że nie powinieneś mieć dziecka jak psa spod sklepu zapominasz zabrać, daj mi spokój nie wiem kogo Ty próbujesz usprawiedliwić, żałosne

  • DawidJedruszczak

    Zawozimy z żoną młodego do przedszkola na zmianę. I kiedyś przejechałem koło przedszkola z dzieckiem na tylnym siedzeniu. Młody się coś odezwał – przypomniał o sobie i zawróciliśmy. Pewnie by się odezwał później. Pewnie bym go zauważył wysiadając. Pewnie by mi się przypomniało w tym bądź innym momencie. Fajnie sobie myśleć, że na pewno tak.

    • Kużdo

      Co do PS. to nie chodzi o upewnianie siebie samego, że jestem tak zajebiście idealny, że jak twierdzę, że nie zapomniałbym, to nie zapomniałem. Chodzi o to, by pamiętać o tym co się robi i jeżeli brałem dziecko, to pamiętam o tym, że je brałem.

  • bo najłatwiej jest osądzać…

  • cammelie.com

    Ojciec zapomniał o córce i ugotował dziecko w samochodzie. Wolę oglądać „Piłę” bo to film, ale tu mamy real life niestety. Jedni bluzgają, inni próbują wykazać dziennikarski (sic ?!) obiektywizm, jeszcze inni wyciągają na światło dzienne kwestie feministki vs. matki niepracujące…itd. Do k… nędzy. Dziecko umarło. W samochodzie. Bo ojciec je zapomniał. Dla ojca ratunku nie ma. Dla matki też nie. Cała rodzina jest już pogrzebana żywcem. Taki koszmar na jawie. Chcesz się obudzić ale to nie działa.
    Mam dwoje dzieci. Kocham je nad życie. To jest mój sens wszystkiego. Moja nieśmiertelność i wszechświat. I nagle czytam coś coś tak niewyobrażalnego. Okazuje się, że takich historii jest więcej. Tu i tam ktoś również zapomniał dziecko. W samochodzie. W centrum handlowym. Zostawił, poszedł na zakupy, do pracy. Ma dziecko, bo inni mają, bo taka moda, bo wpadka, bo coś tam. Ono jest, ale sens jest gdzie indziej. W banku, w nowej plazmie, w karcie kredytowej, w szybciej, w więcej. W NICZYM. Jak to było ? Uczmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą ? …

    • Monika

      Czytając Was mam wrażenie że nie ma tu nikogo ze zdrowym podejściem do życia. Zdrowym, czyli w moim mniemaniu, odpowiedzialnym ale i świadomym własnych niedoskonałości. Nie narzucającym sobie niewykonalnego wręcz rygoru, ale i dla odmiany bez podejścia w stylu „to nic, zrobię sobie nowe dziecko”. Zmarło dziecko, to wielka tragedia. Ja również zadaję sobie pytanie, jak to w ogóle mogło się wydarzyć… Jestem matką dwójki dzieci, czasem mam dość serdecznie, czasem niemal zasypiam na stojąco. Nie mniej jednak, bedąc matką mam zakodowane gdzieś tam w głowie głęboko że garnków z wrzątkiem nie stawia się w zasięgu rąk dziecka( mimo że dzieci są już dośc duże i same wiedzą że nie pcha sie w gary, odruch jednak pozostał), że pasy w aucie każdy musi mieć bezwarunkowo zapięte itd. Bez względu na poziom zmęczenia czy stresu, pewne rzeczy robi się już automatycznie, nie myśląc o nich nawet. Dlatego nie rozumiem jak to mogło się stać. Chyba nawet nie chcę sobie tego próbować wyobrazić. Wiem jednak, że osądy typu „jak ktoś zapomina zatrzymywać sie na czerwonym świetle nie powinien mieć prawa jazdy, a ktoś kto zapomina o dziecku, nie powinien go mieć” są zupełnie bez sensu. Dlaczego? Na przykład dlatego, że idziesz na prawo jazdy, nie wiedząc jeszcze jakim będziesz kierowcą, decydujesz się na dziecko, w przekoniu, ze nie powtórzysz błędów rodziców, sąsiadów itp. Ty bedziesz tym rodzicem idealnym a Twoje dziecko bedzie miało super szczęśliwe dzieciństwo. Życie jednak pisze inne scenariusze, których nie przewidzisz 10 lat wcześniej kiedy idziesz na prawko, czy decydujesz na dziecko. Żeby nie było, nie porównuję rozbitego samochodu do śmierci dziecka, jedynie kontynuuję Wasze „wywody”. Nie można tez pisać „teraz zarobione pieniądze wyda na pogrzeb i paczki do więzienia”. Oczywiście, trzeba mieć zdrowy system wartości i wszystko poukładane w odpowiedniej kolejnosci ale pracować też niestety trzeba. Chyba że wszyscy spędzimy życie na socjalnych zasiłkach, tylko kto na te zasiłki bedzie pracował? Emeryci? bo przecież oni już nie muszą troszczyć się o dzieci, więc mogą spokojnie zasuwać po 12h 😉 Nikt nie poczeka na zapłatę naszych rachunków, nikt nie da jeść naszym dzieciom, nikt ich nie ubierze. I równie bez sensu jest komentowanie w stylu „jak sam utrzymuje to nie ma samochodu”, a może to jakiś stary rozpadający sie gruchot? a może kupił samochód kiedy jeszcze pracowali we dwójkę, a może mieszka daleko od miejsca pracy i bez auta zwyczajnie nie dojedzie na czas?
      Krytykujecie ojca za pogoń za pieniędzmi a wystarczy zmienić stronę i można poczytać o „leniach, którym się pracowac nie chce i przez to ich dzieci są „zabiedzone”- czyt nie mają xboxa i chodza w zwykłych trampkach a nie firmowych adidasach”. To co naprawdę przeraża to fakt, że cokolwiek by nie zrobić, zawsze ktoś obrzuci nas błotem. Bez wzg an to czy opiekę nad dziećmi postawić nad pracę, czy chęć zapewnienia im tego co najlepsze zabierze nam czas który można by spędzieć z nimi. 90 proc z nas w pewnym sesie goni za pieniądzem i tego nie widzi, dopiero w obliczu czyjegoś nieszczęscia otwierają nam się oczy, szkoda tylko że nie na swoje życie i własne błędy. Ludziska, żyjmy, uczmy sie na błędach innych, pomagajmy sobie wzajemnie i miejmy oczy otwarte, wtedy takich tragedii będzie mniej.

      • cammelie.com

        Cokolwiek nie zostałoby w tej sprawie powiedziane, napisane, osądzone czy wykrzyczane nie cofnie to czasu. Jakkolwiek by pisać o ojcu tej dziewczynki, dobrze, źle, z politowaniem, ze współczuciem czy wstrętem nie przywróci to dziecka do życia ani nie pozwoli temu człowiekowi w jakikolwiek sposób odzyskać jego życia. Bo je bezpowrotnie stracił. Tu nie ma powrotu, bo do czego ? Do kogo ? Nawet w łeb sobie strzelić nie można bo jaka pewność co czeka po drugiej stronie i czy nie będzie gorzej od tego co tutaj ? Morał chyba tylko taki, że masz czasem człowieku coś w życiu za co Master Card nie zapłacisz. I pilnuj tego. Nade wszystko.

        • Monika

          Zgadzam się. Z tym jednym drobnym zastrzeżeniem że pilnując ponad miarę, chroniąc przed wszelkim złem, również skrzywdzisz a o złoty środek ciężko jest cholernie.

          • cammelie.com

            Pilnuj – nie w sensie budowy szklanych kloszy ale zwyczajnego życia. Dom, rodzina, troska, dbałość o to co ważne. Po prostu. Dziecko jest najcenniejsze. Biologia, tradycja, zwyczajny atawizm, prawo krwi, miłość. Pewnie wszystko razem sprawia, że najpierw myślę o tym co cenne, a potem reszta. Inaczej reszta traci sens, jakkolwiek by to tłumaczyć …

  • Najbardziej mnie wkurza rzucane hasło „należało mu się”… no żesz… czy kiedykolwiek, komukolwiek i za cokolwiek należałaby się śmierć dziecka?
    Moim zdaniem tego dnia umarła nie tylko ta dziewczynka, ale umarł też ojciec. Ja bym umarła wewnętrznie, być może też fizycznie, bo to za wiele dla rodzica.

  • mila

    Pomimo całego poruszenia sprawą, rozdźwięku w mediach, w internecie, uważam osobiście, że to nie jest moja sprawa. Moją sprawą jest to, żebym ja sama do takiej sytuacji nie dopuściła. Moją sprawą jest to, że jak zobaczę kiedyś dziecko/psa w samochodzie – żeby zareagować.
    Moją sprawą nie jest oceniać.
    Powinniśmy się uczyć na tych dramatycznych błędach.
    A teraz tak.. połowa z Was, która tutaj tak bardzo „mądrze”, „sprawiedliwie” podeszła do sprawy, ciekawe czy dostrzega wokół cierpienie. Najłatwiej jest rzucić kamień.
    Oburza Was ta sprawa? Rozejrzyjcie się wokół siebie. Długo szukać nie będziecie. Może czyjś dramat jest tak blisko, a Wy tego nie dostrzegacie bo wolicie marnować czas na jałowe dyskusje i osądy ?
    Proponuję po prostu pomyśleć(słowa kieruję do „sprawiedliwych”) czy ta sprawa Was dotyczy? Pewnie część z Was odpowiedziałoby, że tak – bo przecież trzeba zwrócić uwagę na problem. Jest wiele instytucji, które pozwolą Wam działać przeciwko złu.
    Myślę jak przeciętny, grzeszny człowiek – jakie mam prawo do osądzania? Wyobraźcie sobie w tej chwili dramat ojca, mamy, całej rodziny. Jedna tragedia rodzi kolejne.
    Nie mnóżcie ich jeszcze bardziej – już i tak jest za dużo cierpienia.

  • Aneta

    Wiecie co a ja uważam, że wszyscy, którzy piszą takie artykuły jak powyżej napędzają tą spiralę nie nawiści bo dają możliwość wypowiadania się i jest to zachęta do dyskusji, więc pisząc takie postulaty niech każdy autor przestanie być hipokrytą!

    Po drugie nikt nie ma prawa osądzać tego człowieka prócz jego samego, rodziny i osób badających sprawę.

    Po trzecie niech się wszyscy, którzy tłumaczą tego Pana zastanowią jak można robić wymówki w stylu „bo natłok myśli, spraw, wyścig szczurów”. Kurde jesteśmy dorośli i to nas odróżnia od dzieci, że mamy być odpowiedzialni i odpowiadamy za nie. Ponoć myślenie odróżnia nas również od zwierząt. Takimi wymówkami można tłumaczyć rodzica-nastolatka, który nie jest przygotowany do życia (bo tam to jest lincz!) a nie dorosłego faceta.

    Bądźmy poważni i nie piszmy takich rzeczy.
    Ten człowiek sam się musi rozliczyć ale nic go nie usprawiedliwia!

  • Mariusz Tkaczyk

    W tej całej tragedii szkoda tak samo zmarłego dziecka jak i tego ojca… Wyobrazam sobie jak się czuje z myślą ze zabił własne dziecko, które na pewno było jego wielkim szczęściem. Współczuję jemu i jego żonie.

  • Alenda

    Ja też sobie nie wyobrażam jak można zapomnieć o dziecku, ale nie wyobrażam sobie co czuje ten człowiek. To nie było morderstwo z premedytacją, tylko nieumyślne zabójstwo, o którym do końca życia nie zapomni. I na pewno nie dadzą mu zapomnieć bliscy…

  • celth leeon

    Kolego. Czuję się, jakbym ja to napisał.

  • Łukasz

    Pisze jako rodzic i nie wyobrażam sobie tego w żaden sposób co się stało. I tłumaczenie typu, ze pogon za pieniądzem i i ogólnie zapieprz
    rano to Panie autorze jeśli jesteś rodzicem i tak pilnujesz swoje dzieci
    z głowa gdzieś indziej to współczuje.
    Nie ma nic ważniejszego od bezpieczeństwa dziecka i nic nie tłumaczy tego Pana który „nieumyślnie” to spowodował.

    • Maugorzata

      jaka pogoń za pieniądzem? Tobie kasa na utrzymanie spada z nieba czy jak? Czy karmisz dzieci miłością i oddaniem?
      Praca jest środkiem do tego, żeby zapewnić dzieciom podstawowe potrzeby. Praca jest okazywaniem troski o rodzinę.
      Dodatkowo, przypomnę, że zmęczonym można być nie tylko pracą. Jeśli nigdy nie byłeś zmęczony, to winszuję, ale przestań osądzać człowieka. Tak, to takie proste.

      • Łukasz

        Kase na utrzymanie zarabiam i często jestem zmęczony, ale co najwyżej nie wyjdę z synem na spacer z powodu zmęczenia. Wyraziłem swoją opinię i nie przyjmuje do wiadomości takiego tłumaczenia i jakkolwiek by nie było to rodzinę stawiam na pierwszym miejscu bo wole rodzinę w komplecie niż zadowolonego szefa.

  • Michal Zielinski

    Ludzie dzielą się na tych którzy są świadomi błędów które popełniają lub mogą popełnić i tych bezkrytycznych wobec siebie. Ci pierwsi patrzą na sytuację „kurna, a jak by mi się to zdarzyło”, i mają co rozkminiać, i mają nad czym pracować. Ci drudzy „mi się nie zdarzy, ja jestem idealny, jestem super rodzicem, nie popełniam błędów itp” i pozostają tacy jacy byli. A błędy popełniają wszyscy i jedni i drudzy. Obstawiam, że ci pierwsi jednak rzadziej.

  • Nina Grzegorz Marczak

    Dziekuje za kazde slowo!!!! Piekna prawda.Mozemy sie uczyc od tego Pana szacunku,zrozumienia,cierpliwosci…Samajestem Mama dwoch coreczek….slyszac o tej tragedii powiedzialam:Biedna dziewczynka i rodzice.Nie osądzalam Ojca tylko poszlam do pokoju i sie modlilam za to dziecko i jej rodzine.A hasla typu :JA BYM TEGO NAPEWNO NIE ZROBIL,NIE ZROBILA….NA SAM DZWIĘK TYCH SLOW RZYGAC SIE CHCE….BO KAZDEMU SIE MOZE TO ZDARZYC….DZIEKUJE ZA TO CO PAN NAPISAL….

    • KOBIETA

      Nie, to się nie może zdarzyć, to się samo – bez udziału dorosłych nie zdarza. Dzieci powinni planować i płodzić tylko dorośli ludzie z ogromnym poczuciem odpowiedzialności i inteligentni, czyli z dużą wyobraźnią. Tylko nieudolni rodzice

      próbują się tłumaczyć i nie poczuwają się do tej odpowiedzialności KROPKA

  • KOBIETA

    Czy zrobił to umyślnie, czy nieumyślnie, nie ma sensu dywagować, bo i tak do tego nie dojdziesz. Prawdę zna tylko on. I mimo, że nie chce się wierzyć, że ktokolwiek mógłby być takim zwyrodnialcem, aby świadomie i z premedytacją doprowadzić do śmierci własnego dziecka, to nie można z niezachwianą pewnością wykluczyć, że tak było, bo nie siedzisz w jego głowie. Zawiódł jako ojciec, zawiódł jako człowiek i nie usprawiedliwiaj go teraz, bo robisz to wyjątkowo nieudolnie. Szczytem bezczelności jest też to, że nazywasz to wypadkiem – bo to nie było zdarzenie losowe, to zdarzenie będące wynikiem bezmyślności i głupoty ojca. Jeśli jest się rodzicem trzeba mieć oczy dookoła głowy i nie wolno nawet na chwilę zapomnieć, że jest się za kogoś odpowiedzialnym – on „zapomniał”, przegrał. Nie rób z niego ofiary, bo ofiarą jest tu to dziecko, jego brat, matka i dalsza rodzina. To są ofiary.

  • joan

    ale właśnie szanowny redaktorze, normalny odpowiedzialny rodzic może zapomnieć o wszystkim to normalne. Natomiast przypomina sobie o tym sowim dziecku po kilku set metrach. Pan „za chwilę ” sobie przypomniał o LIli , po 100 metrach przypomniał o psie. Proszę sobie wyobrazić że przez 8 godzin nie pomyśli o dziecku za które jest odpowiedzialny? Czy to nadal normalne?! Prosze sobie wyobrazić że robi to pana żona, że przez 8 godzin ani na sekunde nie pomyśli o dziecku ( jak pomysli to przeciez tor myśli od razu wróci na parking). Co pan czuję po tym? jak się okazuje że żona przez głupotę ugotowała w męczarniach dziecko w samochodzie? Nadal jest pan taki pełen zrozumienia? pozdraiwam

  • Ewa

    W końcu coś na temat. Znam wielu takich rodziców, którzy na krótszą czy dłuższą chwilę zapomnieli o swoim dziecku. A nawet jeśli komuś się jeszcze nie zdarzyło, to pamiętajcie, że zawsze może być ten pierwszy raz…. I to być może to właśnie ten jeden jedyny raz stał się tak tragiczny w skutkach dla ojca z Rybnika i jego córeczki… Jeśli chcemy znaleźć winnych, to może raczej poszukajmy w Systemie, który napędza ten cholerny wyścig szczurów, że chociażbyśmy chcieli, to nie mamy czasu na to, żeby myśleć o najważniejszym… Bo trzeba zapieprzać na 5 etatów, żeby zapewnić dzieciom godny start w dorosłe życie. A czy ten nieszczęsny ojciec ma iść do więzienia? Po co? Czy to coś zmieni…? O już tam jest… W więzieniu własnego sumienia… My możemy sobie wyobrazić mękę dzieciątka, szok rodziny i ból cierpiącej matki. Ale my o tym zapomnimy za kilka dni, może miesięcy zajęci swoimi sprawami. On będzie to przeżywał każdego dnia na nowo, z taką samą siłą jak czuł to w chwili odnalezienia córeczki. Do końca życia. Więc może dajcie już spokój z tym pluciem na niego………….

  • Ola

    Popieram post z całego serca. Mam córkę i wszystko mi się przewraca na myśl o tej tragedii, jednak też widzę w niej niewyobrażalną pomyłkę, nie winę ojca. Jestem obecnie w ciężkiej sytuacji finansowej i dnie i noce spędzam na tym, żeby z niej wyjść.

    Bywa, że budzę się rano, odprowadzam córkę do żłobka, pracuję, idę po córkę, jemy kolację, bawimy się, kładę ją spać, pracuję przez całą noc, rano odprowadzam córkę do żłobka, pracuję i kładę się spać – w okolicach 16, nieraz po 36 godzinach na nogach, gdy mąż wraca z pracy i zajmuje się córką. Czasami nie da się zwolnić – to nie pogoń za karierą, ale za chlebem powszednim, bo gdybym na moment przystanęła do drzwi zapukałaby opieka społeczna zabierając nam dziecko z powodu ciężkiej sytuacji finansowej. I zdarza mi się – owszem – że po zaprowadzeniu córki do żłobka przez ułamek sekundy przemyka mi myśl „Gdzie ona jest? Czy na pewno ją odprowadziłam?” i nogi zmieniają się w watę. Ten ojciec być może zapomniał o córce, bo nic innego nie robił, tylko o niej myślał. Ogromne wyrazy współczucia, jeżeli kiedykolwiek to przeczyta.

  • Bartek Juszczyk

    Ad meritum – Pan w psychiatryku jest na obserwacji z powodu szoku, a nie trafił tam „bo zwariował”. Co do reszty, przy całej sympatii – szczerej – dla osób, zwłaszcza ojców, którzy próbują go tłumaczyć, gdzieś z tyłu głowy kolebie się przekonanie, że nie, nie można o takiej rzeczy (i osobie) po prostu zapomnieć, jak fotelik, z dzieciaczkiem z tyłu samochodu.

  • by

    no to chyba właśnie jak jesteś roztrzepany, to się ogarnij, a nie
    usprawiedliwiasz sie roztrzepaniem. Właśnie przykład tego bałwana pasuje
    do tych co mają głowę w chmurach i idą na zakupy z psem który siedzi
    potem w samochodzie. Tak samo bezmyślność, a potem tragedia. Człowieku,
    zastanów się, zrobisz tak, a potem: „ach, trudno, przecież jestem
    roztrzepany”? Czy to ma być jakieś usprawiedliwienie?
    Chyba dziecko
    to odpowiedzialność, nie ma miejsca na roztrzepanie. Czy już wszyscy
    zapominają, że życie po prostu jest ciężkie i trzeba być czujnym?
    Wszędzie tylko roszczeniowa postawa: mi się należy, ja muszę być
    pierwszy, mi coś wolno, ale inni to już chamy, oraz przede wszystkim:
    nigdy nic nie jest moją winą? To jest problem!! Przykro mi z powodu
    tragedii, bo wystarczyło zagapienie, a drugiej szansy tym razem nie
    będzie. Ale nie jest winien nikt prócz tego człowieka. Tylko i aż trzeba
    było myśleć! A karę niestety wymierzył sobie sam. Dziecku dostało się
    za nic…

  • Monika

    Panie Michale jest jednak subtelna różnica .Pan zapomniał o dziecku , czy zwierzaku na chwilę .A ten człowiek zostawił dziecko na 8 godzin .Mogło się zdarzyć każdemu rodzicowi .Jednak nikt mi nie wmówi ,że praca ma aż taki wpływ na człowieka ,żeby do tego stopnia się zapomnieć.Nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie co czuł otwierając po dniówce auto z dziewczynką w środku .Mam syna w podobnym wieku .I jest dzieckiem bardzo turystycznym , zaraz po usadowieniu w foteliku dziecka nie ma .ale jakoś tak zerkam często w lusterko ,żeby zobaczyć co robi .Zamykając też drzwi auta sprawdzam , czy szyby zakręcone i czy drzwi pozamykane i jakoś tak ogarniam wnętrze ..mój mąż również tak robi więc to nie kwestia widzenia tematu oczami matki .Współczuję im i to bardzo ale nie umiem jakoś znaleźć usprawiedliwienia dla tego człowieka .Skoro miał takie kłopoty w pracy jak również inni pracownicy to mogli rozwiązać problem poprzez pozew zbiorowy wobec pracodawcy więc to nie jest dla mnie wytłumaczenie .Nie ma sytuacji bez wyjścia a dla tej po prostu nie umiem znaleźć usprawiedliwienia .Być może tak właśnie miało być .Splot nieszczęśliwych okoliczności .Pospiech , stres i ogromny pech ,że nikt nie przechodził przez parking , nikt nie zareagował a rodzic przez długi czas nie był w stanie przypomnieć sobie o dziecku .I bynajmniej nie czuje się średniowieczną baba tylko rodzicem któremu nie mieści się po prostu w głowie możliwość dopuszczenia do takiej sytuacji ..Ja nie byłabym w stanie żyć dalej ze świadomością ,że moje dziecko zmarło w męczarniach z powodu mojej nieodpowiedzialności .

  • Mi przychodzi do głowy jedno… Gdzie tak naprawdę zmierzamy, gdzie się śpieszymy i dlaczego.. Kiedyś moja sąsiadka której zmarł mąż powiedziała mi „ciężko pracował całe życie, jednak to wszystko na nic bo drewniana jesionka nie ma kieszeni”… tak i w takich sytuacjach, zatracamy się pracując w korpo zapominając co jest najważniejsze dla naszych bliskich…dla naszych bliskich ważna jest nasza obecność!!! Nie zapominajmy o tym…

  • Jak to dobrze przeczytać kogoś, kto prawi z sensem. Też się wkurzyłam, zapraszam. Powkurzajmy się razem. http://www.e-mamus.pl/2014/06/kocham-cie-na-zaboj.html

  • lookash

    Zgadzam sięz Tobą. Z tym co tutaj napisałeś. Owszem, można zapomnieć. Nie mam dziecka, ale wyobrażam sobie, że taka sytuacja jest możliwa. Ale problem jest inny. Sam napisałeś, że zapomniałeś, że wieziesz dziecko, ale przypomniałeś sobie ulice dalej. O psie przypomniałeś sobie kilkadziesiąt metrów dalej. Facet zapomniał o dziecku na bite 8 godzin pracy. Nie chce go osądzać bo nie wiem w jakim był stanie, jaką ma pracę, ale jakim cudem, ani razu sobie nie przypomniał, ba nie pomyślał o żonie, dzieciakach, domu. Choćby taki ciąg myśli – ciekawe co na obiad zrobi żona, zjemy razem, razem z dziećmi, dziecko, o kurr… zostawiłem je w aucie! Dla mnie nie do pojęcia, że potrafił siętak kompletnie odciąć myślami i załozyć klapki zwane pracą. Faceci są jednozadaniowi, ale kurka, no nie aż tak.

  • Wielu z nas żyje jak w transie i „zapomina” o tym, co rzeczywiście tworzy nasze życie. Bardzo łatwo jest się oburzać, oceniać – wszystkich dookoła, tylko nie siebie. Najczęściej Ci, którzy głośno krzyczą, bardzo dbają o to, żeby ich własne błędy zostały przypisane innym ludziom. Rzeczywiście warto skupić się na tym, co robimy w danej chwili, żeby nikomu się nic nie stało, ale często ulegamy emocjom, „powinnościom” i ogarniającemu pędowi. To straszne, co się stało i dziecku, i rodzicom. Współczuję.

  • Miaucoon

    Wyzywałeś mnie na FB, a tu masz dowód na to co pisałem. Co prawda inny kontynent, ale sprawa identyczna.
    http://www.fakt.pl/wydarzenia/justin-harris-zostawil-dziecko-w-samochodzie-odpowie-za-zabojstwo,artykuly,470774.html

    Nadal identyfikujesz się z takimi zapominalskimi?

    W przyszłości przemyśl jednak, czy Twoja strona barykady jest naprawdę ta jedynie słuszna, a na drugi raz zalecam więcej obiektywizmu i wyważenia w słowach.