Home   /   Sieć i marketing  /   Wąż w pudełeczku z lajkami
Wąż w pudełeczku z lajkami
Czas czytania: 5 minut (y)

Lajk. Słowo które jest dla nas dziś tak powszednie jak chleb. Fakt, że oceniamy to co jest w internecie jest dla nas tak naturalny, że artykuły bez tego znaczka są dla nas dziwne. Szukamy i szukamy… No właśnie czy wszyscy? Dzisiaj chciałbym troszkę o tym pogadać, ale pozwólcie, że najpierw przytoczę pewną teorię, którą intensywnie głoszę na szkoleniach.

To teoria „1/9/90”. Mówi ona że tylko 1% osób aktywnie tworzy treści w internecie, 9% angażuje się w nie – lajkuje, komentuje, szeruje, a aż 90% po prostu patrzy. Oczywiście jak każda teoria, ta pewnie jest dziurawa i nie mam zupełnie pojęcia czy są to właśnie takie liczby, ale sami przyznacie, że coś jest na rzeczy.

Czasami widzę statystyki tego co piszę i nagle dociera do mnie, że czyta mnie nie tylko te kilkadziesiąt osób, które się angażuje w to co piszę, tylko rzeczywiście kilka tysięcy osób. Moich subskrybentów. A tu na blogu – rzeczywiście prawie dwadzieścia tysięcy osób. Osób które często wchodzą, czytają i wychodzą. Czy muszą lajkować? Nie, oczywiście, że nie. Może po prostu kiepsko piszę.

Podobnie jest na forach. Znacie pojęcie „lurker”? To taka osoba, która tylko czyta, ale nie udziela się. I powiem szczerze – czasem jest to bardzo wartościowe. Dlaczego? Dlatego, że jak mówi stara zasada „milczenie jest złotem”. Tak, mówię to JA – największy offlajnowy i onlajnowy gaduła. Czasem po prostu nie trzeba nic mówić, czasem gdy na czymś się nie znamy lub po prostu nie mamy opinii (pamiętam świetną notkę Seg na ten temat) to nic nie mówimy. To jest bardzo fajny kierunek. Ale ja nie mówię o komentarzach, mówię o lajkach.

Ze względu na to, że dużo, ekstremalnie dużo piszę…

Na godziny nie patrzcie, liczy się liczba postów

Na godziny nie patrzcie, liczy się liczba postów

… jestem całkiem pogodzony z faktem, że spora część osób mnie zablokowała. Norma, porównując Facebooka do imprezy (wiecie, że lubię to robić) to takie trochę pójście inny kąt imprezy, gdy się już znudzi to co Górecki pieprzy. Ale czasem okazuje się, że ktoś czyta mnie od kilku lat (pamiętam, kiedy zostaliśmy znajomymi) i nagle, po 4 latach daje pierwszego lajka. Amazing. Skoro pisze ponad 5 tysięcy rzeczy w ciągu roku, to osoba musi być rzeczywiście wybredna, skoro NIC do tej pory się nie spodobało. Wybredna, albo… no właśnie. Może nieśmiała? Bo po co w ogóle lajkować? Ano powiem wam po co.

1. Profile prywatne

Po pierwsze przycisk LIKE to nie jest przycisk LOVE. Albo ABSOLUTELY ADORE. To jest „Like”. Po angielsku to wbrew pozorom wcale nie „lubię to”, tylko „podoba mi się to”. To mała różnica znana lingwistom od dawna, ale nie wchodźmy w detale. Po prostu mi się to podoba. W internecie nie widzimy osób po drugiej stronie monitora, więc kiedy piszę coś w tę pustkę internetową, to druga osoba mówi „tak, widziałem co napisałeś, fajne”. Tylko tyle i aż tyle. „Hej stary, fajne”. „Haha, niezła beka”. Nie mam węża  pudełeczku w którym trzymam lajki, nie boję się ich wyciągać. Doceniam to co piszą inni. Oczywiście nic na siłę, ale czasem mam wrażenie, że dla niektórych wyciągnięcie lajka z tego pudełeczka to wielki wysiłek. „Jaśnie pan zdecydował się obdarować cię swoim lajkiem, raduj się”. No, goddamit, to zwykły klik. Uśmiech. Przytaknięcie. Plus inne rzeczy, ale o tym w ostatnim punkcie.

2. Profile firmowe

Tu znam sprawę od drugiej strony, ale zawsze zastanawia mnie – po co do cholery siedzicie na fanpage’ach na których nic nie lajkujecie? Zróbcie dobrze sobie i prowadzącym, i po prostu się wypiszcie. Kilkadziesiąt tysięcy osób na produktowym fanpage, post z fajnym produktem i 50 lajków. Może 100. A to i tak mega dobry wynik. Dlaczego, macie to w dupie? Spodziewaliście się konkursiku, albo obrazka kota? Albo myślicie „zajebiste, ale mam do końca dnia tylko trzy lajeczki, więc oszczędzam”. Dafuq? Jak wrzucają nudy to po prostu się wypisz.

3. Artykuły i notki

Zawsze, ale to zawsze gdy czytam dobrą notkę i artykuł klikam lajka. To jest moja zapłata. Czytam to za DARMO. Ktoś wysilił się, mógł robić coś innego, ale napisał tekst który mi się podoba. To co mogę zrobić, to kliknąć lajka, ewentualnie kliknę w jego reklamę. Dzięki temu będzie miał zasięg, ale przede wszystkim – będzie wiedział, że nie pisze w próżnię.

I wiecie co? Wartościowe lajki są w cenie. Dlaczego? Dlatego, że dzisiaj przegrywamy z algorytmami. Pisał o tym ostatnio Kuba Górnicki – niestety ostatnio autorzy stają przed dylematem „napisać coś fajnego” vs „napisać coś co będzie się klikało”. Tak to niestety jest. Klika się obrazek dupy, śmieszny pięciosekundowy filmik gdzie koleś wpada na ścianę, albo inne bzdury. Wartościowa notka którą ktoś tworzył kilka dni – niekoniecznie. A twórca myśli „po kiego wała mam się wysilać, skoro polubiło to 10 osób?”.

Mówił o tym kiedyś Krzysiek Gonciarz – niestety w jego wypadku więcej lajków zbierze 10 sekundowy filmik gdzie udaje gimbusa na szkolnej wycieczce, niż starannie przygotowana recenzja kulinarna. To smutne. Lajkujcie więc dobre treści, aby pokazać „tak, chcemy fajnych treści” oraz „tak, pisz dalej”. Ci z was którzy nie piszą, nie mają pojęcia jak wiele powera potrafi dać spora liczba lajków. Powoduje po prostu, że myślisz, że to co robisz ma sens. Szczególnie dziś, gdy clutter jest coraz większy i coraz mniej osób trafia na twoje notki.

4. To… się po prostu opłaca!

Jeśli nie przekonały się argumenty altruistyczne, może czas na szczyptę egoistycznych. Lajkowanie treści na fejsie jest po prostu opłacalne dla ciebie. Jak? A prosto. Nie będe się teraz rozwodził specjalnie nad Edgerankiem, bo sporo na jego temat pisałem, ale naprawdę działa to tak, że im więcej lajkujesz dane źródło, tym więcej z tego źródła treści dostajesz.

Jeśli będziesz często lajkować notki na fanpage tego bloga, to Facebook pomyśli „aha, on to lubi, będę mu więcej tego pokazywać”. Jesli często lajkujesz posty danej osoby to Facebok będzie ci pokazywać więcej postów od niej.

I vice versa. Jeśli nie lajkujesz, to Facebook pokazuje ci tego mniej.

A ci z was, którzy trzymają węża w pudełeczku z lajkami i boją się wkładać do niego rękę – wy musicie mieć dopiero burdel w newsfeedzie. Skąd fejs ma wiedzieć co wam się podoba a co nie? Zgadywać? Czytać w waszych umysłach? Nope. (Tak, wiem że edgerank kiepsko działa, ale dla tych co prawie nic nie lajkują, działa jeszcze gorzej.)

5. Aleee…. ja się wstydam!

No właśnie. Jest jeszcze jeden argument. Osoby znajdujące się w „90” w modelu  którym pisałem zazwyczaj są introwertyczne i nie chcą specjalnie dzielić się ze wszystkimi tym co robią. W pełni to szanuję. Nie rozumiem, ale szanuję 😉 Ale wiecie co, to nie jest tak, że każdy lajk który dacie oznacza, że dzielicie się tym ze WSZYSTKIMI.

Gdy zalajkujecie coś na fejsie, to pojawi się to raczej tylko małej grupce waszych znajomych. I to najlepszych.

Gdy zalajkujecie coś na zewnętrznej stronie to pojawi się to waszym znajomym, ale ma to o wiele mniejszą „siłę przebicia” – to nie działa do końca jak „share”. Też pojawi się, ale niekoniecznie wszystkim. A nawet jeśli się pojawi części – nie bójcie się, chyba nie ma powodu do wstydu, że lubicie jakiś fajny kawałek contentu.

Lajkujcie dobre treści. Nie zmuszam was bynajmniej do głupkowatego lajkowania wszystkiego. Co więcej, nie lajkujcie durnych farm fanów, postów o tym, że ktoś rozdaje ajfony bez folii i innych bzdur. Lajkujcie natomiast fajne posty waszych znajomych, posty marek które wam się podobają i fajne teksty w sieci. Autorzy będą szczęśliwi, a wy w przyszłości będziecie dostawali informacje które są wam bardziej przydatne.

Przynajmniej w teorii 😉

Ciao!



Cześć :) Spodobało się? Zostaw lajka (powyżej). Chcesz zostać na dłużej? Polub strony (poniżej)

Podobne
  • Zlajkowałem, bo dobry tekst. Skomentuję, bo chcę to zaznaczyć. Pozdrawiam, bo chcę pozdrowić. : >

  • Lajkuję. 😀

  • A ja oprócz lajka nawet plusika dałem 😉

    • I ja, i ja! I zaplusowałem Twój komentarz! I zaraz jeszcze nawet podeślę linka paru znajomym bezpośrednio!

  • Zacząłem ostatnio lajkować właśnie ze względu na to, by uporządkować swój newsfeed. I teraz niejako zmuszam się, by przy treściach, które rzeczywiście mnie interesują – kliknąć tego lajka. Niby to dosłownie chwilka, a jednak do tej pory nie robiłem tego szczególnie często. Dlaczego? Dobre pytanie. Na pewno nie wstyd. Może więc po prostu lenistwo? Przedziwna sprawa.

  • Dobrze, że wreszcie ktoś to powiedział głośno! 🙂

  • Konrad Kobiela

    Gotuje się to we mnie od dawna 🙂
    Bo faktycznie jest dokładnie tak jak to opisałeś a porównanie do węża w pudełku z lajkami jest idealne. Część mojej prywatnej definicji hejtera, jako osobnika który chętniej komentuje coś czego nie lubi niż coś co lubi, chyba to potwierdza. Może narzekanie to nasza cecha narodowa? Ja staram się robić dokładnie odwrotnie i zawsze pod czymś po czym się :zaśmieję, zaszlocham, zastanowię klikam like, bo naturalnie mi się to podoba. Jako że robię to od jakiegoś czasu moja tablica to w 90% posty którym daje lajki. Ale i tak znajdują się osoby które uważają że rozdaje je jak poje*&n*y, czuje się wtedy trochę tak jak by ktoś zabronił mi się uśmiechać bo nie wypada.

    Lubcie to co lubicie! a osoby które to dla was tworzą będą to robiły z x-Lajków większą przyjemnością 😉

    Screen poniżej w moim guście oddaje podejście osób które lajków nie dają ale widzą te kotki i demotki na tablicach 🙂

  • O tak teraz wiem o czym chcę dziś napisać powinieneś podsumować tekst słowami: „Michał Górecki – mówię jak jest. Warszawa, Targówek.”

  • Yuri Drabent

    masz lajka za wartościowy tekst! ja sam niestety nie wiem, ile powera daje dużo lajków, ale Tobie życzę wszystkiego dobrego! Chcemy wartościowych treści! <3

  • Na którymś tam poprzednim blogu pisałam, widziałam wejścia, ale komentarzy – mało. Dopiero przy jakimś tam przypadkowym spotkaniu na mieście znajomi mówili „Wow, widziałem Twoje zdjęcia, super”. Na pytanie dlaczego np. nie zostawili komentarza zawsze słyszałam „Eeee…Yyyy…”. No jakby to za trudne było. Myślałam, że w czasach kiedy prawie każdy ma konto na facebooku o wiele mniejszym problemem będzie zostawienie znaku, że się coś i widziało i polubiło. Bo przecież nie trzeba już zostawiać komentarza, wystarczy tylko „lajknąć”. Ale gdzieżby tam 😀 Czasami wydaje mi się, że same mało udzielają się w Sieci (nie tworzą blogów czy zbyt wielu treści na innych platformach) po prostu nie wiedzą, jaki ten mały lajk ma jednak znaczenie 😉 Albo faktycznie sobie wydzielają – dzisiaj mogę dać tylko 10 lajków i koniec 😀

    • agnes_adv

      Dokładnie – zrobiłam serie zdjątek, które moim zdaniem mogły zainteresować część moich znajomych więc wysłałam im do nich linka. Okazało się, że już widzieli, że się podoba, ale znaku żadnego nie zostawili po sobie.

  • Ja zalajkowałem głupkowato

  • Patrycja Koczwara

    Bardzo, bardzo dobry tekst! Ostatnio właśnie o tym myślałam, gdyż mam w swoim otoczeniu osobę, która nigdy, nigdy ale to przenigdy nie dała lajka. Pomimo, że czyta, korzysta, dobrze się bawi czy co tam. Ale nigdy ‚nie przytaknęła’ 🙂
    Teraz mam argumenty 🙂

  • Bardzo fajny tekst. Zaraz zalajkuję 🙂 Zobaczyłam zajawkę na FB i weszłam tu po raz pierwszy, bo sama niedawno napisałam podobny tekst, również zainspirowana tym, że nieraz siedzę nad jakąś treścią masę godzin, wiem, że to przydatne dla ludzi, a tu cisza. Jednak jak wrzucę jakąś pierdołę z kotem (tak, jestem z tych, co wrzucają foty swoich kotów na Fejsa, co prawda raz na parę miesięcy ale jednak ;)) – od razu mnóstwo lajków. Czasami myślę, że niektórzy to wręcz na złość nie zalajkują, żebym sobie nie pomyślała, że napisałam coś fajnego 🙂 Jeżeli ktoś będzie zainteresowany to podaję linka do mojego tekstu na ten temat, mam nadzieję, że nie uznasz tego za nadużycie: http://www.rzepkanapulsie.pl/co-oznacza-lajkowanie-wpisow-na-facebooku/

  • Bartosz Pijawski

    Chcę więcej takich fajnych treści, więc lajkuję.

  • Marta

    Żeby dostać lajka trzeba sobie na niego zasłużyć. Nie będę lajkować statusów pokroju „siedzę w toalecie”, może i mam rozpierduchę w News Feedzie, ale gdy jestem ciekawa co porabia mój znajomy i dawno go nie było w news feedzie to wpisuję jego nazwę i przeglądam walla. Profile firmowe, lajkuję gdy wiem, że fajne rzeczy mozna znaleźć, lubię czasem być na bierząco z produktami danej firmy, ale nie będę lajkować każdego bzdurnego postu w stylu „co planujecie na piątek?”. To nie fejsbuk będzie decydował co chcę zobaczyć, to ja jestem Panią swego życia. Daję lajka, bo początek ładny i zgrabny, ale potem to było wręcz domaganie się o lajka „no daj lajka, żyło”

    • Piotr

      No i przecież właśnie o to chodzi w tym artykule, żeby lajkować wartościowe treści, to co nam się podoba. A nie to, że ktoś siedzi na kiblu albo co planujecie na piątek.

  • Nawet na TT cie zaszeruje! A co!

  • Bardzo dobre, bardzo mądre, zasłużyłeś na jednego z moich trzech dzisiejszych lajków. 😉 Powinni tego uczyć w szkołach na wiedzy o społeczeństwie.

    Zastanawiam się tylko czy nie można tego problemu lajkowania przenieść analogicznie na problem linkowania. Piszesz o fajnych tekstach Segritty, czy Kuby Górnickiego, chętnie bym je przeczytał i pewnie sporo osób także. Stosując regułę 1/9/90 pewnie max 9 osób na sto zada sobie trud żeby ich poszukać na tych blogach. Link u Ciebie to byłaby jeszcze fajniejsza forma powiedzenia „dobrze to napisałeś”.

    • Tak, tak. Ale to skleroza. „Podlinkuje jak skończę pisać”. I dupa 🙁

    • Klaudia

      podpisuję się pod tym! Ale faktem jest, że podoba mi się ten wpis. Pomógł mi na przykład zrozumieć sposób myślenia niektórych moich znajomych, którzy nie lajkują, nie publikują, nie sharują praktycznie nic. Dziękuję Ci za to Michał!

  • To są tacy, co nie dają lajków? A kysz!

  • Płacę abonament RTV, bo muszę,
    lajkuję dobre treści, bo chcę:)

  • Czyli są lajko-sknery i lajko-prostytutki.

  • Rafał Stachlewski

    Przykład kota mnie rozwalił ! Raz od Klienta usłyszałem
    też inne, dobre określenie, a mianowicie, że „na Facebooku jest festyn”
    😀

  • Podoba mi się to 🙂

  • jakie to przenikliwe
    czuję się zdemaskowana

  • Ja akurat rozumiem tych, którzy się wstydzą, bo sam miałem tak przez długi czas. Jakoś dziwnie jest być świadomym, że znajomi wiedzą, co właśnie przeczytałem. Szczególnie jeśli z tej okazji mogą posypać się jakieś głupie uwagi. Dopiero z czasem nauczyłem się lajkować i olewać tych, którzy mają z tym jakiś problem.

  • Joanna Er

    świetne! trafiłam po raz pierwszy, będę zaglądać częściej..,

  • Dopisuję Ci:

    6. Bo nie ma „Tego nie lubię”.

    To też jest przyczyna. Fejs nie daje mi wyboru: albo mi się coś podoba, albo morda w kubeł. W ogóle nie bierze pod uwagę, że dane coś może mi się nie podobać i też mam prawo to zamanifestować kliknięciem. Mnie to zniechęca do lajkowania, bo byłoby dla mnie więcej warte (i jako biorcy, i jako dawcy lajków), gdyby istniała też możliwość wyrażania dezaprobaty.

    • Obserwuję troche Twoje komentarze i mam wrażenie ze częściej używałbyś tego drugiego przycisku 🙂

      • Za tę odpowiedź dostałbyś lajka, bo trafna 🙂

  • Za ten tekst masz u mnie lajka 😉

  • Pat / boginieprzymaszynie.pl

    Totalnie na TAK! I zalajkowałam Cię ewryłer 😀
    Się pytam, co to za ludzie, co siedzą na blogu, codziennie tysiąc wejść, a komentarzy kilka – lub naście? Albo 3500 fanów na FB, z których aktywne jest nie wiem.. 7%? I mam wrażenie, że piszę do niemal samych blogerów, którzy chcą za te swoje lajki i komenty zyskać to samo dla siebie. Ej.. a to nie tak ma działać. Grrr!

  • Pingback: Na szybko: Ogarnij matrix - Pijaru Koksu Blog()

  • Guest

    Zachęta do aktywności w imię lepszej zawartości.lubię to!!!

  • Sławomir Jastrzębski

    Zachęta do aktywności w imię lepszej zawartości.Podoba mi się to!!!!

  • Kasia

    Dzięki za fajny tekst. Miło było poczytać i nie ukrywam, że oczy mi się otworzyły na kilka rzeczy, między innymi nie miałam zbyt szerokiego pojęcia, że im więcej coś lajkuję, tym więcej tego dostaję z powrotem 🙂 Zalajkowałam więc posta, należy się! 🙂

    Przepadam za facebookiem.
    Facebookuję dużo i często, czym naraziłam się znajomym. No bo jestem nołlajfem, tylko fejsbuk i fejsbuk, do ludzi bym wyszła. Problem w tym, że z TYMI KONKRETNYMI ludźmi średnio chce mi się spędzać czas, ale ja nie o tym… 😉 No właśnie. Lajknę tu, lajknę tam, i znowu złośliwe wtrącenie – ach, tylko siedzisz i lajkujesz! Ale nikt nie zada sobie odrobiny trudu żeby sprawdzić, co właściwie lajkuję na fejsie. I te pełne oburzenia głosy pod artykułami o sprawach niekoniecznie wesołych, typu wypadek czy czyjeś odejście – jak można lajkować smutny post?!?!?! Ano, można. Tylko że do ciemnogrodu ciężko dotrzeć, ech.

    Idę poczytać inne notki z tego bloga. Że warto, tego jestem pewna. Do zobaczenia 🙂

  • Kasia

    Zastanowiłam się. Robię podobnie. Przeczytałam na fanpejdżu Faktów wiadomość o śmierci bliźniąt we włocławskim szpitalu. Dałam lajka, bo chciałam później wrócić do tego posta i poczytać komentarze. Otrzymałam zje*ę od koleżanki, że nie lajkuje się postów tragicznych. Aha. Chwilę potem napisała u siebie owa koleżanka, że ma sraczkę po sałatce. Lajków zdobyła 50 i komentarzy od groma, współczujących okrutnie.

  • Dawid Szczepaniec

    bardzo ciekawy tekst, fajnie napisany, ciesze się że na niego przypadkiem trafiłem (znajoma polecała na FB)

  • dobry tekst! trochę długawo ale ciekawie więc a.) lajkuję, b.) komentuję c.) chyba zaraz wrzucę na swojego walla, niech się ludzie poedukują, a co! 🙂 pozdrawiam serdecznie

  • Real_PTR

    Są jeszcze paranoicy, którzy nie lubią jak się ich atakuje po oczach i ciasteczkach, np. Twoja strona ma w sobie 22 elementy uznane przez Adblock za reklamy i 12 trakerów (przy czym widget disqus.com, który jest silnikiem tego forum też jest liczony jako tracker).
    Tobie, jako twórcy treści internetowych bardziej zależy na wejściach, lajkach, wpisach itp niż mi – konsumencie treści. Mi, konsumentowi, to wisi. Masz silnik Disqus w którym akurat jestem zalogowany – wpiszę się. Miałbyś inny – olałbym, bo zakładanie konta to za duży zachód, a do FB nie pamiętam na tym kompie hasła.
    Chyba trochę przeceniasz zaangażowanie ludzi w przeglądanie internetów.

    Co do 1/9/90 :
    http://dilbert.com/dyn/str_strip/000000000/00000000/0000000/000000/00000/5000/600/5652/5652.strip.gif

  • agnes_adv

    W kwestii punktu 2…
    owszem – zdarza mi się polubić profil marki lub produktu i nie obserwować publikowanych na danym profilu treści – a co za tym idzie – nie lajkować. Dlaczego? Bo moje „lubię to” jest wyrazem sympatii, bądź uznania dla rzeczonego produktu/marki, a to, co administrator profilu ma do powiedzenia interesuje mnie średnio. Czy to takie złe? I choć znam obie strony medalu, nie zamierzam swojego postępowania w tej kwestii zmieniać.

  • Czytałem ten artykuł prawie miesiąc temu i dzisiaj postanowiłem specjalnie tutaj wrócić, po to by powiedzieć, że od czasu jego przeczytania, zauważyłem u siebie dość dużą zmianę. Nigdy nie miałem się za osobę, która stroniła od dania lajka czy plusa, natomiast nigdy nie traktowałem tychże atrybutów jako „waluty internetu”. Zdałem sobie sprawę, że jeżeli faktycznie jakiś materiał mnie zainteresował, to wręcz moim obowiązkiem jest zapłacenie za to autorowi właśnie w ten sposób.

    I najlepsze jest w tym to, że zaczęło mi to sprawiać dużo więcej radości 🙂 Uwielbiam dawać plusy czy łapki w górę komentarzom, które wywołały uśmiech na mej twarzy! Czysta przyjemność 🙂

  • q bozenka

    Nie polajkuję, bo należę do osób, które nie chcą, by ktoś inny wiedział co czytają, ale komentarz zostawię. Tekst bardzo mi się podobał.

  • justyna polska

    ciekawe;)

  • aaa

    biorę
    udział w konkursie na najlepszą kolekcję- widokówki, bardzo proszę o
    pomoc- lajka i ew. udostępnienie paru osobom ,liczy się ilość głosów
    zebrana do 30 lipca, dziękuję ! https://www.facebook.com/photo.php?fbid=10152502365417394&set=a.246548097393.181732.146790007393&type=1&permPage=1