Home   /   Świat  /   Lubię ludzi
Lubię ludzi
Czas czytania: 5 minut (y)

Udzielałem ostatnio wywiadu. Lubię to robić. Nie tylko ze względu na moją próżność, ale także dlatego, że uświadamiam sobie wtedy rzeczy o których na codzień nie myślę, bo nie ma na to czasu ani powodu ku temu. I w tymże wywiadzie zostałem zapytany o moją receptę na sukces.

Nie lubię słowa „sukces”. Kojarzy mi się z amerykańskimi biznesmenami zapieprzającymi 24h na dobę, MLM i innymi obcymi mi klimatami. Stąd też pierwszy opór który budzi się we mnie gdy ktoś mnie o to pyta i wewnętrzna odpowiedź – co to jest sukces, czy osiągnąłem sukces?

W pewnym sensie tak. Jestem daleki od stanu majątkowego pozwalającego mi kupować kilka samochodów, ale nie liczę cen w spożywczym i mogę kupić sobie w ramach kaprysu PS4. Nie jest chyba źle. Do tego jestem szczęśliwy i inspiruję innych, a to chyba jest dla mnie najważniejsze.

Ale nawet wtedy mam nie lada problem. Bo po pierwszym zastanowieniu kompletnie nie wiedziałem co wam doradzić. Pytaliście na fejsie, w komentarzach, w mailach. „Co zrobić?”. A ja próbowałem analizować swoją przeszłość i wyciągać wnioski.

Nie powiem wam „studiujcie pilnie”, bo byłaby to hipokryzja, byłem na kilku uczelniach i zazwyczaj z nich uciekałem nie mogąc znieść dziekanatokracji i ustroju feudalnego. Ale nie powiem też „olejcie uczelnie”, bo na pewno z wielu z nich można wynieść sporo ciekawej wiedzy. Nie powiem „pracuj 24 godziny na dobę” bo nigdy tak nie robiłem i nie zamierzam – work-life balance był dla mnie zawsze ważny.

Co jeszcze? Dużo pewnie dało to, że miałem łatwiejszy start, urodziłem się w Warszawie, nie przymierałem głodem, chodziłem do bardzo fajnego liceum. Miałem dobre wzorce w domu. W końcu ileś rzeczy zawdzięczam też przypadkowi, losowi. Ale jakie wnioski dla was z tego wysnuć? Wierzę też w Boga, ale tego tematu nie będę poruszał, bo to dla mnie osobista sprawa każdego, też żadnej rady wam tu nie dam.

I wtedy przyszły mi do głowy trzy rzeczy, trzy „learningi” z mojej przeszłości i teraźniejszości. Trzy rzeczy które mogę z czystym sercem polecić.

O pierwszej pisałem już wcześniej, raz ogólnie, raz szczegółowo, więc nie będę się więcej na ten temat rozpisywał. Chodzi o to, by nie być tylko sfokusowanym na karierę i pracę, aby poudzielać się choćby w NGO – projekty które tam robiłem nauczyły mnie bardzo dużo, nigdzie indziej nie pozwolonoby mi na takie rzeczy.

Druga rzecz to pasja. Wszystko co robię, robię z pasją. Unikam też robienia rzeczy do których pasji nie czuję. Owszem, to nie zawsze możliwe – kiedyś pracowałem czyszcząc obudowy komputerów – raczej pasji w tym nie było. Ale równolegle robiłem rzeczy które mnie mega pasjonowały. Kiedy nie robisz w życiu czegoś z pasją, to jesteś jak flak. I takim flakiem jest twoje życie. Brzmi jak straszny Coelhizm, ale tak własnie jest.

I trzecia rzecz, rzecz która dotarła do mnie dopiero niedawno, rzecz która w dużej mierze jest częścią składową większości moich sukcesów w życiu.

Ludzie.

Lubię ludzi. Uwielbiam ludzi. Serio. Przez moje życie przewinęły się tysiące osób, tysiące przewijają się nadal. A ja starałem się, żeby o nich pamiętać i nawiązywać z nimi relacje. I nie,  nie wyuzdany „small talk” tylko po to, by osiągnąć swoje cele. Znam takich ludzi. Wy też ich znacie. Odzywają się tylko wtedy gdy czegoś potrzeba. Mówię o budowaniu prawdziwych relacji.

Mam na fejsie grubo ponad 1000 znajomych. Naprawdę jeszcze niedawno o 90% z nich potrafiłbym powiedzieć co najmniej dwa zdania. Niestety zaczynam się gubić, ale chyba i tak jest nieźle. Staram się pamiętać twarze i imiona. Rozmawiać. Pomagać. Być normalnym, ludzkim, przyjaznym.

Staram się nie zapominać o ludziach.

Pamiętam kolonie z Jędrkiem, pierwszą wartę na obozie z Hubertem, pamiętam walki na równoważni w podstawówce z Wackiem, Maćkiem, Jachem czy Przemkiem. Pamiętam co działo sie w liceum. Pamiętam próby naszego zespołu z Marcinem, Adamem, Anką i innymi. Pamiętam ludzi z poszczególnych miejsc, gdzie pracowałem. Pamiętam ich problemy, słuchałem ich, rozmawiałem z nimi, próbowałem im pomagać kiedy mogłem.

Wiem, że Soo nie może jeść ryby (choć czasem po imprezowaniu o tym zapominamy i idziemy na sushi). Pamiętam przygody z Czoczem i Myfą w Paryżu. Pamiętam wyjazd z Michałem i Michałem na narty do Francji. Najfajniej pracowało mi się w Pro-Creation, bo byli tam naprawdę fajni ludzie. Tak fajni, że do tej pory spotykamy się na mieście i pijemy niczym koledzy z klasy (swoją drogą droga klaso z podstawówki która to czyta – próbujemy spotkać się od dwóch lat, helloooł! :D)

Ale pamiętam też ludzi którzy wcale nie są moimi bardzo bliskimi znajomymi. Zawsze staram się zapamiętywać ich imiona i cokolwiek więcej. Podejść, pogadać, być ludzkim. I naprawdę, naprawdę nigdy nie robiłem tego w ramach strategii otrzymania czegokolwiek od nich. Choć może gdzieś tam z tyłu głowy pobrzmiewało zdanie mojego Taty: „najważniejsze w życiu są kontakty!”.

Większość rzeczy które robiłem zarobkowo, wydarzyło się dzięki kontaktom. Moja otwartość do ludzi zaczęła po prostu procentować. Więc jakby to trywialnie nie brzmiało – polub ludzi. Owszem, możesz tłumaczyć się introwertyzmem, lub słabą pamięcią do twarzy, czy nawisk – hard luck. Ja na przykład nie mam pamięci do liczb. Księgowym nie zostanę.

Oprócz kontaktów ważne jest to, że gdy znasz się na ludziach, budujesz lepsze zespoły. I lepiej w nich pracujesz. Ludzie są podstawą każdego biznesu. Nigdy nie zrobiłbym niczego sam. Uwielbiam pracę w zespole i zawsze powtarzałem, że dobry trzyosobowy zespół jest w stanie zrobić o wiele więcej, niż trzy osoby oddzielnie. Najlepsze prezentacje i projekty które robiłem w agencji były wynikiem pracy dobrego zespołu.

Koszulkowo to zespół. To nie ja. Serio. Choć może mnie najwięcej widać. Nie wydarzyłoby się tu nic bez skrupulatności i pilnowania kasy przez Pawła, bez wiedzy Mariusza, sklepu i szalonych pomysłów Tomka, czy wreszcie mrówczej pracy Anety, Moniki i Ewy. Wszystko rozpadłoby się, gdyby Ania nie wzięła w garść papierologii. Próbowałem kiedyś sam założyć sklep z koszulkami, wiecie? Niektórzy pamiętają. Wytrwałem 6 miesięcy.

Jesteśmy różni i nadajemy się do różnych rzeczy. Dlatego dobrze jest zbudowac zespół tak, aby się świetnie rozumiał, ale jednocześnie uzupełniał. Zespół ludzi którym ufamy, nie takich którzy myślą tylko jak wyciągnąć kasę.

Zawiedzieni? Myśleliście, że podam jakąś receptę na sukces o której nie słyszeliście? Sorry. Aha, podam jeszcze jeden. Czas. W moim przypadku wszystko co najlepsze spotkało mnie po 30-tce. A przejście na swoje – po 35-tce. Nie mówię, że to konieczne. Ale nie porywajcie się z motyką na słońce od razu. Chociaż, jeśli chcecie… 🙂

A jeśli nadal jesteście nieusatysfakcjonowani ilością porad, to obejrzyjcie ten klip. Ja go uwielbiam, inspiruje mnie od lat.



Cześć :) Spodobało się? Zostaw lajka (powyżej). Chcesz zostać na dłużej? Polub strony (poniżej)

Podobne
  • Fajnie, że wspomniałeś o udzielaniu się i NGOsach! Ja zawdzięczam im wszystkie moje dzisiejsze umiejętności i nie wiem kim bym była gdyby nie one. Na pewno byłabym „bogatsza”, bo może chodziłabym do pracy zamiast uprawiać wolontariat, ale po co mi ta kasa i te torebki i te nowe buty skoro mogłabym iść w nich teraz najwyżej do biura i z powrotem? A tak to doświadczyłam organizowania ogólnopolskich akcji, poznałam ludzi z całej Polski oraz dużej części świata i zrobiłam coś dobrego. Pora na nowe buty jeszcze przyjdzie, a doświadczenia i umiejętności zostają 🙂

  • Krzemień

    Kolejny tekst o tym jak lubisz swoją firmę, firmę którą tak na prawdę
    stanowią ludzie. Widać, że doceniasz ich pracę. Mogę im tylko
    pozazdrościć takiego szefa! A Tobie pogratulować takiej załogi 🙂

  • Niby takie proste rady, ale niewiele osób sobie z tego zdaje sprawę. Ja też robię to, co lubię i nie wyobrażam sobie inaczej. Nigdy więcej nie pójdę na etat, szkoda życia.

  • MBSzadkowski

    może po przeczytaniu tego tekstu więcej ludzi zrozumie, ile można sobie dać przez udzielanie się w NGOsach! a da się to opisać tylko słowami, nie da się przeliczyć na żadne pieniądze !
    p.s. jak mawiał mój dobry znajomy, życie bez pasji jest jak seks w gumce – niby fajnie, ale coś przeszkadza… 😉 ot taki luźny tekst…

  • Anna Michalina Gieniusz

    Ten film jest super!