Home   /   Sieć i marketing  /   Pasja. Hejt. Odpowiedzialność. Power.
Pasja. Hejt. Odpowiedzialność. Power.
Czas czytania: 4 minut (y)

Siedzę sobie w domu ze słuchawkami na uszach i odczuwam typowy syndrom odstawienia po dużej imprezie. Miałem już tak nie raz – pamiętacie jak to jest gdy wracacie z weekendowego spotkania z ludźmi, z kolonii, z obozu, z wakacji, jesteście pełni energii, a wszyscy naokoło patrzą się na was jak na idiotów i ni cholery nie wiedzą o co wam chodzi. Poniedziałek przecież.

Tak, #wordofwarning, będę pisał o Blog Forum Gdańsk 2013.

Po co?

To przecież proste. Blogjery spotykają się po to, by polizać się po jajkach, porozmawiac o własnej zajebistości i popatrzeć na #znowutesamegęby 🙂 A na serio? To chyba oczywiste. Spotkania ludzi mających wspólną pasję nie są niczym nowym, a doskonalenie się, dyskutowanie i słuchanie innych to przecież normalna droga rozwoju. Wszystko jedno czy zbieramy motyle, rzeźbimy w piaskowcu, czu piszemy blogi. Ważna jest pasja…

Pasja

No właśnie – pasja. To co przede wszystkim podobało mi się w tegorocznej edycji to skupienie wokół PASJI. Ja się z tym utożsamiam, bo to właśnie pasja (i chęć dzielenia się tym co myślę) spowodowała, że zacząłem pisać i piszę nadal. Ponieważ w zeszłym roku większość tematów schodziła na temat kasy, w tym roku był niemalże zakaz gadania na ten temat. I to było świetne. Bo nadal uważam, że blog prowadzony bez pasji jest po prostu słaby. Widać to po tych które zanim zamieszczą pierwszą notkę już tworzą zakładkę „współpraca” 🙂

Hejt

O hejcie pisałem ostatnio, więc nie będę pisał dużo, powiem tylko że to akurat dość ważny dla mnie temat. W tym temacie świetne były dwie prelekcje – Ojca Leona Knabita oraz Jurka Owsiaka. Pierwszy to 84 letni zakonnik prowadzący bloga który wyraźnie mówił, że chamstwa i obrażania w swojej cyfrowej społeczności nie zniesie – obanuje, usuwa i „czyści” kiedy trzeba. Jurek Owsiak którego przedstawiać nie muszę też o tym mówił. Oczywiście ja przy nich jestem puchem marnym jeśli chodzi o bycie hejtowanym – w przypadku Ojca Leona jest to przykra konieczność mierzenia się z codziennym oskarżaniem o wszystkie przewinienia Kościoła Katolickiego – Ojciec żartował, że niedługo zostanie obwiniony o śmierć Abla 🙂

Owsiak wie o hejcie więcej niż ktokolwiek z nas – zawsze zastanawiam się jak tępą pałą trzeba być (przepraszam, ale w tym wypadku nie mam żadnych hamulców), aby hejtować gościa, dzięki któremu tyle dzieciaków (i nie tylko) może korzystać z dobrego sprzętu medycznego. Jurek skakał po tematach, robił dygresje od dygresji od dygresji i jak zwykle bombardował pozytywną energią.

Odpowiedzialność

To taka moja myśl, która pojawia się coraz częściej. Pojawiło się to w kilku prelekcjach, pojawiło się przy okazji ostatnich kryzysów. My – zwykli ludzie – dostaliśmy do ręki potężne narzędzie jakim jest możliwość masowego pisania do innych i czasami nie potrafimy sobie z tym radzić. Tak, mówię teraz o sobie. Jestem dość impulsywny, działam spontanicznie, piszę emocjonalnie i czasami zapominam o tym, że każdą moją notkę czyta ponad tysiąc osób. Nie mam sobie specjalnie dużo do zarzucenia, ale czasem zapominam o odpowiedzialności. Moje słowa mogą mieć dużą moc, nikt nie zabroni mi tego i owego ustawą, czy regulacją branżową, bo nie istnieje branża blogerska i nigdy nie będzie istniała. Prawie każdy jest blogerem sensu largo, korzystamy po prostu z różnych narzędzi i mamy różne zasięgi. Cieszę się straszliwie gdy pozytywnie wpływam na życia innych, gdy inspiruję, gdy pomagam, gdy moje rekomendacje działają, gdy ludzie chcą, bym został politykiem (mam trochę kompetencji w tym zakresie – nie znam się na wielu sprawach 😀 , ale dzięki, nie! ). Ale muszę pamiętać o drugiej stronie medalu i będę starał się to robić, słowo zucha.

Power

Jestem uzależniony od ludzi. Serio. Uwielbiam spotykać się, gadać (to wiecie), poznawać nowe gęby. No właśnie, mit z ciągle tymi samymi gębami oczywiście możemy włożyć między bajki. Fajnie poznać f2f osoby które gdzieś tam przewijają się na fejsie, a także te które zna się z programów Kuby Wojewódzkiego 😉 Mnie to strasznie nakręca – okazuje się, że w realu konflikty wcale nie są takie poważne jakimi się wydają, różnice zdań wcale nie sa tak drastyczne, a ludzie wcale nie są tacy wyniośli jak to może się wydawać. Sieć oszukuje, rememba!

Organizacja

Jeszcze tylko kilka słów o organizacji. Było super.

Po pierwsze ciaśniej, ale w dobrym znaczeniu. Lubię imprezy, gdzie nie trzeba przemierzać hektarów sal, nie lubię gdy musze wybierać między prelekcjami. Niestety to oznacza też że jest ich mniej.

Merytorycznie – było dobrze. Jedne prelekcje lepsze, inne gorsze – jak zwykle. W dwóch miejscach (panel o społeczności, Q&A) nawaliła trochę publika, ale ja nie winiłbym jej tylko błędne założenia. Niestety nie można zakładać, że zawsze będzie się angażowała.

Prowadzenie – props. Zaangażowanie brodatych hipsterów spod Wawelu było świetnym pomysłem – Karol i Włodek to mega pozytywni goście którzy rozkręcili imprezę. Hitem był też występ Krzyśka Gonc… Kanciarza. Nie zawsze na żywo udaje się to co przed kamerą, tym razem było super, imvho nawet lepiej niż przed kamerą.

I jeszcze jedno – po raz pierwszy spotkałem się z tym, że w tak fajny sposób branding imprezy został przeniesiony na… zdjęcia. O co chodzi? Sala była oświetlona na kolory cyjanowo-madżentowe (mniej więcej) czyli spójne ze stworzoną przez Jacka Kłosińskiego identyfikacja wizualna Blog Forum. Dzięki temu mój feed facebookowy i instagramowy wypełniły właśnie te barwy – wszystkie fotki z telefonów miały te kolory. Fajne 🙂

Dzięki Ewa, Ida, Kryszczan (i tak jestem zły, że Cię nie było) i reszta ekipy. Jest mnóstwo energii do działania! 🙂

 



Cześć :) Spodobało się? Zostaw lajka (powyżej). Chcesz zostać na dłużej? Polub strony (poniżej)

Tags

Podobne
  • Ojciec Leon i Jurek – zdecydowani faworyci wśród wszystkich prelegentów. Radek i Andrzej dali natomiast dobrego kopa motywacyjnego, by robić po swojemu to, co się czuję. Syndrom odstawienia – tak, tak, tego słowa mi brakowało. Jakoś dziwnie cicho i spokojnie dookoła. Po dwóch dniach intensywności – dziwnie.

  • Sebastian Umiński

    Michał, jesteś pierwszym blogerem, który pisze o odpowiedzialności w tym aspekcie. Wreszcie! 🙂

    • @sebastianumiski:disqus – nie no na pewno nie pierwszym 😉 Ale tak, to ważne. Coraz ważniejsze.

      • Oj bardzo ważne. I wreszcie powinniśmy otworzyć oczy i rozejrzeć się wokół… i zastanowić się nad własnymi słowami, troszeczkę dłużej. 🙂

  • 30i3

    Zawsze chyba będzie tak, ze krytykują najbardziej Ci, którzy nie byli, nie widzieli. Jak ja.

    Ale nikt nie zabierze mi ani Tobie prawa do krytyki. Jestem krytykiem, nie hejterem 🙂

    I uważam, ze trzeba przestać biegać za własnym ogonem. Piszę to jako początkujący bloger i „doświadczony” marketingowiec. Przed weekendem miałem bardzo pozytywne podejście do planowanej kampanii mojego klienta na blogach. A dziś mam już nieco mniej entuzjazmu.

    PS – bardzo lubię Twoje wpisy, choć często się z Tobą nie zgadzam.

    • Ale ja bardzo lubię dyskutować z ludźmi o odmiennym zdaniu. Byle bym dyskutował z argumentami 🙂 Więc pisz gdy się nie zgadzasz, ale pisz tez DLACZEGO, a nie tylko ŻE, bo z tym się trudno dyskutuje…

      Dla mnie akurat to wydarzenie było bardzo otwarte – nowi ludzie, nowi prelegenci – psycholog, Owsiak, kapłan, vlogerzy (a to ciągle dla wielu nowość) dlatego z chęcią usłysze argumenty.

      • 30i3

        mam pewne świeże doświadczenie w kontaktach z blogerami, od strony biznesowej. niestety nie do omawiania publicznego.
        nie unikam odpowiedzi, ale to część negocjacji biznesowych była.

        • Ja mam mnóstwo takich doświadczeń. W końcu bloguję na trochę bardziej poważnie od maja, a z blogerami współpracowałem od strony agencji przez 2,5 roku. Tak, jest mnóstwo różnych sytuacji, problem polega na tym, że agencje często zapominają, że mają do czynienia z osobami prywatnymi, a nie partnerami biznesowymi (choć tak powinny się one zachowywać). Tak, mnóstwo blogerów też ma sporo za uszami, ale… agencji jak najbardziej też. Od nieudolnego doboru blogów przez tysiące innych rzeczy. Ale może i dobrze, dzięki temu co miesiąc prowadzę szkolenia także w tym zakresie 🙂

          Można robić świetne kampanie, można to spieprzyć. Zupełnie jak w innych kanałach….

          • 30i3

            ja mam bardzo betonowych klientów, nie jest łatwo ich przekonać do akcji w blogosferze. i działania części blogerów mi tego nie ułatwiają.

    • ksiazkowo

      No właśnie, też byłam ciekawa tych argumentów, o które zapytał Michał. Ale piszesz, że będzie bez konkretów, szkoda.

      • 30i3

        dobrze, więc coś napiszę.

        Blogosfera jest w Polsce bardzo szeroka. ale takie spotkania jak BFG tego nie pokazują. Widzimy wciąż „te same twarze”, blogerzy nawzajem polecają siebie w bardzo hermetycznym gronie.

        Niedawno planowałem kampanię z udziałem blogerów. Pytanie o innych często kwitowane było przez nich stwierdzeniem, ze się nie liczą, on i polecają tego/tą. To grono ogranicza się do max kilkunastu osób.

        Bez świeżej krwi w obiegu marketerzy bardzo szybko znudzą się a blogerzy przypną sobie łatkę słupów reklamowych.
        Ale na szczęście blogerzy nie rządzą internetami, choć tak starają się często prezentować.
        I choć to zajmie więcej czasu, to jak jesteś dobry, to naturalnie i bez ich pomocy wypłyniesz.

        • Jak dla mnie, to tegoroczne BFG bardzo to pokazało, jak jesteśmy różnorodni (ale mimo wszystko podobnie szajbnięci). Również w prelekcjach, ale oczywiście głównie w integracji nieformalnej. Było bardzo wiele „innych twarzy”, można było spotkać blogerów piszących o tak różnorodnych rzeczach, że hej.
          Cóż, to, że część osób się wzajemnie poleca, to mnie akurat nie dziwi, bo przecież to raczej wynika z ludzkiej natury, że polecamy osoby, których działania znamy i wiemy, że są profesjonalne i pokrywające się z potrzebą szukającego. Polecając kogoś bierzemy odpowiedzialność za to polecenie. Możemy nim dużo stracić w oczach danej osoby, jeżeli polecimy kogoś, kto nijak ma się do potrzeb lub działa byle jak. Pewnie, że to jakoś tam ogranicza pulę osób, ale obserwując przez ostatnie lata to, co się dzieje, widzę, że nie jest to krąg zamknięty forever i robiąc dobrą robotę można się do niego dostać, nikt nie kamieniuje przy bramie 😀 Świeża krew pojawia się dosyć regularnie i chociaż „tuzy” są ciągle malutkim gronem, to już regularnie współpracujących i dobrze postrzeganych blogerów jest dużo więcej. I nie mam wrażenia, że nie są skłonni do pomocy innym.
          Geeeez, ja to chyba ciągle jeszcze idealistycznie patrzę na to środowisko. Albo coś 😉

        • Wiesz co sorry, ale to właśnie WASZA wina. Agencji. Pamiętam dobrze jak wyglądało dobieranie blogerów do akcji.

          To nie blogerzy mają ci podawać innych blogerów. To TY masz ich wyszukać! Pracowałem w agencji, moja żona pracuje w korpo. Na pytanie do agencji kogo wybrac do akcji dostaje właśnie #znowutesamegęby. Bo osobie w agencji nie chce robić się researchu.

          W Polsce jest 3 miliony blogów (!!!). Różnorodnych. Na imprezy blogerskie przyjeżdża zawsze kilkaset osób, większości nigdy nie znam. Prelegentami sa osoby spoza środowiska. Ale to nic nie pomaga, bo niektórzy ciągle powtarzają jak mantre, że te same gęby. Choć to niestety nie ma NIC wspólnego z rzeczywistością…

          Drugi problem to problem klientów. Dopóki się nie nauczą, że liczy się nie tylko zasięg ale wiele innych czynników – sami będą chcieli tych z topu, tylko i wyłącznie. Więc akurat winy blogerów nie widze tu zupełnie.

          • 30i3

            Masz rację, selekcja blogerów to rola agencji. I ja takiej selekcji dokonuję. Potrzebuję do mojej akcji 4 blogerów. Dwóch wybrałem świadomie z mainstreemu, bo pasują do marki. Wybrałem tez innych, i tu włączyły się animozje. A bo ten ma mały zasięg, tamten to właściwie nie bloguje, a jeszcze inny ma brzydki szablon. Boją się, że na ich plecach ktoś poprawi swój status. Więc proponują „wciąż te same gęby” – bo im się dobrze z nimi pracuje. Tu wychodzi brak profesjonalizmu. A jak się bierze za coś kasę, to nie można sobie na to pozwolić.

            Rozmowy z blogerami uczą mnie na pewno jednego. Każdy ma przeświadczenie o swojej zajebistosci i najwyższej wartości swojej twórczości. I bardzo dobrze, ja też uważam, że jestem najlepszy w tym co robię. Tylko dzięki temu uświadamiam sobie, że ich rekomendacje wychodzące poza własny ogródek są gówno warte.

            A akcję spróbuję zrobić i tak po swojemu, bo to ja ten projekt firmuję przed klientem, i to ja a nie bloger da za niego głowę.

            I przy takim podejściu blogerów, to nawet nie ja odpadnę, ale klient skiluje projekt, jeśli nie będę mógł go wybronić. A ze spokojnym sumieniem nie będe mógł klientowi ówna wcisnąć.

  • Nawet ja, nie będąca na BFG, dzięki oglądanym później prelekcjom zostałam napełniona tak wielką pozytywną energią… Zostałam wzruszona, dotknięta do żywego, zainspirowana i z wielką, naprawdę z cholernie wielką chęcią uczestniczyłabym w takowym evencie. To coś więcej, po prostu.

    I zgadzam się, jeśli chodzi o kwestię odpowiedzialności. Część z nas, blogerów, nawet nie zdaje sobie sprawy, że jesteśmy w większej mierze opiniotwórczy. I naprawdę docieramy do innych. Nawet jeśli to nie przekłada się na komentarze etc.