Home   /   Sieć i marketing  /   5 blogerskich pułapek
5 blogerskich pułapek
Czas czytania: 6 minut (y)

Dużo mówi się ostatnio o kryzysie blogowania. Trudno mi ocenić to zjawisko, owszem „w branżuni” socialowej i okolicach, czy innych miejscach rzeczywiście pojawia się czesto fala krytyki, czy szyderstw, ale mnie to zupełnie nie dziwi. I choć analiza źródeł tego problemu to dobry temat na następną notkę, ja zdradzę tylko, że moim zdaniem to całkiem normalny efekt krzywej harmonicznej – po zachwycie mediów i firm zjawiskiem blogowania musiała nastąpić reakcja. O powodach napiszę więc kiedy indziej, dzisiaj skupię się rzeczywiście na pewnych pułapkach w które można wpaść blogując.

Jak wiecie nie jestem typowym blogerem kroczącym ścieżką „ku sławie i pieniądzom”, bo traktuję to jako zajęcie drugo, czy nawet trzeciorzędne – zarabiam gdzie indziej, większość czasu spędzam na czym innym. Ale z racji fascynacji socialem i dawnej pracy na stanowisku stratega mam mnóstwo spostrzeżeń którymi lubię się dzielić.

Mogę oczywiście nie mieć racji, choćby dlatego że nie ma jednego słusznego wzorca, nie znam przyszłości, nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy i będzie wyglądało choćby za 10 lat. Zastanowię się więc na głos i spróbuję po prostu nakreślić pewne problemy – niech każdy sam zadecyduje czy to realna pułapka, czy nie.

1. Pułapka banowania

To chyba pierwsza pułapka w którą wpada wielu blogerów. Choć ja sam jestem przeciwny miejscom bez moderacji i zawsze powtarzam, że blog jest jak „domówka” – gospodarz decyduje o gościach, to mimo wszystko należy podchodzić do tego z rozwagą. Nie, nie chodzi mi o Wolność Słowa. Owszem, ona istnieje, ale to nie znaczy że każdy może przyjść do mnie do domu i mówić co mu się żywnie podoba. Jeśli będzie obrażał moją rodzinę, albo uparcie pieprzył jak Macierewicz, to wyleci na zbity pysk. Za pierwszym razem będzie to ban twardy, za drugim miękki – po prostu nie chce mi się z takim gościem gadać. Owszem wolność słowa istnieje, ale nie oznacza to, że każde miejsce w sieci jest hyde parkiem.

Ale… trzeba wyraźnie mieć świadomość kiedy banujemy ze względu na utrzymanie porządku, czy nawet nastroju, a kiedy po prostu zakrzywiamy rzeczywistość. Niektórzy banują wszelkie niewygodne im wypowiedzi, czy osoby mające inne zdanie. Może stać się to kuriozalne, więc należy zastanawiać się, czy rzeczywiście o to nam chodzi. I znowu – nie odmawiam nikomu autokreacji, jeśli ktoś chce być bezwzględnym twardzielem to niech strzela na prawo i lewo. Choć wiadomo, że ludzie ocenią go za to tak, a nie inaczej. Ja wychowałem się na Usenecie – nie było banów, była tylko siła argumentów 🙂

Dobrze się zastanów, czy nie banujesz z wygodnictwa, z chęci uciekania od dyskusji. Jeśli chcesz to robić to ok, ale nie dziw się, że ludzie będą cię bardziej negatywnie oceniać.

2. Pułapka gwiazdorzenia

„Gwiazdorzenie” blogerów to znowu temat rzeka i trudno o nim napisać dość krótko. To w dużej mierze pewien rozdmuchiwany mit, jak zwykle ekstrapolowany z pojedynczych przypadków. Wynika w dużej mierze z niezrozumienia nowych mediów (w skrócie: „każdy może być twórcą”), cewebryctwa („bardziej znany niż zywkły człowiek nie oznacza automatycznie gwiazdy z TV”), czy w końcu blogów jako takich (tak, są subiektywne i często skupione na blogerze – z definicji). W praktyce jednak widzę raczej osoby typu Maciek Budzich, czy Michał Stępień – jak ktoś mi pokaże ich przejawy gwiazdorzenia (a to „top top”) to mi włosy na głowie zaczną rosnąć.

Ale znowu. Coś jest na rzeczy. Tacy już jesteśmy, że lubimy próżność. My, ludzie. Widze oczami Al Pacino mówiącego „Vanity – it’s my favourite sin.” Jedni mniej, inni bardziej, lubimy być chwaleni, lubimy czuć się wyróżniani. I kiedy firmy zwracają na nas uwagę, kiedy agencje chcą nam płacić za kilkadziesiąt zdań, lub słać nam gifty – może nam odwalić. Po prostu.

I rzeczywiście, szczególnie dziś, gdy nieco na topie jest wyśmiewanie blogerów, warto na to uważać. I znowu – uważać, czyli być świadomym. Jestem daleki od mówienia – siedź cicho jak szara mycha, nie wyróżniaj się. DAFAQ? Dlaczego? Wyróżniaj się albo zgiń! 😀 Obserwuję u wielu osób poglądy w stylu „masz pisać ciekawie, za darmo, regularnie, nie pisać o sobie i nie gwiazdorzyć mi tutaj”. WAT? Pogrzao?

Pamiętaj by mieć nad tym kontrolę. Jeśli twoim planem jest zostanie celebrytą – proszzzz. Jednak w przypadku gwiazdek tego kalibru będzie to zawsze postrzegane słabo. Ot, trochę jak gwiazdorzenie Michała Wiśniewskiego swego czasu. Pamiętacie? No właśnie. Jeśli nie rozumiemy dlaczego ktoś ma być gwiazdą, a jest trochę przez innych tak traktowany to zawsze włącza nam się szydera. Dlatego szydzimy z gwiazd które wg nas sa bezwartościowe.

I tu dochodzimy do ważnego punktu. Pamiętaj, że oprócz twojej wiernej publiki jest jeszcze reszta świata. I choć publika będzie ci biła brawa i lajkowała każde splunięcie na fejsie, to inni będą postrzegać cię zupełnie inaczej i także kształtować twój wizerunek, oczywiście często w negatywny sposób. A że nawet nie czytali notek? No cóż. Jak myślicie, ilu szydzących z Coelho przeczytało choć jeden rozdział jego książki? 🙂

3. Pułapka pieniędzy

Blogi z założenia sa subiektywne. Kto tego nie rozumie i na siłę konfrontuje z dziennikarstwem zdaje się znowu nie rozumieć ich założeń. Dlatego nie jest wielkim problemem to, że bloger współpracuje z marką – w przeciwieństwie do dziennikarza. Ale… subiektywność nie oznacza wiarygodności! Pamietaj o tym. Ja mam swoje wyraziste poglądy, nie kryję się z nimi, chwalę niektóre marki, łajam inne. Natomiast mam swoją wiarygodność i bardzo boję się ją stracić. Oczywiście i tak będa głosy, że się sprzedałem, że jestem nieobiektywny (czekam aż ktoś powie mi to wreszcie w twarz :P), itp.

Ale nie zapominajmy, że w tym też jest nieco prawdy.

Ja mam duży komfort, że kasa którą otrzymuję w ramach współpracy z firmami (choć tego naprawdę jest malutko) jest dla mnie dodatkiem. To nie mój sposób na życie, nie jestem od tego uzależniony, nie utrzymuję z niej rodziny. Dlatego nie zawaham się napisać złej opinii, nawet jeśli wiem, że wpłynie to źle na współpracę z daną firmą w przyszłości.

Broń Boże nie twierdzę, że blogerzy utrzymujący się z blogowania na pewno sa nieobiektywni. To wierutna bzdura. Ale jest im znacznie ciężej, niestety. I tu trzeba silnej woli, aby umieć utrzymać swoją wiarygodność, pomimo kuszącej kasy. To samo z doborem kampanii – jeśli będziesz brac wszystko jak leci, znudzisz się i firmom, i ludziom. Jak celebryci. Wystarczy porozmawiać z ludźmi którzy pracują w marketingu. Twarze z reklam naprawdę czesto się wymienia, bo się zużywają…

Zresztą… jeśli stracisz wiarygodność, to stracisz prędzej, czy później kasę 🙂

4. Pułapka braku pracy

To bardzo ciężka sprawa i  sumie trudno mi do tego się odnosić. Powiem szczerze, że choć utrzymywanie się z bloga wydaje się bardzo kuszące, to bałbym się tego trochę. Szczególnie teraz, jako głowa rodziny. Nawet gdybym zaczął zarabiać na tym satysfakcjonujące mnie pieniądze zastanawiałbym się – co za 10 lat? A co za 20?

Ale… z drugiej strony ja i tak nie wiem co za 10, czy 20 lat 🙂 Dziś to niemożliwe. Michał z 2003 roku nie miał bladziuteńkiego pojęcia ani o social mediach, ani o agencjach, ani o koszulkowie… Ważne, by czasem się nad tym zastanowić. Szczególnie gdy jest się na etapie studiów i okolic. Bardzo kuszące wydaje się „pieprznę to wszystko i będe blogerką”. Tia. Na pewno? Do końca życia?

Owszem, może to być start do czegoś innego, może będziesz pisać książki, może artykuły, może będziesz kimś kim będa w przyszłości osoby tworzące teksty do Internetu 2 czymkolwiek on będzie, itp, itd. Miej to w głowie. Kominek swego czasu spytał blogerów kim chcą być jak zostaną – polecam, fajny tekst. Warto (ale truizm) myśleć nieco o przyszłości.

5. Pułapka kreacji swojego wizerunku

I to chyba mój ulubiony punkt. Pisałem już o tym nieco – z jednej strony wiem, że kreowanie swojego wizerunku powinno być JAKOŚ kontrolowane, z drugiej jednak osobiście jestem przeciwny zbytniego fabularyzowania tego wizerunku. Tak jak ważna dla blogera jest wiarygodność, tak ważna jest też jego prawdziwość. To tym różnią sie oni od gwiazd TV – są prawdziwi. W tym też ich siła. Telewizja sięga teraz po to nie raz (pamiętniki z wakacji, czy inne formaty), ludzie czytają blogi właśnie dlatego, że stoją za nimi prawdziwi ludzie. Nie twórzcie zbyt surrealistycznych obrazów siebie, bo prawda może wyjść na jaw.

Chyba, że… to zabieg świadomy i postać fabularna, jak Krzysztof Kanciarz, czy Cybermarian. I znowu – po prostu bądź tego świadom (a).

I to tyle moich spostrzeżeń – jak mówię, bałbym się powiedziec komukolwiek w tym wypadku „to jest dobre, a to złe”. Dlatego, że każdy ma pomysł na siebie (lub powinien mieć), a mnie samemu trudno jeszcze ocenić co jest dobre, a co złe – przekonamy się za 10, czy 20 lat.

 



Cześć :) Spodobało się? Zostaw lajka (powyżej). Chcesz zostać na dłużej? Polub strony (poniżej)

Podobne
  • Co będziemy robić za 10-20 lat nie da się przewidzieć. Oczywiście, warto robić plany i do nich dążyć, ale różnie później się życie toczy.

    Co do życia z bloga – czemu nie? Ale tylko, jeżeli otrzymujemy z tego naprawdę godziwe pieniądze. Po to by móc odkładać pieniądze na czarną godzinę lub gdy okaże się, że zainteresowanie naszym blogiem spadło.

    Z drugiej strony tak samo jest z własną firmą czy etatem u kogoś. Człowiek źle zainwestuje, źle przewidzi trendy i firma może szybko popłynąć. Etat też nie jest dany raz na zawsze.

    Czytałem kiedyś bloga chłopaka, który wyjechał do Meksyku na pół roku i żył z blogowania oraz jakichś freelancerskich robótek. Kurczę, szkoda, że go potem skasował…

    • Ja w ciągu trzech lat kariery zawodowej już dwukrotnie zmieniałem profesję. 😉

  • Daje lajka i gwiazdke 🙂

    W mojej skromnej opinii blogosfera w Polsce ciut za bardzo sie „sprofesjonalizowala”. Moze dobrym rozwiazaniem byloby wrocenie do blogowania dla zajawki a nie dla jakiegos celu: kasy, fejmu, darow losu itp. Chodzi mi o to, ze na pierwszym miejscu powinno byc to cos, wokolo czego moze krecic sie cala reszta.

    Fajnie jest zarabiac na blogu, ale pojawia sie pytanie, czy jezeli marki przestana wspolpracowac z blogerem (ekstremalnie zakladajac 0 piniondzow), czy ten bedzie dalej prowadzil blog? Osobiscie nie mam nic do „zawod bloger” i tych osob, ktore zyja z tego kawalka internetu, ktory sobie zagospodarowali 🙂

    przepraszam za brak polskich znakow, pisze z Afryki a tutaj nie mozna ich dostac.

    • „PISZĘ Z AFRYKI” <3 <3 <3 Tęsknimy :)))))

      • Pierwszy komentarz z Afryki na blogasq? Gifcik bedzie? <3 <3 <3 Tesknie bardzo! Do zo na afterze jakims :*

  • OdpadyBlog.pl

    Bardzo dobry tekst. Blogosfera moim zdaniem, a głównie jest to zdanie obserwatora bo dopiero zaczynam przygodę z blogiem, faktycznie jest zbyt rozdmuchana. Warto na nią patrzeć trochę przez palce, odsiewając pewne brzydkie cechy jak próżność autorów czy inne wady. Wtedy powinna nam się wyłonić prawdziwa treść zawarta w tekście czy ogólnie w blogu. Co jeśli nie ma treści i nasze filtry nie pomogą? To już pewnie zależy od nas samych:).
    Co do utrzymywania się z bloga to również podchodziłbym do tego z dystansem.
    Jeszcze raz, bardzo fajny tekst i będę zaglądał częściej:)
    Pozdrawiam
    Tomasz Araszkiewicz

  • Cóż, trudno się z tym wszystkim nie zgodzić.

    Wiecie co jest moim zdaniem jednak największym aktualnie problemem blogosfery?
    Zawiść. Czytelników, oczywiście.
    Mam nieodparte wrażenie, że jak tylko coś się blogerowi zaczyna udawać, to od razu znajdują się osoby, których to denerwuje. Nie wnikam czemu. Ale podejrzewam, że głównie z tego powodu, że komuś się zachciało coś robić, mnie się nie chce, więc zhejtuję. Smutne.

    Ale podpisuję się pod powyższymi, trafiłeś w sedno, dla mnie +.

    I tak przy okazji, zapraszam do mnie, na http://www.justwelldriven.com 😉

    • Zgadzam się co do zawiści czytelników. Chyba faktycznie funkcjonuje coś takiego, że ilość hejterów jest poniekąd miarą popularności blogera. Ja nie mam żadnych i chciałabym aby tak zostało, ale to chyba równoznaczne z brakiem popularności 😉 trzeba to przeboleć ;).

      Jeśli natomiast chodzi o ten wpis to Michał – bardzo trafnie to wszystko ująłeś. Mnie czasami zastanawia punkt 4. Ja nie mam nic przeciwko zarabiającym blogerom, ale czasami też się zastanawiam, czy mają oni coś w zanadrzu, na wypadek gdyby ich dobra passa przeminęła. To nie jest to samo co praca na etacie, która też w każdej chwili może się skończyć… Pracując na etacie zdobywamy doświadczenie w konkretnej branży, które pozwala nam później zdobyć podobną pracę w innym miejscu. W przypadku blogera ta zasada raczej nie obowiązuje, bo co, jak jego blog przestanie przenosić zyski to przeniesie się na inny?
      Ja bałabym się postawić w życiu wyłącznie na bloga.

  • Amen!

    Cenne uwagi podane we właściwy sposób. Bez narzucania innym swoich racji, bez „mądrowania się” i zgrywania Pana Wszechwiedzącego. Ajlajkit 😉

  • Hej Michał,

    O rany, jak ja Cię szanuję za ten wpis. Wyrywasz mi z głowy moje dylematy i spisujesz.

    Granica jest cienka. Sam się zastanawiam czasami czy to jeszcze naturalna promocja mojego bloga, czy już gwiazdorzenie i jak to zostanie odebrane. Myślę, że kluczowe w tym wszystkim, jest by pozostać wiernym sobie. To każdy z nas wie najlepiej w co gra, o jaką stawkę. I niestety bez względu na ile „true” pozostaniemy w stosunku do siebie samych, to otoczenie może to zinterpretować dowolnie.

    Pomagasz i nie pomagasz. Zmuszasz do myślenia. Dziękuję.

    Sprawdza mi się, że na imienników mogę liczyć 😉

    Pozdrawiam serdecznie!

  • AnatomiaZycia

    Udany wpis 🙂 cieszę się, ze ktoś zauważył, ze blogowanie może być idealnym wyjściem do innych projektow i ze warto się zastanowić czy za 10 lat nasze zycie będzie wyglądało tak samo. porównajcie sobie lata 90 i obecne. Kto wtedy myślał o noszeniu telefonu lub komputera w kieszeni?

  • Jeju, czy te pogrubione polskie litery mają jakiś cel?
    Mi dają tak po oczach, że nie mogę skupić się na treści.

    • Ech, to problem z fontami. 99% ludzi już nie widzi tego, nie wiem jaką masz konfigurację i przeglądarkę, ale jesteś w tym niechlubnym 1% 🙁

  • Pingback: Opowieść o prawdziwej sile blogów, czyli historia Pawła()

  • fajny wpis, trochę długi, ale dotrwałam do końca 🙂
    Piszesz o gwiazdorzeniu blogerów, a czym ono dla Ciebie jest?

  • Najważniejsze, aby mieć pracę i jakieś życie poza blogiem, wtedy można zachować proporcje i reszta nie grozi tak łatwo.

  • Pingback: Przegląd tygodnia 1/11 | Life Manager-ka()

  • Pingback: Artykuły must read vol. 17 | A Listly List()

  • Illustranja

    Wydaje mi się, że wszystko (stety i niestety) zmierza do tego, że cały świat kultury audiowizualnej przeniesie się do Internetu. To nie jest żadne odkrycie Ameryki (prasa papierowa ledwo zipie, telewizja jest dla tych, którzy nie mają wyboru lub „internetowych kompetencji”), ale można przypuszczać, że za 10-20 lat blogerzy będą „osobistościami” (nie cierpię słowa celebryta).
    Może ludzie, którzy mają trochę więcej oleju w głowie zaczną stopniowo przenosić się do blogosfery z kanałów społecznościowych, bo wydaje mi się, że tutaj dużo łatwiej jest świadomie kreować swój wizerunek.
    Ja mam z tym trochę problem, bo jestem typem „zgłębiacza wszystkiego” – lubię dotknąć, przeczytać książkę, poczuć jej zapach. A jeśli już czytam czyjegoś bloga, to potrzebuję na to czasu. Żeby sprawnie się kreować i utrzymywać więzi z innymi w sieci to (chyba) trzeba być bardzo energicznym i może trochę powierzchownym?

  • Krystyna Bałakier

    Dzięki za dobre rady. W 100% zgadzam się z Twoją opinią. Serdecznie pozdrawiam.
    balakier-style.pl