Dużo mówi się ostatnio o kryzysie blogowania. Trudno mi ocenić to zjawisko, owszem “w branżuni” socialowej i okolicach, czy innych miejscach rzeczywiście pojawia się czesto fala krytyki, czy szyderstw, ale mnie to zupełnie nie dziwi. I choć analiza źródeł tego problemu to dobry temat na następną notkę, ja zdradzę tylko, że moim zdaniem to całkiem normalny efekt krzywej harmonicznej – po zachwycie mediów i firm zjawiskiem blogowania musiała nastąpić reakcja. O powodach napiszę więc kiedy indziej, dzisiaj skupię się rzeczywiście na pewnych pułapkach w które można wpaść blogując.

Jak wiecie nie jestem typowym blogerem kroczącym ścieżką “ku sławie i pieniądzom”, bo traktuję to jako zajęcie drugo, czy nawet trzeciorzędne – zarabiam gdzie indziej, większość czasu spędzam na czym innym. Ale z racji fascynacji socialem i dawnej pracy na stanowisku stratega mam mnóstwo spostrzeżeń którymi lubię się dzielić.

Mogę oczywiście nie mieć racji, choćby dlatego że nie ma jednego słusznego wzorca, nie znam przyszłości, nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy i będzie wyglądało choćby za 10 lat. Zastanowię się więc na głos i spróbuję po prostu nakreślić pewne problemy – niech każdy sam zadecyduje czy to realna pułapka, czy nie.

1. Pułapka banowania

To chyba pierwsza pułapka w którą wpada wielu blogerów. Choć ja sam jestem przeciwny miejscom bez moderacji i zawsze powtarzam, że blog jest jak “domówka” – gospodarz decyduje o gościach, to mimo wszystko należy podchodzić do tego z rozwagą. Nie, nie chodzi mi o Wolność Słowa. Owszem, ona istnieje, ale to nie znaczy że każdy może przyjść do mnie do domu i mówić co mu się żywnie podoba. Jeśli będzie obrażał moją rodzinę, albo uparcie pieprzył jak Macierewicz, to wyleci na zbity pysk. Za pierwszym razem będzie to ban twardy, za drugim miękki – po prostu nie chce mi się z takim gościem gadać. Owszem wolność słowa istnieje, ale nie oznacza to, że każde miejsce w sieci jest hyde parkiem.

Ale… trzeba wyraźnie mieć świadomość kiedy banujemy ze względu na utrzymanie porządku, czy nawet nastroju, a kiedy po prostu zakrzywiamy rzeczywistość. Niektórzy banują wszelkie niewygodne im wypowiedzi, czy osoby mające inne zdanie. Może stać się to kuriozalne, więc należy zastanawiać się, czy rzeczywiście o to nam chodzi. I znowu – nie odmawiam nikomu autokreacji, jeśli ktoś chce być bezwzględnym twardzielem to niech strzela na prawo i lewo. Choć wiadomo, że ludzie ocenią go za to tak, a nie inaczej. Ja wychowałem się na Usenecie – nie było banów, była tylko siła argumentów :)

Dobrze się zastanów, czy nie banujesz z wygodnictwa, z chęci uciekania od dyskusji. Jeśli chcesz to robić to ok, ale nie dziw się, że ludzie będą cię bardziej negatywnie oceniać.

2. Pułapka gwiazdorzenia

“Gwiazdorzenie” blogerów to znowu temat rzeka i trudno o nim napisać dość krótko. To w dużej mierze pewien rozdmuchiwany mit, jak zwykle ekstrapolowany z pojedynczych przypadków. Wynika w dużej mierze z niezrozumienia nowych mediów (w skrócie: “każdy może być twórcą”), cewebryctwa (“bardziej znany niż zywkły człowiek nie oznacza automatycznie gwiazdy z TV”), czy w końcu blogów jako takich (tak, są subiektywne i często skupione na blogerze – z definicji). W praktyce jednak widzę raczej osoby typu Maciek Budzich, czy Michał Stępień – jak ktoś mi pokaże ich przejawy gwiazdorzenia (a to “top top”) to mi włosy na głowie zaczną rosnąć.

Ale znowu. Coś jest na rzeczy. Tacy już jesteśmy, że lubimy próżność. My, ludzie. Widze oczami Al Pacino mówiącego “Vanity – it’s my favourite sin.” Jedni mniej, inni bardziej, lubimy być chwaleni, lubimy czuć się wyróżniani. I kiedy firmy zwracają na nas uwagę, kiedy agencje chcą nam płacić za kilkadziesiąt zdań, lub słać nam gifty – może nam odwalić. Po prostu.

I rzeczywiście, szczególnie dziś, gdy nieco na topie jest wyśmiewanie blogerów, warto na to uważać. I znowu – uważać, czyli być świadomym. Jestem daleki od mówienia – siedź cicho jak szara mycha, nie wyróżniaj się. DAFAQ? Dlaczego? Wyróżniaj się albo zgiń! :D Obserwuję u wielu osób poglądy w stylu “masz pisać ciekawie, za darmo, regularnie, nie pisać o sobie i nie gwiazdorzyć mi tutaj”. WAT? Pogrzao?

Pamiętaj by mieć nad tym kontrolę. Jeśli twoim planem jest zostanie celebrytą – proszzzz. Jednak w przypadku gwiazdek tego kalibru będzie to zawsze postrzegane słabo. Ot, trochę jak gwiazdorzenie Michała Wiśniewskiego swego czasu. Pamiętacie? No właśnie. Jeśli nie rozumiemy dlaczego ktoś ma być gwiazdą, a jest trochę przez innych tak traktowany to zawsze włącza nam się szydera. Dlatego szydzimy z gwiazd które wg nas sa bezwartościowe.

I tu dochodzimy do ważnego punktu. Pamiętaj, że oprócz twojej wiernej publiki jest jeszcze reszta świata. I choć publika będzie ci biła brawa i lajkowała każde splunięcie na fejsie, to inni będą postrzegać cię zupełnie inaczej i także kształtować twój wizerunek, oczywiście często w negatywny sposób. A że nawet nie czytali notek? No cóż. Jak myślicie, ilu szydzących z Coelho przeczytało choć jeden rozdział jego książki? :)

3. Pułapka pieniędzy

Blogi z założenia sa subiektywne. Kto tego nie rozumie i na siłę konfrontuje z dziennikarstwem zdaje się znowu nie rozumieć ich założeń. Dlatego nie jest wielkim problemem to, że bloger współpracuje z marką – w przeciwieństwie do dziennikarza. Ale… subiektywność nie oznacza wiarygodności! Pamietaj o tym. Ja mam swoje wyraziste poglądy, nie kryję się z nimi, chwalę niektóre marki, łajam inne. Natomiast mam swoją wiarygodność i bardzo boję się ją stracić. Oczywiście i tak będa głosy, że się sprzedałem, że jestem nieobiektywny (czekam aż ktoś powie mi to wreszcie w twarz :P), itp.

Ale nie zapominajmy, że w tym też jest nieco prawdy.

Ja mam duży komfort, że kasa którą otrzymuję w ramach współpracy z firmami (choć tego naprawdę jest malutko) jest dla mnie dodatkiem. To nie mój sposób na życie, nie jestem od tego uzależniony, nie utrzymuję z niej rodziny. Dlatego nie zawaham się napisać złej opinii, nawet jeśli wiem, że wpłynie to źle na współpracę z daną firmą w przyszłości.

Broń Boże nie twierdzę, że blogerzy utrzymujący się z blogowania na pewno sa nieobiektywni. To wierutna bzdura. Ale jest im znacznie ciężej, niestety. I tu trzeba silnej woli, aby umieć utrzymać swoją wiarygodność, pomimo kuszącej kasy. To samo z doborem kampanii – jeśli będziesz brac wszystko jak leci, znudzisz się i firmom, i ludziom. Jak celebryci. Wystarczy porozmawiać z ludźmi którzy pracują w marketingu. Twarze z reklam naprawdę czesto się wymienia, bo się zużywają…

Zresztą… jeśli stracisz wiarygodność, to stracisz prędzej, czy później kasę :)

4. Pułapka braku pracy

To bardzo ciężka sprawa i  sumie trudno mi do tego się odnosić. Powiem szczerze, że choć utrzymywanie się z bloga wydaje się bardzo kuszące, to bałbym się tego trochę. Szczególnie teraz, jako głowa rodziny. Nawet gdybym zaczął zarabiać na tym satysfakcjonujące mnie pieniądze zastanawiałbym się – co za 10 lat? A co za 20?

Ale… z drugiej strony ja i tak nie wiem co za 10, czy 20 lat :) Dziś to niemożliwe. Michał z 2003 roku nie miał bladziuteńkiego pojęcia ani o social mediach, ani o agencjach, ani o koszulkowie… Ważne, by czasem się nad tym zastanowić. Szczególnie gdy jest się na etapie studiów i okolic. Bardzo kuszące wydaje się “pieprznę to wszystko i będe blogerką”. Tia. Na pewno? Do końca życia?

Owszem, może to być start do czegoś innego, może będziesz pisać książki, może artykuły, może będziesz kimś kim będa w przyszłości osoby tworzące teksty do Internetu 2 czymkolwiek on będzie, itp, itd. Miej to w głowie. Kominek swego czasu spytał blogerów kim chcą być jak zostaną – polecam, fajny tekst. Warto (ale truizm) myśleć nieco o przyszłości.

5. Pułapka kreacji swojego wizerunku

I to chyba mój ulubiony punkt. Pisałem już o tym nieco – z jednej strony wiem, że kreowanie swojego wizerunku powinno być JAKOŚ kontrolowane, z drugiej jednak osobiście jestem przeciwny zbytniego fabularyzowania tego wizerunku. Tak jak ważna dla blogera jest wiarygodność, tak ważna jest też jego prawdziwość. To tym różnią sie oni od gwiazd TV – są prawdziwi. W tym też ich siła. Telewizja sięga teraz po to nie raz (pamiętniki z wakacji, czy inne formaty), ludzie czytają blogi właśnie dlatego, że stoją za nimi prawdziwi ludzie. Nie twórzcie zbyt surrealistycznych obrazów siebie, bo prawda może wyjść na jaw.

Chyba, że… to zabieg świadomy i postać fabularna, jak Krzysztof Kanciarz, czy Cybermarian. I znowu – po prostu bądź tego świadom (a).

I to tyle moich spostrzeżeń – jak mówię, bałbym się powiedziec komukolwiek w tym wypadku “to jest dobre, a to złe”. Dlatego, że każdy ma pomysł na siebie (lub powinien mieć), a mnie samemu trudno jeszcze ocenić co jest dobre, a co złe – przekonamy się za 10, czy 20 lat.

 

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: