To właśnie jakoś 5 lat temu kupiłem mojego Macbooka. Wtedy też planując rychły wyjazd na dłużej za granicę postanowiłem sprzedać stacjonarnego PC, a niedługo później kupić konsolę. 2008 rok to był jeszcze czas kiedy o grach na Maka mówiło się “Photoshop is not a game” – choć zaczęło się w tej kwestii zmieniać, to jednak nadal specjalnie sobie na moim maczku nie popykam. Wybór padł na PS3. 

Ale zanim do niej przejdę, opiszę jeszcze moje korzenie, aby PC-gamers wiedzieli że wywodzę się właśnie z ich rasy. Grałem na Spectrum. Potem na C64. Potem na Amidze. Potem dłuuugo na PC. Nie miałem nigdy Pegasusa, co więcej nigdy na Pegasusie nie grałem (srsly). Po co, skoro miałem zyliard gier na kompie?

Co więcej, moje upodobania growe były zawsze bardzo niekonsolowe. Po erze platformówek (tu nie było wyjścia, trudno było grać w co innego) przyszedł czas na point ‘n’ click – zaliczyłem prawie wszystkie Lucasfilmy/artsy i Sierra online. Uwielbiałem od zawsze także RTS-y, szczególnie te mało wojenne, a także Tycoony. Moje dwie ulubione gry to najbardziej znane dzieci Sida Meiera (nie muszę chyba mówić które). Później zagrywałem się w FPP, za to zupełnie nie kręciły mnie TPP. Dlatego też konsola była posunięciem odważnym.

Pierwszą grą – którą dostałem w komplecie z konsolą – było Little Big Planet. To fascynujące, ale ja nadal lubię w nią grać i do niej wracać. W ogóle fajne w konsolach jest to, że gry wcale nie starzeją się tak szybko. Kiedyś dwuletnia gra była strasznym sucharem, nie mówiąc już o tym, że przez ten czas zmieniało się zupełnie sprzęt, bo on nie dawał rady. LBP jest dalej miodne, uwielbiam też muzykę.

http://www.youtube.com/watch?v=5AMK0d-lUMw

Kupiłem też w promocji Fifę licząc na to, że przełamie ona moją niechęć do piłki kopanej, ale niestety nigdy nie opanowałem chorej klawiszologii :D W co gram jeszcze? No właśnie. W niewiele. Ale o tym później, w podsumowaniu.

Zapaliłem się do serii Skate. Lubię ciągle poszusowac sobie po mieście robiąc tricki na desce, bardzo chilluje mnie jeżdżenie po San Vanelonie.

Skoro jesteśmy przy chillowaniu to nie mogę wspomnieć o Flower. Jak absurdalnie może brzmieć symulator… wiatru zapylającego kwiaty. A jednak. Kosmos. Ale ta gra wkręca :)

Kolejna gra która towarzyszy mi od prawie samego początku to Pixel Junk Eden. Kupiłem ją za jakieś grosze, grałem sporo sam, by ostatnio grac regularnie z kumplem. Ta gra dzięki swojej prostocie, psycho muzyce i kolorach jest naprawdę kosmiczna. Podobno najlepiej gra się w nią podczas odmiennych stanów świadomości. Nie mam pojęcia jak to jest (bo i skąd miałbym wiedzieć!) ale podobno jest niesamowicie! :>

Muszę też wspomnieć o Red Dead Redemption, grze do której miałem 3 podejścia, po to by za trzecim razem pochłonęła mnie totalnie na pół roku. Uwielbiam – muzyka, klimaty, detale, grywalność. Dobro.

I oczywiście gra która trafiła na moje pierwsze miejsce, gra której nie potrafiła nawet spieprzyć nieudana trzecia część. Seria, której premiery wyznaczają cykl mojego życia. Assassin’s Creed. Uwielbiam. Grałem w nią na PC, ale mi nie podpasowała. Raz, że pierwsza część była dość monotonna, dwa, że to jednak gra typowo konsolowa. Na konsoli przeszedłem jedynkę jednym ciągiem. Potem zakochałem się w dwójce. Potem przyszła 2.1 i 2.2 które też pochłonąłem. I nieudana nieco trójka, w którą mimo wszystko też trochę ciąłem. Trailer Revelations, no są ciary.

Oprócz tego było jeszcze trochę gier, nie będe ich wszystkich wymieniał. Choć… wcale nie tak dużo. No właśnie, dlaczego?

1. Gry są drogie

Tak, tak, jak większość z nas piraciłem gry na PC. A wtedy kiedy przestałem piracić spokojnie mogłem kupić sobie raz na jakiś czas oryginał. Za 40-70 zł. Nie kupowałem praktycznie gier powyżej stówy. Dzisiaj za grę muszę zapłacić często powyżej 3 stówek. To dużo. Moje dochody wzrosły co prawda kilkukrotnie, ale nadal szczypię się przed wydaniem kilku stówek bo można się sparzyć. Tak jak w przypadku np Tomb Raidera który zupełnie mi nie podpasował :( Gram rzadziej i mniej (o tym w ostatnim punkcie), ale generalnie skupiam się bardziej na każdej grze.

2. Gra się inaczej

Może to kanapa. Nie siedzisz skulony nad kompem, siedzisz rozwalony na kanapie, przed plazmą albo – jak ja teraz – rzutnikiem w salonie. Popijasz piwko, wyluzowany trzymasz pada w ręku i pykasz. Zawsze byłem casualem, ale teraz moja casualowość weszła na wyższy poziom casualowości. Nie wiem jak to jest, ale po prostu te gry nie pochłaniają mnie tak bardzo jak te na PC. Może to kwestia tego o czym napiszę w ostatnim punkcie, a może tego że siedzi się w salonie, a nie odizolowanym w jakimś pokoju. Co jakiś czas ktoś przejdzie, gra się też na imprezach. Prawdę mówiąc nie zdarza mi się praktycznie grac do rana, na PC było to normą.

3. Gra się razem

Ok, ok, mówię o takim prawdziwym RAZEM. Nie o graniu po sieci, czy nawet LAN-party. Ok, dawno temu grałem z moją dziewczyną w Settlers2 na split screenie (eh <3), ale na PC gra się zazwyczaj samemu. Na PS3 często gram z żoną, z kumplem, czy też na domówce jeśli takowa zrobię. Franek też lubi patrzeć jak gram (ze względu na przemoc jest to oczywiście zazwyczaj Skate). Nie mówię już o graniu na Move – to wszystko grupowa rozrywka.

4. Chyba jestem starszy

Kurde. 5 lat temu dopiero co przekroczyłem trzydziestkę, byłem świeżo po ślubie. Dziś mam psa, żonę, dwójkę dzieci, dom, drzewo, szelki i kapcie :D Nie, nie bójcie się, to zajebiste (ale nie na tę notkę i nawet nie tego bloga). Po prostu mam nieco inne priorytety. Wiem że i tak muszę wstać rano, więc nie gram do świtu. Jestem bardziej zwalony po dniu, więc potrzebuję chillu przy piwku, z kumplem. Oglądam film lub gram w coś na luzie. Zwracam uwagę na inne rzeczy w grach – zawsze lubiłem gry z klimatem i tłem (dlatego wolałem Duke Nukem od Quake i Half Life od Unreala), ale teraz lubię to jeszcze bardziej. Tym bardziej że siedzę na wygodnej kanapie, przed rzutnikiem, z dźwiękiem 5.1.

I PRZEDE WSZYSTKIM MAM MNIEJ CZASU. LAJF.

Nie porywam się na porównywanie grania konsolowego do PC-towego. Owszem, czasem coś mnie pochłonie. Jakiś czas temu wróciłem do ukochanego Black&White, ostatnio zainstalowałem Cywilizację 5 z dodatkiem (wreszcie Polska!) po to tylko by po kilku dniach ją wywalić – znowu zarywałem noce :).

Nie potrzebuję zupełnie PC. Do pracy wystarcza mi Macbook, nie chcę spędzać także wieczorów w tej samej pozycji, przed monitorem. Konsola jest jak najbardziej fajnym nabytkiem i nie żałuję ani chwili że to właśnie na niej dzisiaj gram.

I co najważniejsze – nie muszę jej upgrade’ować co trzy miesiące. Tylko co 5 lat. I to jak najbardziej mi pasuje. Pececie, czasem tęsknie. Ale bez przesady. Rest in Peace, bro.

P.S. Oczywiście że wolę PS3 od Xboxa. Te paskudne pady i brak BluRay – bez sensu :D Flameeeeeee :>>>>

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: