Czasami mam wrażenie, że nie żyję w kraju będącym częścią Europy. Cywilizowanego kontynentu. W XXI wieku. W czasach kiedy klient ma rację. Tylko w dzikim buszu w którym niektóre firmy po prostu próbują wydymać klienta tak jak tylko się da. TUiR Warta oraz Saturn są właśnie tego przypadkiem.

Na początku krótka historia którą opowiadam wszystkim, gdy mowa o ubezpieczeniach. Mieszkałem przez 1,5 roku w Genewie. Okradziono nam dom. Zostawiliśmy otwarte drzwi, byliśmy na górze. Złodziej wszedł, zabrał co popadnie i uciekł. Sporządziliśmy listę skradzionych przedmiotów, dwa tygodnie później (!) Wintertur przelał nam całą kase na konto. Nie wierzyłem w to. Ale dokładnie tak było.

A jak jest w Polsce? W Polsce ubezpieczyciel dyma nas na każdym kroku. W niewiarygodny sposób. Za punkt honoru stawia sobie niewypłacenie odszkodowania. Bo jego wypłacenie to przecież porażka.

W styczniu b.r. kupowałem iPada mini. Kupiłem go w Saturnie. Od razu spytałem o ubezpieczenie które obejmie także upadek czy inne tego typu sprawy – w końcu to dzisiaj bardzo częsta sytuacja. Chciałem kupić Apple Care. Zaproponowano mi jednak ubezpieczenie sprzedawane automatycznie przez Saturna – gwarancję obejmującą kradzież, czy inne uszkodzenia. Jest to sprawa dość droga, w przypadku brania sprzętu na firmę jeszcze droższa – kosztuje 389 zł. Ale cóż – sam iPad kosztuje 2 tysiące, więc pomyślałem, że się opłaca. Upewniłem się, że obejmuje upadek i pojechałem do domu.

Przez kilka miesięcy szczęśliwie nie musiałem z niego korzystać, ale niestety kilka tygodni temu iPad po prostu wysunął mi się z ręki i upadł na beton. Pęknieta szybka, wgniecenia. Odzyskałem więc oryginał faktury i dokonałem zgłoszenia.

Minęły 3 tygodnie i przyszła wreszcie upragniona decyzja. Czyżby?

ODMOWA. “Uszkodzenie nie zostało wywołane przez czynnik zewnętrzny”.

DO KURWY NĘDZY.

Nie będę przebierał w słowach. To jest ubezpieczenie sprzedawane właśnie na wypadek tego typu zdarzeń. Tak tłumaczą to pracownicy. Rzeczywiście w umowie jest napisane

“…uszkodzenie, zniszczenie sprzętu (zewnętrzne lub wewnętrzne) spowodowane przez nagłe, nieprzewidywalne i niezależne od woli ubezpieczonego zdarzenie, niemożliwe do zapobieżenia, spowodowane działaniem czynnika zewnętrznego powodujące konieczność naprawy, wymiany części lub całego sprzętu”.

Ale co jest czynnikiem zewnętrznym? Skąd ja mam znac jego dokładnę definicję? Czy ja jestem prawnikiem? Czy krzywo ułożona płytka chodnikowa o którą się potknąłem nim jest? A ciemność? A grawitacja? A pan który mnie potrącił łokciem? A czy wtedy nie będziecie chcieli żebym go wskazał? Itp.

DO CHOLERY JA NIE MUSZĘ TEGO WIEDZIEĆ!!!!

WARTO! Jesteś klasycznym przykładem firmy która chce ruchać klientów. Dlaczego w Szwajcarii nikt nie pytał nas dlaczego dom był otwarty? Ani czy rzeczywiście posiadaliśmy sprzęty które zgłosiliśmy?

Dlaczego w naszym trzecim świecie musi być tak, że ja teraz będę spędzał godziny na wyjaśnianiu tego i walki o swoje? Kupiłem w sklepie gwarancję na upadek. Tak miało być. Czy ja każdą umowę musze sprawdzać z prawnikiem?

Jade do Saturna. Ja tego tak nie zostawię.

http://www.wykop.pl/link/1560245/z-warta-nie-warto-saturn-w-kosmos/

Kick plz.

P.S. Wszystkich inteligentów w stylu “trzeba było czytać umowę”, albo “jesteś blogerem to żądasz” uprzejmie proszę o zamknięcie się. Już teraz, z góry. Jestem za bardzo wkurwiony żeby teraz wam wlewać olej do głowy i używać argumentów które by was (wątpliwie) przekonały.

***

Update. Byłem w Saturnie. I co? “Prosze pana, gdyby tak każdy sobie chciał to ubezpieczenie odbierać, to by ubezpieczyciel zbankrutował, każdy by przed końcem gwarancji iPada przez okno wyrzucał”.

AAAAAA!

Domniemanie winy? CZY JA ŻYJĘ W EUROPIE CZY W KRAJU ARABSKIM????

No nic. Całe szczęście tam były inne osoby, szedłem w tłoku. Piszę odwołanie.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: