Patrzę sobie na różne artykuły opisujące jak to trudno dziś znaleźć młodym ludziom pracę i myślę sobie gdzie leży prawda. Z jednej strony rzeczywiście ogłoszenia o pracę bywają absurdalne – potrzebne są osoby z wieloletnim doświadczeniem, potrafiące tysiąc rzeczy, za pensję niewiele wyższą od studenckiego stypendium. Skąd wziąć potrzebne doświadczenie? Przecież to normalne, że nie można go zdobyć na studiach, a skoro już pierwszy pracodawca go wymaga, to czy jest to możliwe? Ano jest. Było gdy ja pracy szukałem, jest i teraz.

Na samym początku trzeba jednak zmienić nastawienie. Słyszałem dzisiaj w radiu, że dzisiejsi studenci kończący uczelnię chcą zarabiać dużo powyżej średniej krajowej. Zestawiam to ze znanym mi wizerunkiem studenta kończącego Jakiś Tam Nieprzemyślany Kierunek (często socjologia, psychologia, politologia, czy inna logia*) który wychodzi z dyplomem pod pachą, staje na środku i krzyczy: PRACO PRZYJDŹ!

No tak to wygląda, sorry. Kiedy widzę eventy na fejsie nazwane “szukam pracy” to ręka sama układa się w facepalma. Praca sama nie przyjdzie, serio. Nie należy ci się ona także dlatego, że skończyłeś studia. Pora przejrzeć na oczy, o ile nie skończyłeś specjalistycznego kierunku wymaganego do pracy w danym zawodzie (lekarz i tym podobne) to studia były wesołym epizodem w twoim życiu, który być może nauczył cię żyć w systemie feudalnym (mówię o paniach z dziekanatu), i rozwinął trochę sprytu / bezsensownego notowania (niepotrzebne skreślić), ale dużo poza tym – nie.

Skąd więc wziąć wymagane doświadczenie? No cóż, mam nadzieję, że trafię do ciebie jeszcze ZANIM skończyłes studia, a może nawet liceum. Otóż jest pewna droga którą można podążać aby zdobywac doświadczenie które można potem spokojnie wpisać sobie do CV. Niestety wymaga ona nieco poświęceń i wyklucza spędzania 100% czasu na naprzemiennym imprezowaniu i zakuwaniu do sesji. To trzy magiczne litery.

N. G. O.

Kiedy pisałem swoje pierwsze poważne CV mogłem wpisać dość mało jeśli chodzi o przebieg pracy zawodowej (jakies tam naprawy komputerów i inne dorywcze zajęcia), ale mogłem pochwalić się prowadzeniem projektów różnej skali (w tym międzynarodowych), dowodzeniem zespołami różnej wielkości i innymi sprawami. No dobra, niektórzy być może jeszcze nie rozszyfrowali skrótu. Chodzi oczywiście o organizacje pozarządowe.

Jest ich mnóstwo. Ja akurat działałem w ZHP (więcej na moim drugim blogu), ale to nie jest oczywiście jedyna droga. Organizacji jest mnóstwo. Tak, działa się tam za darmo (co może niektórym wydawac się dziwne), ale to właśnie tam możesz uczyć się na swoich błędach i sukcesach i właśnie tam często dostaniesz o wiele więcej swobody w tym co robisz. A może odnajdziesz tez swoją pasję.

Mnóstwo ludzi których znam stawiało pierwsze kroki właśnie w różnego rodzaju organizacjach ucząc się rzeczy których nie nauczyliby się ani w domu, ani w szkole, ani na studiach. Co więcej, zazwyczaj udzielając się w tych organizacjach pomagasz komuś, służysz w dobrej sprawie, a to raczej też nie jest bez znaczenia.

Tak więc jeśli chcesz rzeczywiście nabyć trochę doświadczenia w pracy zespołowej, prowadzeniu projektów, a może nawet w pracy w środowisku międzynarodowym to pomyśl o tym, czy nie warto zainteresować się jakimś NGO-sem. Jest ich naprawdę multum. I uwierz mi, czas spędzony w taki produktywny sposób będziesz wspominac lepiej, niże kolejne imprezowanie. Nie to żebym był jego przeciwnikiem, wręcz przeciwnie, ale to nie ja mam teraz problemy ze znalezieniem pracy :)

P.S. Wpis zdobył większa popularność niż się spoidziewałem i jak wiele moich popularnych wpisów nie przez wszystkich został zrozumiany. No cóż, nie jestem Hemingwayem. Więc jeszcze raz – może zrobiłem trochę overpromise tytułem, ale tu naprawdę nie chodzi o jedną złotą radę, panaceum na bezrobocie. Dałem jedną, nie czuję się na siłach aby tutaj odrgywać niewiadomo kogo. Mnie pomogło, wam też może pomoże. Nie pisze nigdzie, że jest łatwoe, że jest normalnie, że jest logicznie, że kiedyś było trudniej/łatwiej etc. Udzielając się w NGO masz spore szanse na zwiększenie swoich zans na rynku pracy z powodów o których pisałem. Tylko tyle i aż tyle. Ale rozwinę może temat w jeszcze jednej notce. Dzięki za odzew.

P.s.s. Chcilieliscie rozwinięcia. Proszę. http://michalgorecki.pl/2013/04/co-chcesz-robic-w-zyciu/

* sorry, że posłużyłem się tymi kierunkami, nie chce ich deprecjonować, znam po prostu multum ludzi po tych kierunkach którzy poszli tam bo nie wiedzieli gdzie iść.

Podziel się!

Udostępnij notkę znajomym: