Home   /   Świat  /   Jak zdobyć pierwszą pracę?
Jak zdobyć pierwszą pracę?
Czas czytania: 3 minut (y)

Patrzę sobie na różne artykuły opisujące jak to trudno dziś znaleźć młodym ludziom pracę i myślę sobie gdzie leży prawda. Z jednej strony rzeczywiście ogłoszenia o pracę bywają absurdalne – potrzebne są osoby z wieloletnim doświadczeniem, potrafiące tysiąc rzeczy, za pensję niewiele wyższą od studenckiego stypendium. Skąd wziąć potrzebne doświadczenie? Przecież to normalne, że nie można go zdobyć na studiach, a skoro już pierwszy pracodawca go wymaga, to czy jest to możliwe? Ano jest. Było gdy ja pracy szukałem, jest i teraz.

Na samym początku trzeba jednak zmienić nastawienie. Słyszałem dzisiaj w radiu, że dzisiejsi studenci kończący uczelnię chcą zarabiać dużo powyżej średniej krajowej. Zestawiam to ze znanym mi wizerunkiem studenta kończącego Jakiś Tam Nieprzemyślany Kierunek (często socjologia, psychologia, politologia, czy inna logia*) który wychodzi z dyplomem pod pachą, staje na środku i krzyczy: PRACO PRZYJDŹ!

No tak to wygląda, sorry. Kiedy widzę eventy na fejsie nazwane „szukam pracy” to ręka sama układa się w facepalma. Praca sama nie przyjdzie, serio. Nie należy ci się ona także dlatego, że skończyłeś studia. Pora przejrzeć na oczy, o ile nie skończyłeś specjalistycznego kierunku wymaganego do pracy w danym zawodzie (lekarz i tym podobne) to studia były wesołym epizodem w twoim życiu, który być może nauczył cię żyć w systemie feudalnym (mówię o paniach z dziekanatu), i rozwinął trochę sprytu / bezsensownego notowania (niepotrzebne skreślić), ale dużo poza tym – nie.

Skąd więc wziąć wymagane doświadczenie? No cóż, mam nadzieję, że trafię do ciebie jeszcze ZANIM skończyłes studia, a może nawet liceum. Otóż jest pewna droga którą można podążać aby zdobywac doświadczenie które można potem spokojnie wpisać sobie do CV. Niestety wymaga ona nieco poświęceń i wyklucza spędzania 100% czasu na naprzemiennym imprezowaniu i zakuwaniu do sesji. To trzy magiczne litery.

N. G. O.

Kiedy pisałem swoje pierwsze poważne CV mogłem wpisać dość mało jeśli chodzi o przebieg pracy zawodowej (jakies tam naprawy komputerów i inne dorywcze zajęcia), ale mogłem pochwalić się prowadzeniem projektów różnej skali (w tym międzynarodowych), dowodzeniem zespołami różnej wielkości i innymi sprawami. No dobra, niektórzy być może jeszcze nie rozszyfrowali skrótu. Chodzi oczywiście o organizacje pozarządowe.

Jest ich mnóstwo. Ja akurat działałem w ZHP (więcej na moim drugim blogu), ale to nie jest oczywiście jedyna droga. Organizacji jest mnóstwo. Tak, działa się tam za darmo (co może niektórym wydawac się dziwne), ale to właśnie tam możesz uczyć się na swoich błędach i sukcesach i właśnie tam często dostaniesz o wiele więcej swobody w tym co robisz. A może odnajdziesz tez swoją pasję.

Mnóstwo ludzi których znam stawiało pierwsze kroki właśnie w różnego rodzaju organizacjach ucząc się rzeczy których nie nauczyliby się ani w domu, ani w szkole, ani na studiach. Co więcej, zazwyczaj udzielając się w tych organizacjach pomagasz komuś, służysz w dobrej sprawie, a to raczej też nie jest bez znaczenia.

Tak więc jeśli chcesz rzeczywiście nabyć trochę doświadczenia w pracy zespołowej, prowadzeniu projektów, a może nawet w pracy w środowisku międzynarodowym to pomyśl o tym, czy nie warto zainteresować się jakimś NGO-sem. Jest ich naprawdę multum. I uwierz mi, czas spędzony w taki produktywny sposób będziesz wspominac lepiej, niże kolejne imprezowanie. Nie to żebym był jego przeciwnikiem, wręcz przeciwnie, ale to nie ja mam teraz problemy ze znalezieniem pracy 🙂

P.S. Wpis zdobył większa popularność niż się spoidziewałem i jak wiele moich popularnych wpisów nie przez wszystkich został zrozumiany. No cóż, nie jestem Hemingwayem. Więc jeszcze raz – może zrobiłem trochę overpromise tytułem, ale tu naprawdę nie chodzi o jedną złotą radę, panaceum na bezrobocie. Dałem jedną, nie czuję się na siłach aby tutaj odrgywać niewiadomo kogo. Mnie pomogło, wam też może pomoże. Nie pisze nigdzie, że jest łatwoe, że jest normalnie, że jest logicznie, że kiedyś było trudniej/łatwiej etc. Udzielając się w NGO masz spore szanse na zwiększenie swoich zans na rynku pracy z powodów o których pisałem. Tylko tyle i aż tyle. Ale rozwinę może temat w jeszcze jednej notce. Dzięki za odzew.

P.s.s. Chcilieliscie rozwinięcia. Proszę. http://michal-gorecki.pl/2013/04/co-chcesz-robic-w-zyciu/

* sorry, że posłużyłem się tymi kierunkami, nie chce ich deprecjonować, znam po prostu multum ludzi po tych kierunkach którzy poszli tam bo nie wiedzieli gdzie iść.



Cześć :) Spodobało się? Zostaw lajka (powyżej). Chcesz zostać na dłużej? Polub strony (poniżej)

Tags

Podobne
  • Michał, +1000 🙂

    • Zrób proszę już podsumowanie, bo sie pogubiłem 😀

      • ważne, ze ja wiem 🙂

        • Mam wiele szacunku dla ludzi ciezko pracujacych, takze w NGOsach, bo sama poswiecilam im ponad 20 lat zycia, rownolegle z praca zawodowa, ale w glowie mi sie nie miesci, ze ktos kto nie przepracowal nawet 1/3 swojego zycia i komu, to prawda, sie udalo, chce byc autorytetem dla szukajacych pracy… W wieku 20 lat mialam CV dluzsze i ciekawsze niz niejeden 40latek. I co z tego? Dzieki wolontariatowi, dzieki pracy dziennikarskiej w wieku 16 lat, dzieki szansy, ktora dostalam i ktora staralam sie wykorzystac podczas gdy koledzy przepijali kolejne lata liceum. Po malo eleganckim potraktowaniu przez NGOs odbijalam sie od dna przez 3 lata. Zalozylam firme, ktorej prowadzenie przez kolejna dekade pozwolilo mi na wiele, w tym podroze, nauke kolejnych jezykow (np. arabski), zdobywanie patentow i uprawnien, w tym bardzo unikalnych itp. Great. 4 skonczone kierunki studiow nie mialy przelozenia na zdobycie pracy marzen (dyplomacja), ale wielokrotnie owocowaly swietnymi kontraktami biznesowymi, bo to baza i networking, a nie sama wiedza, zostaja po studiach. Jesli wiedza, bo tu sie zgadzam – roznie bywa. Znam argumenty ludzi, ktorzy studiow nie konczyli, i swietnie sobie radza, ‚bo po co studia’? No po nic. Ich skonczenie to tylko wyraz jakiejs tam konsekwencji w podjetym dzialaniu. Nie kazdy musi byc naukowcem. Niektorym brakuje samozaparcia, nie wszystkim przeciez pomagaja rodzice, niektorzy taka podejmuja decyzje. Ich zycie. Ich sprawa. I co z tego? Rynek pracy wyglada teraz ciut inaczej niz przed kryzysem, patrze i jako byly pracodawca i jako poszukujacy pracownik. Zgoda – mlodzi ludzie sa roszczeniowi, ale czesto sa tez duzo bardziej aktywni, niz byli ‚w naszych czasach’. BO chca, bo musza, bo mogą. Ale jako pracodawca sprobuj wyobrazic sobie zatrudnienie bezrobotnego bylego dyrektora jako swojego podwladnego. Ktory przerasta Cie umiejetnosciami, doswiadczeniem, znajomosciami. Zycie roznie sie uklada. Nie zatrudnisz, bo to zagrozenie. No chyba, ze jestes madrym szefem i nie drapiesz sie w glowe dlaczego byly dyrektor jest bylym, a Ty pracodawca. No i nie jestes kobieta, po macierzynskim tracaca prace marzen. To boli. A w pracy, zgadzam sie, nie zawsze chodzi o pieniadze. Tylko dlaczego po 20 latach na rynku pracy, zdobywania doswiadczen we wszystkich trzech sektorach, masz byc konsulem w dzikim, ale pieknym kraju za polowe sredniej krajowej? Sluzba Ojczyznie? Nasluzyles/as sie. I co z tego? Swiat nie jest czarno bialy, a czytajac to wlos mi sie jezy na glowie, choc podziwiam ludzi, ktorzy maja wiecej szczescia i tupetu niz inni. Brawo. Tylko, ze pracowitosc i sumiennosc nie zawsze sa sciezka do sukcesu. Czesto wrecz przeciwnie. Consider.

          • Ola fajnie napisałaś, ale ciężko się czyta. Nie masz polskich znaków na klawiaturze?

          • złe nawyki, Marcin. Mam. Pisalam ‚na gorąco’ 😉 Obiecuję poprawę 😉

  • Mam wrażenie, że wpis urywa się w połowie. Darmowe udzielanie się w jakiejś organizacji w czasie studiów ma być „lekiem” na bezrobotną młodzież?

    • Nie wpis nie urywa się w połowie. Nie, nie szukam panaceum na bezrobotną młodzież. Pracy jest dużo, trzeba tylko pracodawcy pokazać, że umie się coś robić. A żeby to pokazać trzeba rzeczywiście uprzednio coś zrobić. Tak, to takie proste. Oczywiście to nie jedyna rzecz, ale jedna z dróg. Tylko tyle i AŻ tyle.

      • Śmiach mi się chce (przez łzy) gdy piszesz, że pracy jest dużo. Widać jak bardzo Twoja świadomość odbiega od realiów życia (i poszukiwania pracy) w tym kraju. To co opisałeś to jedynie niezbyt odkrywcza metoda selekcji z poziomu pracowadcy, nic więcej.

        • Ech, to może Twoja świadomość jet zbyt niska. Nie mówię że praca jest wszędzie, nie mówię, że praca jest w każdym zawodzie. Codziennie widzę dziesiątki pytań o PRACOWITYCH ludzi którzy potrafią to i owo. I kurcze, nikogo nie można znaleźć.

          Nie, kiedyś praca nie przychodziła sama. Kiedyś były wyże demograficzne. Mega duże. Bywało trudno. Znajomi po studiach technicznych nie mogli znaleźć pracy w zawodzie, tylko sprzedawali kafelki albo jechali do Irlandii. Błagam, nie róbcie z siebie Biednego Pokolenia. Znam ludzi z waszego pokolenia którzy zarabiają więcej ode mnie. Ale jak ktoś wybrał sobie Hindustykę i chce mieszkać w małym miasteczku to niestety ciężko mu będzie. ŻYCIE.

        • Zabawne co piszesz – moja żona prowadzi rekrutację na wklepywaczy danych – wymagnia niewysokie, zarobki też (ale bez patologii). Na start w sam raz, można się sporo nauczyć. Na rozmowę kwalifikacyjną, umówiona i potwierdzoną nie stawią się mniej więcej połowa kandydatów. Część z tych, którzy zostają przyjęci w pierwszych tygodniach zaczynają wagarować, albo pracę porzucają bez powiadomienia. Wakaty są stale. Takich firm znam ze trzy, we wszystkich ta sama historia. Ja rozumiem, że ludzie chcą dużo zarabiać. Ale nie rozumiem, dlaczego nie chcą inwestować w siebie. Spójrzmy prawdzie w oczy – wiekszość ludzi nie zarabia i długo nie będzie zarabiać dużo. Część z tych, którzy pójdą zarabiać mało poprawi swoją sytuację w ciągu 2-3 lat. Tak się nie stanie z tymi, którzy czekają na manne z nieba. Proponowane NGOsy to pewnei nei jest zly pomysł (choć nie mam doświadczeń). Na koniec od siebie powiem, że jak ja przeglądam cefałki (zdarza mi się) to z osobami w wieku powyżej 21 lat, które nie mają nic w sekcji doświadczenie, nie chcę mieć nic wspolnego. A już z takimi, którzy stali na promocji w markecie, robili strony, albo udzielali się w NGOsach bardzo chętnie.

      • Leo

        „Pracy jest dużo”? Nius z dzisiaj: powiat raciborski, gdzie mieszkam: 3378 bezrobotnych, ofert pracy w PUP w tym miesiącu 175 plus jakieś nieliczne na portalach czy kartki na drzwiach sklepów „Szukam pracownika”, reszta po znajomości. No chyba, że mieszkam w jakimś dziwnym miejscu, a w całej reszcie Polski ofert pracy jest od groma.

        • To ja Ci polecam przeprowadź się do Wrocławia, pracy od groma, moja firma od kiedy we Wrocławiu otworzyła się w 2010 roku zatrudniła już 3k ludzi, do tego plan na kolejnych 500-1000, konkurencja też ostro rekrutuje, a na rynku ludzi sensownych brak. Najlepsi są Ci co nigdy w życiu nie skalali się pracą, ale wymagania po „studiach” mają na poziomie 6-8k PLN, ja na studiach na 3 roku znalazłem pracę jako Helpdesk, miałem 1200 do ręki i nie marudziłem, dzisiaj zarabiam ponad 5 razy tyle, ale wciąż uważam, że nie jestem mega specjalistą, ot znam się na rzeczy i wiem co zrobić …

          • Leo

            Więc wychodzi na to, że w dużym mieście typu Wrocław łatwiej jest coś znaleźć. Jako że dopiero zaczęłam „karierę” nie mam wielkich wymaganiach jeśli chodzi o wynagrodzenie, zresztą ciężko wymagania mieć, skoro i tak wszędzie proponują minimalną płacę. Zarabiam mało i też nie marudzę. W tej chwili mam pracę, ale jak zdobędę trochę doświadczenia to nie wykluczam, że będę szukała pracy w większym mieście, z lepszą płacą.

        • pracy jest dużo, ale musi się chcieć. Pracodawcy trzeba pokazać, co się umie, a nie jaki się ma papier. Potencjalny pracwnik idąc na spotkanie z pracodawcą musi być jak handlowiec, jeśli dobrze się sprzeda , to znajdzie odpowiednią dla siebie pracę i niekoniecznie w dużym mieście tylko.

        • Stara bolączka mniejszych miejscowości – coś za coś. Proponuje poszukać w dużym mieście – z grupą znajomych wynająć mieszkanie, bo tak taniej i szukać roboty. Znam masę ludzi, którzy tak zaczynali całkiem fajne życie zawodowe.

  • eV

    Szukanie pracy poprzez wygłupy na facebooku rzeczywiście nie jest najlepszym pomysłem na zarobek bez wykształcenia i doświadczenia. Inną sprawą jest, że – nie będąc 1) specjalistą, 2) człowiekiem wykształconym, 3) człowiekiem z doświadczeniem, ciężko cokolwiek znaleźć. Znam osoby, które pracowały na ulotkach po 4-5 zł za godzinę, bo kompletnie nie mogły wypatrzyć niczego innego. Mi parę razy poszczęściło się znaleźć kogoś, kto (za wcale nie mniej śmieszne pieniądze) zechciał zamówić projekt graficzny „u dzieciaka bez matury”. Od dłuższego czasu subskrybuję oferty pracy w mojej okolicy – czegoś, co nie kolidowałoby z lekcjami, najlepiej z możliwością pracy zdalnej, ale w zdecydowanej większości z nich jednym z wymagań jest doświadczenie, w innym wykształcenie, w kolejnym prawo jazdy (coś zupełnie niezwiązanego z zawodem). Nawet do układania pelargonii potrzeba doświadczenia w układaniu pelargonii. Niby kto sprytny, ten pracę znajdzie. Widocznie ja o czymś nie wiem. Przejrzę te ogłoszenia z NGO, ale myślę, że „dzieciak bez doświadczenia” za wiele tam nie znajdzie.

  • Belzebub

    3 lata wolontariatu w dwóch organizacjach (NGO), 3x praktyki studenckie, 1 staż absolwencki, prace dorywcze. Chce średnią krajową. Wszyscy mi dają tylko fantastyczne referencje, bo ich nie stać na mnie, no chyba, że chcę nadal za darmo dla nich pracować, to oni bardzo chętnie będą nadal współpracować.
    Dla mnie praca za darmo stała się niestety biczem kręconym na samego siebie.

    Pewnie napiszesz, że jestem beznadziejny, może źle pracuję, nie sprawdzam się. Ale raz udało mi się pracować w pewnej firmie przez kilka miesięcy, mój bezpośredni szef był tak zachwycony moją pracą, że udał się do dyrektora osobiście prosić by mnie zostawić, kilkakrotnie. W końcu dyrektor przyszedł i powiedział, że nie może bo z czego on premię potem da innym pracownikom.

    Pracy szukam już prawie rok. Nie przepierdziałem studiów,a pracy dla mnie też nie ma i szansy również nikt mi nie chce dać.

    • Sabon

      A co umiesz, gdzie mieszkasz i jakie masz wymagania finansowe? Może coś się uda wymyślić.

      • Belzebub

        Żeby było zabawniej jestem grafikiem (dtp, poligrafia). Ale mam też spore doświadczenie w pracy z ludźmi: obsługa klienta, public relations. Do tego mam również doświadczenie dziennikarskie. Sporo pasji, w których nieustannie się rozwijam.
        1500zł na start nie wydaje mi się dużą kwotą. Szczerze mówiąc mogę nawet dostać mniej (i jeść tapety w mieszkaniu) jeśli również coś dostanę w zamian np. ktoś douczy/przyuczy. Ale na to tym bardziej nie ma chętnych.

  • Groo

    No i trafiłeś do licealistki;)
    Skala ludzi którzy nie wiedzą co chcą ze sobą zrobić jest ogromna.To nie tylko te wszystkie ‚logie’. Jestem na mat-fizie.
    Wydaje się klasa rzeczowa, powinna wiedzieć co robić. A u nas większość idzie ‚na co bądź, byle inżynier’.
    A z mojego medialnego odchylenia się śmieją.
    No ale niech się śmieją. Mam sobie teczuszkę z doświadczeniem jako grafik komputerowy,
    udzielam się na jakiś stronkach coachingowych, ‚zapieprzam na fejsie’ żeby mieć wyższy klout i dołączyć do CV.
    Na studia idę na ‚informatykę w biznesie’ i jak mi się uda to zaocznie machnę jeszcze marketing.
    Bo praca w tej dziedzinie mi się marzy i wszystko co z nią związane sprawia mi przyjemność.
    Czas pokaże kto zrobił lepiej. Ludzie którzy masowo idą na inżynierię produkcji czy ja.
    Bo ja mogę mieć swoje marzenia o agencji reklamowej, ale rzeczywistość może mnie przelecieć jak nornica ziemię.

    • Informatyka na +
      Grafika na +
      Własne zdanie na+
      Marzenia i dążenie do ich realizacji na+

      Podoba mi się Twoje racjonalne podejście do swojej przyszłości:) Trzymaj się obranej drogi, a nie będziesz żałować!

      • Groo

        Dziękuję:).

    • Maciek

      Jeśli w jakiś sposób utrwali Cię to w przekonaniu, że dobrze „kombinujesz”, to powiem Ci, że jestem studentem trzeciego roku Informatyki i Ekonometrii (i na mojej uczelni wygląda to bardzo podobnie do informatyki w biznesie). Na pierwszym roku chciałem spróbować sił w NGO, ale tam też trzeba mieć pomysł na to, nad czym chciałoby się pracować (a ja nie miałem, w liceum nie myślałem w ten sposób co Ty). Po pierwszym roku załapałem się na praktyki przy kampanii wyborczej jednego z posłów. I można narzekać na nasze polityczne bagienko, ale jeśli chcesz się nauczyć trochę przydatnych rzeczy do pracy w agencji, to to był dobry start. Wcześniej interesowałem się grafiką, więc robiłem dla nich bannery reklamowe. Dostałem nowe rzeczy, które musiałem ogarnąć we własnym zakresie. Zetknąłem się się z AdWordsem, WordPressem, freshmailem, prowadziłem fanpage na fb… i to już był pierwszy solidny wpis do CV. Na drugim roku dostałem się na staż w dużej warszawskiej agencji interaktywnej i współpracowałem bezpośrednio ze znaną polską marką. W tym czasie oczywiście sporo samo kształcenia… blogi, książki, rozrośnięty do granic możliwości czytnik RSS i również mniej udane starania o pracę:) od wakacji pracuję już na stałe jako specjalista SEM w mieście gdzie studiuję – Wrocławiu. Studiuję dziennie, więc w połączeniu z pracą daje mi to mało czasu na rozrywki. Gdybym był pracodawcą, nie zatrudniłbym żadnego z moich kolegów ze studiów – nie mają żadnego doświadczenia, obowiązkowe praktyki podbija im wujek, a wiedza teoretyczna jest na wątpliwym poziomie. Myślę, że jest to niezła droga jeśli masz marketingowe zacięcie, a w połączeniu z analitycznym myśleniem i twardymi umiejętnościami, które MOŻESZ WYNIEŚĆ Z TYCH STUDIÓW masz na starcie przewagę nad konkurentami;) Oczywiście nie mówię, że jest to uniwersalny środek czy najlepsza ścieżka kariery – chodzi o to, że da się, trzeba chcieć i mieć trochę szczęścia. Jeśli myślisz o tym już w liceum, to zostawiasz rówieśników jakieś 6 lat z tyłu, bo oni obudzą się po piątym roku studiów.

      • Groo

        Właśnie do Wrocławia na UE idę, IWB to chyba właśnie wcześniejsza inf i ekonometria;). Myślałam dawniej o Warszawie i SGH ale trzeba mierzyć siły na zamiary i musiałam odpuścić – nie stać mnie. Mam zamiar szukać czegoś podobnego do rzeczy które wymieniłeś jak zacznę studia. No, nie od razu, bo czuję że najpierw trzeba będzie najpierw przejść przez zmianę trybu nauki, żebym przez dodatkowe sprawy nie wyleciała ;). Ale dziękuję Ci bardzo, faktycznie utwierdziłeś mnie w przekonaniu że to ma sens;). I trzymam kciuki za Twoje sukcesy:).

  • kkk.

    NGO jak najbardziej
    polecam! Sama bylam czlonkiem przez ponad 4 lata, przeszlam przez wszystkie
    mozliwe szczeble, od zwyklego pomagacza, typu zrob kanapki, przyprowadz
    uczestnikow, po koordynowanie wlasnych projektow oraz bycie vice prezydentem.
    Ponad to kazde wakacje a to praktyki, a to wyjazd do stanow na programy
    studenckie, Erasmus, dyplom magisterski na zagranicznej uczelni. Moj aktualny
    status zawodowy- owszem pracuje…aczkolwiek wielokrotnie slyszalam iz jestem
    za bardzo doswiadczona na odbycie stazu w danej firmie tudziez za malo aby
    objac konkretne stanowisko, z umowa o prace. Aktualnie pracuje, ale nie jest to
    moja wymarzona praca. NGO cudownie rozwinelo mi skrzydla i odkrylam w sobie
    umiejetnosci organizacyjne, towarzyskie, podroznicze poniekad znalazlam droge
    ktora chce podazac. Skrzydelka te jednak narazie musialam zwinac i
    podporzadkowac sie realiom…za cos bowiem musze placic mieszkanie no i musze
    miec za co podrozowac 😉 Takze, milo bylo czytac Twoj wpis, aczkolwiek realia
    sa dosc brutalne. Ale i tak uwazam ze lepiej cos robic niz nie robic nic!!
    Takze do tych co dopiero zaczynaja: NGO jak najbardziej! organizacje studenckie
    zmienia wasze zycie 🙂 a moze jak bedziecie konczyc studia sytuacja sie poprawi
    i nie bedziecie musieli zwijac skrzydelek 🙂

  • Asia

    Górek, a ty przypadkiem nie jakieś hotelarstwo skończyłeś BógWieGdzie?

    • Turystykę. Po to żeby mieć jakiekolwiek wykształcenie. Fajna rozrywka. Dokładnie definiuje przydatność studiów w Polsce… Ale to inna para kaloszy.

  • edekzkrainykredek

    Jeśli podstawową motywacją do pracy w NGO ma być kariera, to to jest jakieś nieporozumienie. NGO (mam na myśli stowarzyszenia, fundacje ale nie spółdzielnie) nie po to są powoływane. One mają działać na rzecz *innych*, nie na rzecz siebie samych czy członków organizacji. Ja rozumiem, że w NGO można zdobyć sporo doświadczeń, które są przydatne na rynku pracy ale to nie powinno być podstawowym celem działania w nich, a Ty taki oportunistyczny pogląd prezentujesz. Ponadto, z mojego doświadczenia wynika, że długofalowo wpuszczanie ludzi o takiej motywacji jedynie wywołuje frustrację u tych, których naprawdę interesuje działalność pro bono i generalnie obniża standardy (współ)pracy. To się żadnemu NGOsowi nie opłaca by utracić wiernych, stabilnych ludzi o właściwej motywacji bo wpuściło się do organizacji bandę karierowiczów.

    • Kiedy ja wstępowałem do mojej organizacji w wieku 6 lat, bynajmniej nie myślałem o karierze. Srsly.

      Motywacje są różne, jeśli ktoś rzeczywiście wsiąknie i mu się spodoba, to nie będzie tam tylko po to. A jak będzie tylko po to… to długo nie wytrzyma. Wybacz, ale rekrutowaliśmy wiele osób, z różnych pobudek. Niektórzy zostawali na długie, długie lata.

  • Ja bym tu dopisał, że osoby studiujące dziennie bardzo często zostają na utrzymaniu rodziców również po skończeniu.

    Osobiście o studiowaniu zbyt wiele nie wiem, bo pokłóciłem się z kilkoma uczelniami podczas zaocznych.

    Osobom, które nie do końca więdzą co chcą robić w swoim życiu polecam studia zaoczne – zawsze można zmienić/rzucić i jednocześnie pracować.

    Dodatkowo jak rodzice są w stanie ich utrzymywać na dziennych to na zaocznych również, a dzieciaczek może iść do pracy za małe pieniądze i już uczyć się praktyki.

    Finałem takiego działania będzie to, że jak on w końcu skończy tego magistra to jest szansa, że będzie zatrudniał swoich kolegów ze studiów dziennych 🙂

  • Maciej

    Rozwiązanie super, skierowane do wielu osób. Niestety pomija osoby, które aby utrzymać się na studia pracują w McDonaldzie czy innym fastfoodzie. Ciężko to nazwać jakimkolwiek doświadczeniem potrzebnym do pracy.

  • Powiedz to mojemu kumplowi z tytułem inżynierskim, 5-letnim stażem pracy i zobowiązaniami na głowie, od pół roku szukającemu pracy. Firmy, które raczą mu odpowiedzieć na zgłoszenia oferują stawki wystarczające na spłatę raty kredytu 🙂 Nie masz pracy zatrudnij się sam 😛

  • Agnieszka

    Jestem po jednym z kierunków, które wymieniłeś jako nieprzemyślane. Cóż, mój wybór był przemyślany i bynajmniej nie kierowałam się modą. Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś chce to może. Ale „chcenie” nie polega na pobożnych życzeniach ale na działaniu. Noo, i trzeba też jeszcze wiedzieć czego się chce (a z tym, mam wrażenie, jest bardzo duży problem).

    Działalność w NGO jest tylko jedną z możliwości, które stoją przed młodą osobą próbującą się usamodzielnić. Co potencjalnemu pracodawcy po świeżo upieczonym studencie, który w trakcie 5 lat studiów był zbyt leniwy żeby robić coś poza studiowaniem? Wolontariaty, organizacje studenckie, praca weekendowa, praktyki, staże – jest naprawdę masa możliwości. Warto skorzystać z okazji, że podczas studiowania jest się zazwyczaj nadal na garnuszku rodziców i zdobywać doświadczenie, nawet za symboliczne wynagrodzenie. Tymczasem, jest wiele osób po studiach, także wśród moich znajomych, które prezentują postawę roszczeniową. Należy im się, bo przez 5 lat „ciężko” studiowali. Niestety. Samo studiowanie to dzisiaj zdecydowanie zbyt mało.

  • Anna Barcik

    8 lat w harcerstwie, 3 lata w innych NGO, niezapomniane przygody, przeżycia, mnóstwo doświadczenia w zarządzaniu ludźmi. Efekt ? Znalazłam pierwszą „poważną” pracę w dwa tygodnie. A co lepsze – uwielbiam ją. Płacowo też nie narzekam. Ale no cóż, 8 lat doświadczenia zaraz po studiach ? Na to trzeba zapracować 😉

  • disqus_5htR0el7bP

    Moim zdaniem Michał ma rację. Dodatkowa działalność czy w ogóle aktywność ludzi jest teraz na wagę złota. Ja sama szukając pracy miałam problem. Nie było niczego, a jeśli nawet było to moje doświadczenie, wiek dwa lata temu (mam 22 lata) był nieodpowiedni, znajomość języków, czy wykształcenie było (ponoć) nieadekwatne do oferty. Zbyt małe doświadczenie, za mało bądź za dużo lat na dane stanowisko etc.. Zaawansowana znajomość języka angielskiego i innych w średnim stopniu też nie była wystarczająca. Pozostały więc praktyki, staże, działalność dodatkowa. Trafiłam na staż – prezes miał wymagania, którym nawet najbardziej wykwalifikowani pracownicy nie byli w stanie sprostać. Atmosfera była nie do zniesia, wzięłam nogi za pas. Wiedziałam jednak co chcę robić. Nie cokolwiek. To bez sensu. Chciałam robić coś twórczego, ważnego, rozwojowego, móc się starać i DZIAŁAĆ. Dobry przepis, ot co. Po -nastej rozmowie bez zwrotnego telefonu zaczęłam szukać czegoś, gdzie mogłabym zdobyć doświadczenie. W weekendy pracowałam w sklepie, trzeba było opłacić studia.. W dni powszednie chodziłam na praktyki (40h tygodniowo). Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie zdobywałam doświadczenia, pracowałam. Wiedziałam, że chcę i mogę. I zostałam tam, a raczej jestem tutaj nadal. 😉 Jak się CHCE to naprawdę można!! Obecnie nadzoruję pracę osób ‚zdobywających doświadczenie’ i co widzę? Zupełny brak entuzjazjmu, powtarzalność, brak zaangażowania czy zainteresowania. Po ‚pracy’ mówią, że chcą COŚ robić, że chcą MIEĆ pracę zarobkową. Problem jednak tkwi w braku chęci. Uważają, że samo skończenie studiów uprawnia ich do posiadania pracy. Ja musiałam się wykazać, postarać, chłonąć, być, MYŚLEĆ – co może jest oczywiste, ale rzadko się zdarza. Nie mówię o teoretycznym myśleniu a analizowaniu, dedukowaniu, kształtowaniu siebie i otoczenia. Wszystkim szukającym pracy dam dobrą radę – pokażcie, że chcecie i potraficie, poszerzajcie swoje horyzonty, rozwijajcie się, szukajcie. Głowa do góry, musi się udać. Ii.. nie poddawajcie się po kilku nieudanych próbach.

  • Zgadzam się jest masa organizacji studenckich + organizacji pozarządowych pozauczelnianych w których można rozwijać różne umiejętności z różnych dziedzin. Poza Tym wakacje nie są od siedzenia na dupie i odpoczywania po ciężkim lub lekkim roku. Od pierwszego roku każde wakacje spędzam na DARMOWYCH tak DARMOWYCH praktykach w różnych firmach i zbieram doświadczenie.Majac 3 miesieczne wakacje jestem w stanie pójść co roku na praktyki na 2 a jeden wykorzystać na odpoczynek w formie jakiegoś wyjazdu chociażby. Przez 5 lat studiow daje mi to 10 miesięcy doświadczenia w pracy + organizacje studenckie. Dzieki temu cefałka nie będzie pusta. Studia to okres inwestycji w siebie żeby później po studiach móc inwestować w przyjemności materialne. Niestety taka jest prawda. Poza tym działalnosc w ngosach daje o wiele lepsze imprezy i znajomości niejednokrotnie niż te ze zwykłych studiów.

    Przypomina mi się tweet Macieja Budzicha chyba w którym napisał, że dostał CV w którym w znajomości angielskiego było napisane „bardzo dobra – robie napisy do filmów” i taka wiadomość jest o wiele bardziej przekonująca niż wszystkie certyfikaty.

  • Marcin

    Osobom poszukującym pracy, bardzo serdecznie polecam bloga:
    http://www.nestorowicz.pl/

  • carlos
  • damian stylowski

    wykształcenie nie da nic

  • Pingback: Oferta pracy | CHANENGINE()

  • Maciej Jellinek

    http://abpraca.pl/ ­
    proszę. Dają szansę każdemu, wystarczy trochę odwagi i masz dobrze płatną pracę
    🙂